Strona główna Sochaczew gmina Pijany wśród zwierząt

Pijany wśród zwierząt

196
0
PODZIEL SIĘ

Na terenie schroniska dla zwierząt Azorek doszło do skandalicznej sytuacji. Jeden z wolontariuszy pomagający Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami, które na zlecenie miejskiego samorządu sprawuje opiekę nad przebywającymi tam zwierzętami, był kompletnie pijany. Na miejsce została wezwana policja, która musiała zakuć w kajdanki agresywnie zachowującego się mężczyznę.

Sytuacji, do jakiej doszło 22 października w miejskim schronisku dla zwierząt w Kożuszkach Parceli, jeszcze w jego historii nie było.

Jak wynika z naszych informacji, tego dnia do ochronki przejechała kobieta, która chciała zaadoptować psa. Okazało się to niemożliwe, ponieważ przebywający tam wolontariusz, nie dość, że było kompletnie pijany, to na dodatek zachowywał się wobec niej agresywnie. Kobieta odjechała i o całej sytuacji zawiadomiła swojego znajomego.

Pijany jak bela

 Ten natychmiast przyjechał do schroniska i nagrał całe zdarzenie, a filmik ukazujący pijanego wolontariusza zamieścił w Internecie. Na miejsce wezwano także policję.

Anonimowa osoba poinformowała mnie, że schroniskiem opiekuje się pan, która jest kompletnie pijany. Po przyjechaniu na miejsce okazało się, że schronisko (zarówno furtka, jak i drzwi wejściowe) jest otwarte na oścież, a klucze do wszystkich pomieszczeń leżą przed bramą wjazdową. Po wejściu do środka zastałem nieprzytomnego opiekuna schroniska, który był wyjątkowo zaskoczony moją wizytą. Jednoznacznie była wyczuwalna mocna woń alkoholu oraz zauważalny duży stan upojenia, a na biurku znajdował się kubek napełniony alkoholem. Na miejsce został wezwany patrol policji, który pojawił się dosłownie w kilka minut i bardzo sprawnie i profesjonalnie przeprowadził czynności z nietrzeźwym pracownikiem. Po badaniu alkomatem okazało się, że w wydmuchiwanym powietrzu znajduje się 1,6 mg/l alkoholu, czyli ponad 3,3 promila, co brzmiało wręcz szokująco – zarówno dla mnie, jak i dla samych policjantów” – stwierdza Łukasz Dąbrowski, który nakręcił film z tego zdarzenia. Dodając jednocześnie, że jako mieszkaniec miasta Sochaczew, który odprowadza podatki finansujące działalność schroniska, kieruje pytanie do jednostki sprawującej funkcję zarządząjąco-kontrolną w Miejskim Schronisku, czyli Urzędu Miasto Sochaczew: „(…) Kto jest odpowiedzialny za zaistniałą sytuację? Czy jest to ogólnie obowiązujący standard zarządzania w jednostkach finansowanych przez miasto? Gdzie jest Pan Burmistrz Osiecki, który miał objąć osobistą kuratelą proces ratowania Schroniska Azorek, które nie dość, że zostaje zamykane, to jest zarządzane w skandaliczny i niedopuszczalny sposób!?”.

Pełna odpowiedzialność

Na reakcję Urzędu Miejskiego na zdarzenie w schronisku nie trzeba jednak było długo czekać. Jeszcze tego samego dnia burmistrz nakazał Towarzystwu natychmiastowe pisemne wyjaśnienie całej sytuacji. Do urzędu zostało również wezwane szefostwo TonZ, które – na zlecenie i koszt miejskiego samorządu – po wygraniu przetargu odpowiada za czystość, porządek, karmienie i leczenie podopiecznych, akcje adopcyjne, organizację pracy opiekunów w okresie tzw. wygaszania schroniska. Co ma potrwać najpóźniej do 30 czerwca przyszłego roku.

Co na to same władze Towarzystwa? Te w przesłanym od nas oświadczeniu stwierdzają, że wyrażają żal z powodu zdarzenia, do którego doszło 22 października: „(…) Bez wątpienia mieliśmy do czynienia z czymś, co nie powinno mieć miejsca. Czujemy się za to w pełni odpowiedzialni i zapewniamy, że zrobimy wszystko, aby nigdy więcej nie doszło do takiej sytuacji. Po otrzymaniu informacji o zdarzeniu niezwłocznie udaliśmy się na teren schroniska i podjęliśmy stosowne działania”.

W piśmie poinformowano nas również, że mężczyzna przebywający na terenie schronisku nie był pracownikiem TOnZ, ale wieloletnim działaczem Towarzystwa, który tego dnia pomagał pracownikowi schroniska.

Pragniemy zdecydowanie podkreślić, że nic nie tłumaczy jego postępowania. Było ono nieodpowiedzialne i ze wszech miar naganne. Przepraszamy wszystkich, których ta przykra sprawa dotknęła – naszych przyjaciół wspierających od lat Azorka, wolontariuszy oraz burmistrza miasta, z którym TOnZ zawarło umowę na prowadzenie schroniska. Zrobimy wszystko, by odbudować nadszarpnięty wizerunek TOnZ, organizacji od ponad 150 lat troszczącej się o los naszych braci mniejszych – powiedziała nam Danuta Radzanowska, wiceprezes TOnZ Sochaczew. Dodając, że wbrew krążącym po Internecie informacjom psy przebywające w wygaszanym schronisku zostały tego dnia w pełni zabezpieczone – nakarmione, napojone, a ich boksy sprzątnięte.

Druga strona medalu

Ale jest i druga strona medalu. Bo ta dotycząca skandalicznego zachowaniu mężczyzny, który miał się opiekować bezpańskimi psami, nie podlega dyskusji. I miejmy nadzieję, że spotka go odpowiednia kara, chociażby za fizyczny atak na funkcjonariuszy. A ci, aby się uspokoił, musieli go obezwładnić i zakuć w kajdanki. Nie negujemy także nagłośnienia całej sprawy w Internecie, bo takie sytuacje należy piętnować z całą stanowczością.

Nasze zdziwienie budzi jednak co innego. Otóż Łukasz Dąbrowski kreuje się na obrońcę schroniska w Kożuszkach Parceli. Problem jednak w tym, że nie robi nic, aby przetrwało w tym miejscu lub powstało w nowej lokalizacji.

No może z małym wyjątkiem dotyczącym kampanii wyborczej do samorządu, gdy Dąbrowski nagle przypomniał sobie o nim, podobnie jak członkowie ugrupowania, które wysunęło jego kandydaturę na burmistrza Sochaczewa. Wtedy to, 13 października 2018 roku, Dąbrowski zorganizował zbiórki podpisów na rzecz ratowania schroniska dla bezdomnych zwierząt Azorek, które połączono ze zbiórką karmy dla przebywających w nim zwierzaków. Jak twierdził: „(…) Jako kandydat na burmistrza Miasta Sochaczew chciałbym zaproponować utworzenie schroniska o charakterze powiatowym, aby poza samym miastem w kosztach utrzymania partycypowały również gminy ościenne, z których i tak przywożone są do schroniska bezdomne zwierzaki”.

Dąbrowski utworzył nawet stronę na Facebooku „Ratujmy schronisko Azorek”, z tym, że ostatnia aktualizacja miała tam miejsce 12 października 2018 roku.

Jak było do przewidzenia, mieszkańcy Sochaczewa tłumnie podpisali się pod petycją i przynosili karmę. Licząc, że gdyby nawet nie został burmistrzem, to będzie orędownikiem sprawy. Pomylili się jednak. Po przegranych wyborach Dąbrowski zapomniał o bezdomnych psach. Z naszych informacji wynika również, że karma zebrana 13 października 2018 roku nie trafiła do schroniska Azorek.

Jerzy Szostak

fot.pixabay