Strona główna Sochaczew miasto Bardzo drogie trzeźwienie

Bardzo drogie trzeźwienie

286
0
PODZIEL SIĘ

Czy w Sochaczewie potrzebna jest izba wytrzeźwień?

Od wielu lat problem tworzenia izb wytrzeźwień, popularnie zwanych „żłobkami” dla pijaków, spędza sen z oczu niektórym samorządowcom. W niektórych rejonach Polski takie instytucje funkcjonują. W innych nie ma ich. Czy są zatem potrzebne?

Nie spotkałem się z tym tematem w swojej 25-letniej działalności samorządowca. To chyba zależy od tego, czy jest to zadanie własne gminy, czy też nie. Z tego co sprawdziłem, wynika to z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i zapobiegania alkoholizmowi, artykuł 39 i 40, który określa, że w miastach powyżej 50 tysięcy mieszkańców mogą być tworzone izby wytrzeźwień. Przy mniejszej ilości mieszkańców jest to zadanie dotyczące zakresu prac powiatu i policji – informuje Daniel Wachowski, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Sochaczewie.

Pijanych nie brakuje

W Sochaczewie i na terenie powiatu sochaczewskiego pijanych mieszkańców jest dość sporo. Tylko w ubiegłym roku do policyjnej izby zatrzymań w Sochaczewie trafiły 153 osoby.

­– To są wszyscy, jacy zostali zatrzymani, których odtransportowano do naszej izby zatrzymań. Oczywiście część osób trafiła do domów, gdyż w przypadku, gdy rodzina nie sprzeciwia się, odwozimy taką osobę do miejsca zamieszkania. Do izby zatrzymań trafia, gdy domownicy nie życzą sobie takiej osoby w domu – mówi asp. Paweł Rynkiewicz z biura prasowego Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie.

Część nietrzeźwych trafia do szpitala. Są to zwykle poszkodowani w wypadkach, którym niezbędna jest opieka medyczna lub w przypadku zagrożenia zdrowia i życia, gdy potrzebna jest interwencja lekarza, np. odtrucie organizmu po spożyciu zbyt dużej ilości alkoholu. Nie są to jednak przypadki częste, raczej sporadyczne.

Pijani nie trafiają także do izb wytrzeźwień, które są poza Sochaczewem. Powodem tego jest zwyczajnie ekonomia.

­– Najbliższa do Sochaczewa izba jest w Warszawie. To w obie strony ponad 120 kilometrów. Trzeba by zawieźć, wrócić. W sumie 4 godziny trzeba by poświęcić na taką osobę. Koszty są zbyt duże, no i zaangażowanie policjantów. Taki patrol bardziej jest potrzebny do interwencji niż wożenia pijanych delikwentów – zaznaczył Paweł Rynkiewicz.

Czy zatem miasto rozważa zorganizowanie izby wytrzeźwień? Na razie nikt tego tematu mnie rozważa. Jak wskazuje ustawa o wychowaniu w trzeźwości i zapobieganiu alkoholizmowi, w Sochaczewie nie ma potrzeby tworzenia takiej izby. Miasto ma mniej niż 50 tysięcy mieszkańców.

Na razie, co potwierdza policja, jakoś sobie radzą z nietrzeźwymi. Zwłaszcza, że nowa siedziba policji jest w stanie zapewnić dobrą obsługę takim osobom. Cele są dobrze zabezpieczone i monitorowane. Sprawdzany jest też na bieżąco stan zdrowia nietrzeźwych, aby w razie czego uzyskali szybką pomoc medyczną. Koszt pobytu zatrzymanego, to średnio około 200 złotych. Gdyby był wożony do warszawskiej wytrzeźwiałki, to koszt mógłby być co najmniej trzykrotnie wyższy. Na to nie stać policji.

Piją na maksa

Trudno jest też ocenić, czy izba wytrzeźwień rozwiązałaby problem pijanych na terenie miasta i powiatu, gdyż wszyscy nietrzeźwi z gmin powiatu sochaczewskiego lądują w policyjnej izbie zatrzymań w Sochaczewie. Nie ma też szczególnie intensywnej pory zatrzymywania pijanych osobników. W zasadzie to 24 godziny na dobę. Przybywa ich jednak nieznacznie w okresie urlopowym i świątecznym. Szczególnie zmotoryzowanych mieszkańców.

Ograniczenia dostępności do alkoholu w sprzedaży nocnej niewiele dają. W tym przypadku tuż przed zamknięciem i krótko po otwarciu robione są alkoholowe zakupy. Najpopularniejsze tzw. małpki, czyli małowymiarowe butelki wódki, wina oraz piwo idą w dużych ilościach przez cały dzień.

­– Szczególnie popularne są małpki z wódką. To wygodna porcja dla klienta. Nie jestem w stanie ocenić, ile ich dziennie sprzedaję. Na pewno około stu – mówi jedna ze sprzedawczyń sklepu monopolowego w Sochaczewie.

Jednak zaznacza, że w dużych ilościach idzie też piwo, zwłaszcza to tańsze i puszkowane. Wino raczej jest domeną amatorów. Bywa, że niektórzy z klientów kupują małpkę, po czym wlewają ją do taniego wina.

­– To domena nałogowców, którzy starają zapewnić sobie szum w głowie po niższej cenie – dodaje inny sprzedawca. ­ – Jednak małpki kupują też ci, którzy nie chcą wypić zbyt wiele alkoholu, a nie tylko ci, którzy w przerwie w pracy chcą coś chlapnąć.

Sochaczewscy sprzedawcy nie są w stanie precyzyjnie określić poziomu sprzedaży alkoholu. Z drugiej strony niektórzy skarżą się na delikwentów, którzy konsumują na miejscu trunki, choć jest to zakazane osobnymi przepisami. W tej sytuacji często muszą wzywać policję na pomoc. To też są najczęstsi klienci policyjnej izby zatrzymań w Sochaczewie. Sporo jest tam też zatrzymanych do wytrzeźwienia, przywiezionych z awantur domowych. W okresie wiosennym trafiają się też pijani nastolatkowie, którzy m.in. świętują pierwszy dzień wiosny, koniec roku, czy walentynki.

Drogie trzeźwienie

Izby wytrzeźwień raczej w najbliższym czasie nie będzie. Nie ma tego pomysłu w planach. Jak zaznacza Daniel Wachowski, w wielu miastach odchodzi się od tego.

Pomysł prowadzenia takiej izby jest dość kosztowny i dla miasta raczej nierentowny. Choć w izbach wytrzeźwień wyznaczana jest cena za usługę, na która składa się m.in. koszt kąpieli, opieka medyczna i nadzór nad bezpieczeństwem, to jednak rzadko który użytkownik płaci za tę izbę. Zwykle większość klientów izby wytrzeźwień to osoby bezdomne, bezrobotne lub zatrudniane dorywczo. Trudno ściągnąć z takich delikwentów kasę. Do izb wytrzeźwień, miasta czy powiaty muszą dopłacać, więc wiele z nich likwiduje te zadania, przerzucając je na policję jako najbardziej kompetentny organ w ocenie trzeźwości.

Bogumiła Nowak

Fot. pixabay