Strona główna Historia FATUM NAD MISTRZEWICKIM KOŚCIOŁEM

FATUM NAD MISTRZEWICKIM KOŚCIOŁEM

241
0
PODZIEL SIĘ

Polna, piaszczysta droga w Mistrzewicach prowadzi do miejsca, gdzie ongiś stał kościół, zrujnowany niemal 100 lat temu, podczas I Wojny Światowej. Dziś stoi tu pamiątkowy krzyż, wzniesiony przez Polikarpa Grodzkiego w 1918 roku.

Wokół krzyża z małym ołtarzykiem urosły drzewa, tworząc na nowo mury z pni i gałęzi, oraz dach z listowia. Luka między nimi od strony dróżki stanowi wejście. Wszedłem do środka, w tą iluzję budynku, a cienisty chłód naśladował ten, który czuć wewnątrz realnych kościołów. Gdyby jeszcze postawić przed ołtarzem rząd ław, można by z powodzeniem w ciepłe dni odprawiać znowu msze. Pokrzywy porosły dawną kościelną posadzkę, broniąc dostępu do krzyża, w którego cokół wmurowano tablicę, informującą, iż w tym miejscu właśnie stał kościół pobudowany w 1769 roku przez Andrzeja Młodziejowskiego. Te lata zamierzchłe, skupione w pamiątce postawionej przez pana Polikarpa, wzbudziły we mnie jakąś nostalgię za ich obrazem i historią. A dzieje okazały się bardzo odległe w czasie i niezwykłe ciekawe, miejscami wręcz bajeczne.

Zagadki przeszłości

Ponoć miano tej miejscowości nad Bzurą pochodzi od scholastyka czyli magistra (mistrza), co sugerowałoby wieś kościelną. Ów scholastyk, czy magister, był wysoko postawionym duchownym, członkiem kapituły, trzymającym pieczę nad szkolnictwem w swojej diecezji. Przynależał zapewne do pobliskiej Diecezji Płockiej powstałej w 1075 roku, której to magistrom nadawano ziemię wzdłuż dorzecza Bzury.
Akt erekcyjny i budowa pierwotnego kościoła w Mistrzewicach toną gdzieś w pomrokach dziejów, poza zasięgiem mojego wzroku. Zresztą nie tylko mojego, bo nawet bliższy czasom historyk Józef Łukaszewicz nie znalazł tej informacji, sporządzając – wydany w 1859 roku – „Krótki opis historyczny kościołów parochialnych, kościółków, kaplic, klasztorów, szkółek parochialnych, szpitali i innych zakładów dobroczynnych w dawnej diecezji poznańskiej”. Powołuje się natomiast w tym dziele na dokument sporządzony podczas wizytacji parafii przez biskupa Wawrzyńca Goślickiego w 1603 roku. Dostojny biskup taki zastał wtenczas stan rzeczy: „Kościół maleńki, z drzewa postawiony pod tytułem św. Stanisława i św. Doroty poświęcony. Uposażeniem jego był łan jeden roli i dziesięciny ze wsi Mistrzewic”. Wieś nie była już własnością kościoła, jej dziedzicem był wtenczas Piotr Brochowski. Dokumenty parafialne zaś wskazywały, że miejscowy pleban „produkował przywileje stolicy św. na rozmaite odpusty od roku 1465 począwszy”. Tym samym cofamy się z istnieniem kościoła do XV wieku. Goślicki zastał na miejscu także szkołę, której przyszłość nie była jednak zbyt dobrze rokująca, gdyż nikt do niej nie uczęszczał, a co za tym idzie, nauczyciel nie miał się z czego utrzymać.
Wzniesiony przez biskupa Młodziejowskiego kościół nie był zatem pierwszym. Co się stało z poprzednim, i jaka dziejowa pożoga go strawiła, Bóg raczy wiedzieć.
Nawiasem mówiąc osoba tegoż dostojnika kiepską raczej jest nobilitacją dla parafii. Młodziejowski nie dość, że wolał zaglądać pod babskie kiecki niż do ewangelii, i wcale nie żył świątobliwie, tak, jak piastowane stanowisko wymagało, to jeszcze był zdrajcą na usługach Rosji. Był jednym z tych, którzy gorliwie się przyczynili do rozbiorów Rzeczpospolitej, za co pobierali później od zaborców sowite pensyjki. Szymon Askenazy określił go dosadnie jako przykład upadającego ducha w narodzie polskim, znajdując mu miejsce w „fatalnym poczcie zwyrodniałych dostojników duchownych, zapełniających smutne dzieje polskie XVIII stulecia, poniżonych moralnie, zdradzających kościół i ojczyznę, wysługujących się innowierczym sąsiadom”. Wypada spuścić zasłonę milczenia na tego jegomościa.
Z opisu kościoła z 1913 roku na łamach tygodnika krajoznawczego „Ziemia” – który zamieścił krajoznawca Stanisław Czepieliński – wynikało, iż pobudowany był z drzewa sosnowego (choć chłopi twierdzili, że modrzewiowego) i był do niedawna kryty strzechą, co było już nawet wówczas rzadkością. Jednak w momencie wizyty Czepielińskiego dach był już blaszany.

W kręgach legend

Kościół przestał istnieć w 1915 roku. Ale parafię zlikwidowano znacznie wcześniej, bo w 1898 roku. I tak czytamy w „Przeglądzie Katolickim” (nr 22 z 1898 roku): „Pieczołowitość Najdostojniejszego Arcypasterza przedstawiła Głównemu Naczelnikowi Kraju projekt parafii w Żyrardowie i Rada Państwa Najwyżej pod d. 26 stycznia r. b. zezwoliła na zniesienie maleńkiej liczebnie parafii Mistrzewice w dekanacie sochaczewskim i przyłączenie jej na wieczne czasy do par. Młodzieszyn w tymże dekanacie, a przeniesienie etatu proboszczowskiego z Mistrzewic do Żyrardowa i utworzenie w Żyrardowie nowej samodzielnej parafii pod opieką ś. Karola Boromeusza. Pensje wikarjuszów, których ma być czterech (po wybudowaniu nowego kościoła), Zarząd fabryki wziął na siebie. Tak, dzień 22 maja r. b. jest dniem narodzin parafii żyrardowskiej, wyrosłej na gruzach parafii mistrzewickiej”.
Powody zlikwidowania parafii o wielowiekowej tradycji, obrosły legendą. Obracanie się w kręgach legendy to dość grząski grunt, bo nie wiadomo, ile w niej prawdy. Otóż ponoć miejscowy proboszcz wdał się w romans z jedną z parafianek, a grupka oburzonych mieszkańców pobiła go za ten gorszący czyn tak dotkliwie, iż kapłan zmarł. Zlikwidowanie parafii miało być swojego rodzaju karą za samosąd. Oprócz tego Msze święte we Wszystkich Świętych miały się odbywać tydzień później niż w innych parafiach, i tak jest faktycznie do dnia dzisiejszego. Na wieś spadła klątwa i ma ciążyć do tej pory, dopóki Mistrzewice nie wydadzą księdza, czyli ktoś z mieszkańców urodzonych we wsi nie wstąpi do stanu duchownego.
Czy pozostały jakieś ślady po kościele? Podobno dzwony zostały przeniesione do kościoła w Młodzieszynie. Krążą też informacje, że gdzieś w prywatnych domach mogą się znajdować jakieś obrazy, uratowane przez mieszkańców z pogorzeliska.
Dodatkowe odpowiedzi mogą dać wykopaliska. Dyrektor sochaczewskiego muzeum, Paweł Rozdżestwieński, potwierdził, że kwestia ewentualnych badań archeologicznych jest w przyszłości planowana, gdyż nikt ich na tym stanowisku nigdy nie przeprowadzał. Już samo oszacowanie wieku pierwszej zabudowy byłoby istotnym krokiem naprzód.
Jakie jeszcze zagadki może w sobie kryć mistrzewicka ziemia?
Radosław Jarosiński

fot.archiwum