Strona główna Kultura MALUCHEM PRZEZ ŚWIAT

MALUCHEM PRZEZ ŚWIAT

314
0
PODZIEL SIĘ

Arkady Paweł Fiedler, podróżnik, fotograf, filmowiec oraz fan motoryzacji, pasję podróżowania ma w genach. W jego rodzinnym Puszczykowie pod Poznaniem, jak zauważył w czasie spotkania 23 stycznia w Kramnicach Miejskich w Sochaczewie, niemal czuć zapachy z różnych stron świata. Nie trudno, więc zrozumieć to, że poszedł w ślady dziadka, słynnego Arkadego Fiedlera, autora książki „Dywizjon 303” – o polskich lotnikach z II Wojny Światowej i autora wielu książek podróżniczych.

Sochaczewianie mieli okazję spotkać się i wysłuchać wrażeń podróżnika z wyprawy do Azji.

W domu zawsze było pełno pamiątek i zdjęć z podróży. Nasze Muzeum w Puszczykowie powstało jeszcze za życia dziadka. Potem stopniowo zapełniane było przez niego i jego synów – tatę Arkadego Radosława i wuja Marka. Moje losy z początku potoczyły się inaczej, ale marzenia o podróżach tkwiły we mnie. Zrealizowałem je inaczej niż dziadek i tata, bo znalazłem swój własny sposób na poznawanie świata – mówi Arkady Paweł Fiedler.

Zapachy drogi

 – Zawsze chodziłem własnymi ścieżkami. Długo nie było mnie w Polsce, bo pracowałem w Londynie. Pojechałam tam po studiach. Planowałem, że będę krótko, a zostałem ponad 10 lat. Podróżowałem wtedy, ale prywatnie. Myśl, aby ruszyć z wielką wyprawą pojawiła się dużo później. Wtedy też był pomysł, by ruszyć samochodem. Wybór padł na fiata 126p, który był moim pierwszym autem. Zacząłem od próby przejechania nim wzdłuż granic Polski. Fiacik wytrzymał i wtedy odkryłem jego niezwykłe walory. Inne samochody pędzą, a maluch sunie majestatycznie i zdecydowanie wolniej. Jak otworzy się okno, to chłonie się te krajobrazy, zapachy, kurz z drogi. Jest na to czas. To najbardziej intrygujące – wspomina Paweł.

Objazd Polski wzdłuż granic dowiódł, że fiat 126p da radę znieść dalszą wyprawę. Po tym podróżnik zdecydował się ruszyć na inny kontynent. Wybór padł na Afrykę.

Myślałem o niej od dawna. To było duże wyzwanie dla malucha. Inny, uciążliwy klimat, organizacja całej wyprawy, gdyż jechałem tam z ekipą filmową. Plonem wyprawy jest książka „Maluchem przez Afrykę” oraz film dokumentujący wyjazd. Fiat 126p sprawdził się rewelacyjnie i zniósł dobrze klimat. Choć nieraz go przeklinałem i miałem serdecznie dosyć. Jednak ludzie byli autentycznie zainteresowani tym pojazdem. To właśnie maluch otwierał mi z nimi kontakty – dodaje Paweł Fiedler.

Stepy i bezdroża

 Kolejnym wyzwaniem była wyprawa do Azji. Od początku było to największe wyzwanie. Ekipa jechała w dwa samochody – maluch i duży fiat. Paweł zabrał na wyprawę cały samochód części zapasowych, beczki na paliwo i starannie sprawdził wóz. Potem ruszyli trasą na południe przez Słowację, Węgry, Serbię i Bułgarię. Pierwsza potyczka była w Turcji, gdzie celnicy nie chcieli przepuścić auta pełnego części zamiennych. Jednak Paweł Fiedler przekonał szefa posterunku, że skoro nie ma takich jak jego aut w Turcji, to nie sprzeda takich części w tym kraju.

– A były one potrzebne, bo na stepach nie ma serwisów, a są bezdroża, przez które raz na kilka dni jedzie samochód. Człowiek zatem jest zdany sam na siebie – stwierdził podróżnik.

Wyprawa ruszyła w kierunku Gruzji. I to tam zaczęły się największe wrażenia – zjazdy i podjazdy pod strome zbocza górskie, podziwianie piękna krajobrazów o różnych porach dnia, spotkania z ludźmi, którzy z wielkim zainteresowaniem przyglądali się fiacikowi.

– Najtrudniejsza była jazda w górach. Wymagała nie lada umiejętności, gdyż przy podjeździe nie można było się zatrzymać, bo wtedy samochód by nie ruszył. Cały czas jazda – gaz, hamulec i tak w kółko. Potem bezkresny step. Tam chyba były najdłuższe trasy w linii prostej. Czasem jechało się 10-11 godzin, wprost przed siebie, a horyzont się nie kończył – dodaje podróżnik.

Po przepłynięciu Morza Kaspijskiego promem – z Azerbejdżanu Paweł Fiedler trafił na tereny Kazachstanu. Tamtejsze stepy, ich klimat, roślinność i bezmiar oczarowały go. Potem ruszył w kierunku Tadżykistanu, Turkmenistanu i Mongolii. Ten ostatni kraj zaskoczył bogactwem kultury i kontrastami. Niesamowitym dla podróżnika były kontakty z ludźmi, ich szczere zainteresowanie ekspedycją i gościnność. Nawet ci najbiedniejsi potrafili go ugościć. Jedynym problemem było to, że w Mongolii musiał zapłacić kaucję za przejazd samochodem. Mongołowie tego wymagają, gdyż przy starszych typach aut zmotoryzowani podróżni porzucają na stepie wraki, zaśmiecając złomem kraj.

– Maluch sprawdził się doskonale na całej trasie liczącej ponad 25 tysięcy kilometrów. Miał kilka drobnych awarii. Wyprawa zakończyła się we Władywostoku. Fiat powrócił do Polski w kontenerze, a ja samolotem. Wyprawa trwała 3 miesiące – zakończył wspomnienia Paweł Fiedler.

Publiczność dopisała i owacyjnie przyjęła gościa, zasypując go pytaniami o szczegóły. Można było nabyć książkę o wyprawie do Afryki. Kolejna wyprawa fiata 126p planowana jest przez obie Ameryki.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPrzystanek widmo
Następny artykułWpadli tytoniowi przestępcy