Strona główna Mazowsze Absurdy śmieciowej segregacji

Absurdy śmieciowej segregacji

301
0
PODZIEL SIĘ

Wszystko wskazuje na to, że mieszkańcy Sochaczewa nie będą płacili astronomicznych stawek za wywóz nieczystości. Jednak wystarczy jeden błąd w segregacji odpadów, aby opłaty za wywóz wzrosły dwukrotnie. W wyniku absurdalnych przepisów nie sprzedamy makulatury a jej charytatywne zbiórki przechodzą do historii.

Już za miesiąc mieszkańców Sochaczewa czeka kolejna rewolucja śmieciowa. Tym razem będzie polegała na tym, że wszyscy na mocy praw zostajemy zmuszeni do prowadzenia segregacji śmieci. Będziemy je musieli dzielić na pięć frakcji: metale i tworzywa sztuczne, papier, szkło, odpady bio i zmieszane odpady komunale.

Uwaga na fusy

Jeżeli będziemy to robili – zapłacimy niższą stawkę, która wyniesie prawdopodobnie 22 zł. Natomiast ci, którzy nie będą tego chcieli robić zostaną ukarani i zapłacą dwukrotność stawki podstawowej, co w przypadku Sochaczewa wyniesie 44 zł. Problem jednak w tym, że przepisy o segregacji są zagmatwane i nikt do tej pory nie powiedział mieszkańcom, jak to będzie wygląda w praktyce. Natomiast bardzo łatwo możemy być ukarani. Tym bardziej, że nowe zasady segregacji nie polegają na logice i zdrowym rozsądku. Wieźmy chociażby frakcję odpadów bio. Jak wynika z przepisów nie możemy do nich wrzucać odpadów pochodzenia zwierzęcego np. niedojedzonego kotleta, resztek kiełbasy, mięsa, kości itd. Można natomiast wrzucać tam skorupki do jajek, choć ptaki, to też wydawałoby się zwierzęta? Do tego typu pojemników nie mogą również trafiać opakowanie biodegradowalne, jeżeli są zadrukowane.

Myślicie, że to koniec nonsensów z pojemnikami bio? Do których mogą lądować: części roślin, fusy z kawy i herbaty, owoce, skorupki jajek, słoma, siano i trociny, warzywa, zepsute przetwory owocowe i warzywne (w tym zepsuta zupa). Otóż nie, bo do takiego pojemnika nie można wrzuć saszetki z fusami po herbacie. Aby tak się stało musimy najpierw w domowym zaciszu rozdzielić saszetkę na papier – który wrzucamy do odpadów zmieszanych, a nie do papieru oraz fusu – które ładują w pojemniku bio.

Nie ten plastik

Jeżeli już uporaliśmy się z biodegradacją, to możemy polec na pozostałych pojemnikach, w tym do papieru. Mogą tam trafić: czasopisma, ulotki, kartonowe pudła i opakowania, kartony po jajkach, papier, karton, tektura, pudełka po pizzy – niezatłuszczone, rurki po papierze toaletowym i ręcznikach, torby papierowe – o ile nie są np. zatłuszczone i wykonane z tzw. papieru kredowego oraz zeszyty. Nie wolno nam natomiast wrzucać do nich: okładek książek, papieru pokrytego tworzywem sztucznym, papieru lakierowanego lub zabrudzonego, tłustego, zużytych ręczników papierowych i chusteczek higienicznych, papierowych worków po nawozach i materiałach budowlanych. I uwaga – paragonu ze sklepu, bo ten nie jest dla ustawodawcy papierem.

Na co z kolei powinniśmy uważać przy segregacji plastiku i metalu? Tu powinien trafiać np. karton po mleku, ponieważ od środka jest wyścielony aluminium. Z kolei nie można tego robić z odpadami jak akumulatory, baterie, płyty CD czy DVD, zużyty sprzęt elektroniczny i AGD, butle gazowe, amunicja, opakowania po farbach, lakierach i olejach, opakowania po aerozolach, pojemniki, w których przechowywano tłuste produkty. A co gdy jej umyjemy? Na ten temat ustawa już milczy. Na pewno jednak nie można tam wrzucać plastikowych zabawek. Dodajmy, że w przypadku tego pojemnika spoczywa na nas również obowiązek odkręcania nakrętek i zgniatania samych butelek.

Z tego wszystkiego, co nas czeka najbardziej jasne i wydawałoby się przejrzyste są przepisy dotyczące segregacji szkła. Ale tylko pozornie. Otóż do niebieskiego pojemnika mogą lądować jedynie: butelki po napojach i żywności, opróżnione słoiki bez nakrętek, szklane opakowania po kosmetykach. Nie mogą tam trafić: doniczki, porcelana, szkło okularowe i żaroodporne, znicze z zawartością wosku, żarówki, świetlówki i reflektory, opakowania po lekach, rozpuszczalnikach i olejach silnikowych, lustra i szyby. To gdzie je wyrzucamy? Do odpadów zmieszanych. Z tym tylko, że i w tym przypadku nie wszystko, ponieważ zakaz obejmuje: odpady wielkogabarytowe, odpady budowlane i rozbiórkowe, zużyte opony, baterie, akumulatory, lekarstwa, odpady medyczne, świetlówki, opakowania po środkach ochrony roślin, zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny.

Mafijny układ

Ale to nie koniec absurdów związanych z segregacją. Okazuje się, że nawet gdybyśmy robili wszystko tak jak należy, to i tak nic z tego nie wyjdzie. Czyli nasze odpadu nie zostaną w większości poddane ponownej przeróbce na przykład na papier. Dlaczego, bo papierniom się to nie opłaca.

Z kolei firm przerabiających plastik jest w Polsce jak na lekarstwo. Jakby tego było mało, nie wiadomo również, co zrobić z częścią odpadów zmieszanych, które do tej poru były sprzedawane do instalacji produkujących paliwo z odpadów, jakie stosowane są w cementowniach. Teraz, aby tam trafiły, choć to darmowe paliwo, trzeba jeszcze dopłacić od 500 do 1000 złotych za przyjęcie tony odpadów.

Kolejny absurd to odpady biodegradowalne, które są przerabiane na kompost. Wcześniej można go było wykorzystywać np. do rekultywacji hałd i wyrobisk pokopalnianych kamienia wapiennego i żwiru albo do nawożenia trawników i zieleńców w ciągach komunikacyjnych. Teraz przepisy tego zabraniają.

Paradoks polega również na tym, że im więcej śmieci segregujemy, tym droższe staje się ich zagospodarowanie. Nie lepiej jest z plastikami.

Na przykład z folią, za której przyjęcie od dalszego przerobu trzeba obecnie dopłacić 280 złotych za tonę folii, by ktoś ją w ogóle wziął. Nie koniec na tym. Za odbiór brudnej, zużytej odzieży trzeba będzie zapłacić jakąś bajońską, wręcz absurdalną sumę. Szepce się o kwocie 120 000 złotych za tonę. Podobnie sytuacja wyglądać ma w przypadku złomu akumulaturowego – powiedzieli nam przedsiębiorcy z Sochaczewa i Młodzieszyna, prowadzący działalność gospodarczą polegającą na skupie surowców wtórnych. Jak dodają obecna sytuacja jak i przepisy doprowadziły do zabicia charytatywne zbiórek surowców wtórnych.

W 2019 roku papiernie i zakłady przetwarzające makulaturę płaciły nam około 250 złotych za tonę papieru i tektury. Obecnie te same firmy żądają od nas dopłaty w wysokości 600 złotych za tonę. Odpadów posegregowanych jest po prostu za dużo w stosunku do liczby zakładów, które mogą je przetworzyć. Doprowadzono do sytuacji, w której taka akcja jest możliwa, ale tylko pod jednym warunkiem. Dzieci przyniosą papier a ich rodzice pieniądze, aby zapłacić papierniom za przyjęcie makulatury. To pokazuje jak polski system zagospodarowywania odpadów jest chory. To nie prawo, ale mafijne układy – stwierdzają nasi rozmówcy.

Jerzy Szostak

Krzysztof Owczarczyk

Fot.: .pixabay