Strona główna Wyszogród Czy tramwaj na Wiśle będzie wspomnieniem

Czy tramwaj na Wiśle będzie wspomnieniem

139
0
PODZIEL SIĘ

Być może to ostatni sezon, kiedy pływa tramwaj wodny po Wiśle w Wyszogrodzie. Wprowadzony przed kilku laty pomysł jest kosztowny, a i chętnych na pływanie coraz mniej. Również prowadzący dotąd tramwaj coraz częściej myśli o tym, by odpoczywać na zasłużonej emeryturze.

– Mam już ponad 70 lat. Jestem trochę zmęczony tym zajęciem i chciałbym mieć nieco więcej czasu dla siebie. Tramwaj też nie jest już tym, czym był przed laty. Nie jest tak wielką atrakcją dla turystów, którzy szukają już czego innego – mówi Bogumił Pielaciński, który już siódmy sezon kieruje tramwajem po Wiśle.

Tylko promocja

Od początku, kiedy wprowadzono rejsy po Wiśle małym stateczkiem zabierającym jednorazowo około 12-15 osób, była to jedna z wyszogrodzkich atrakcji. W 2011 roku ruszyły regularne wycieczki po rzece i chętnych nie brakowało. Bywały rejsy nie tylko w weekendy, ale też w ciągu tygodnia, dla zamówionych wcześniej grup wycieczkowych. Pomysł rejsów po Wiśle powstał jeszcze za urzędowania byłego burmistrza Mariusza Bieńka. Pozyskano na ten cel specjalne fundusze unijne.

– To była wtedy naprawdę wielka atrakcja. Niektórzy specjalnie przyjeżdżali, by przez około godzinę podziwiać widoki Wyszogrodu i okolic z pokładu stateczku. Jednak z czasem zainteresowanie tramwajem wodnym spadło. Dziś turystów już to nie interesuje – mówi jeden z mieszkańców Wyszogrodu.

Koszty biletów niezmieniane są od lat i zdawałoby się, że powinny przyciągać. A tak niestety nie jest. W Wyszogrodzie za rejs stateczkiem osoba dorosła płaci 10 zł, a dziecko 5 zł. W Płocku, w którym też kursuje podobna atrakcja, ceny są znacznie wyższe. Nie wspominając już o wynajmie zwykłych łodzi wiosłowych, czy motorowych.

– Jednak od początku rejsy tramwajem wodnym pomyślane były jako promocja miasta. Nie miały zarabiać, a tylko zamknąć się w kosztach eksploatacji. Celem było przyciągnięcie turystów do Wyszogrodu. Obecny sezon jednak wskazuje na to, że rejsy z ledwością zrekompensują poniesione wydatki. W soboty praktycznie nie ma rejsów. Są czasem jeden lub dwa. W zasadzie pływamy tylko w niedziele – mówi Bogumił Pielaciński.

Czy ostatni sezon?

 Z jednego rejsu z biletów jest średnio około 100 zł. W ciągu dnia tramwaj wodny wykonuje około 6-8 kursów. Tak więc stawka dzienna, jak łatwo wyliczyć, to z grubsza 600 – 800 zł. Z jednego weekendu nie przekracza więc w sumie 1 tys. zł. Jeśli przyjąć, że w sezonie jest około 20 weekendów rejsowych, to ceny biletów wyniosą około 20 tys. zł. Tylko na pierwszy rzut oka wydaje się to dużą kwotą. Jednak trzeba odliczyć koszty, które są konieczne, by tramwaj mógł kursować. To ubezpieczenie, serwis techniczny, uprawnienia do kierowania tramwajem (podobne do tych, jakie robią kierowcy autobusów i co roku odnawiane), które dają kwotę minimum około 4 tys. zł. Może wypaść drożej, bo wszystko zależy od ilości pokonanych przez stateczek kilometrów w trakcie rejsów. Po określonym, przepłyniętym dystansie tramwaj musi przechodzić badania serwisowe. Czasem w sezonie wypada ich od dwóch do trzech, a to powoduje kolejne koszty. Jeden taki serwis to średnio około 1 tys. zł. Koszt ubezpieczeń prawie 2 tys. zł. Do rejsów trzeba doliczyć potrzebne paliwo. W sumie koszty eksploatacyjne są wyższe niż uzyskane dochody. Przy małej ilości rejsów, jak w tym roku, utrzymanie tramwaju staje się solidnym obciążeniem. Tym bardziej, że np. w Płocku do kursowania statku na Wiśle z budżetu miasto dokłada 140 tys. zł na sezon. W Wyszogrodzie nie ma takich możliwości. Wygląda więc na to, że jeśli nie znajdzie się rozwiązania finansowego tego problemu, to za rok po tramwaju na Wiśle w Wyszogrodzie pozostanie tylko wspomnienie. Bogumił Pielaciński podkreśla, iż nie jest przeciwko jego kursowaniu.

– Jestem już za stary na takie rejsy. Może znajdzie się jakiś młodszy człowiek. Przecież nie mogę pływać w nieskończoność – zaznacza.

Ostatni rejs po Wiśle w tym roku zapowiadany jest na weekend 14-15 września. Czy za rok wypłynie tramwaj wodny? Póki co, trudno przewidzieć.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak