Strona główna Sochaczew miasto Wandale demolują Sochaczew

Wandale demolują Sochaczew

865
0
PODZIEL SIĘ
SONY DSC

Praktycznie nie ma dnia, aby na terenie Sochaczewa nie dochodziło do aktów wandalizmu. Sprawa jest na tyle poważna, że w ubiegłym tygodniu doszło do spotkania burmistrza Sochaczewa z komendantem policji.

Według danych Urzędu Miejskiego w Sochaczewie, miejski samorząd wydaje roczne setki tysięcy złotych na usuwanie skutków działalności sochaczewskich wandali. Tylko w ciągu ostatnich kilku dni powyrywano ławki i stojaki na rowery wzdłuż ulicy Olimpijskiej. Osoby niszczące mienie nie mają również poszanowania dla miejsc pamięci. Zniszczono między innymi oświetlenie pomnika mieszkańców Sochaczewa pomordowanych podczas niemieckiej okupacji, który znajduje się nad Bzurą.

To już epidemia

Jednak najbardziej ulubionym miejscem wandali jest wzgórze zamkowe. Praktycznie każdego dnia kamery miejskiego monitoringu odnotowują niezgodne z regulaminem zachowanie osób odwiedzających wzgórze zamkowe: jazdę rowerami po murkach tarasu widokowego, wspinanie się na ruiny, czy rysowanie po zabytkowych murach. Notorycznie niszczone są również lampy oświetlające zabytkowe ruiny. Na przykład w maju ktoś porozbijał wszystkie lampy. I aby je naprawić, miasto musiało przeznaczyć na ten cel kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie lepiej jest w innych częściach miasta, gdzie zniszczone ławki, powyrywane znaki czy zdemolowane śmietniki oraz pomazane elewacje budynków to codzienność.

Sprawa wandalizmu na terenie Sochaczewa stała się już takim problemem, że w ubiegłym tygodniu doszło do spotkania burmistrza Piotra Osieckiego z inspektorem Michałem Safjańskim – komendantem powiatowym policji w Sochaczewie.

Niestety niektórzy nie potrafią uszanować tego, co wspólnie budujemy, dlatego apeluję, by mieszkańcy nie bali się interweniować, gdy ktoś niszczy nasz wspólny majątek. Wystarczy telefon na policję, sygnał do dyżurnego miasta pod czynny całodobowo numer telefonu 46 862-36-82. Kamera monitoringu nie zatrzyma wandala, ale sąsiad, który zwróci uwagę, już tak. To przecież niszczenie naszego wspólnego majątku, naszych pieniędzy – powiedział nam Piotr Osiecki, burmistrz Sochaczewa. Jak dodał, nie może być tak, że grupa kilkunastu osób zniszczy to, na co składała się cała społeczność miasta. Dlatego miejski samorząd dołoży wszelki starań, aby osoby niszczące przestrzeń publiczną poniosły karę.

Zero tolerancji

W tym roku przyjęliśmy już kilkadziesiąt takich wniosków. Podczas codziennej służby lub służb dodatkowych, policjanci (nie tylko ci umundurowani) mają w swych zadaniach zapobieganie niszczeniu mienia. Aby przeciwdziałać takim zachowaniom, bardzo ważna jest współpraca Policji z mieszkańcami i instytucjami – mówi Agnieszka Dzik, rzecznik sochaczewskiej policji. Jak dodaje, właśnie przeciwdziałanie niszczeniu mienia jest jednym z priorytetów sochaczewskich policjantów. Nie chodzi tu tylko o uszkodzenia rzeczy należących do konkretnych osób, ale także o całą przestrzeń publiczną. Dlatego właśnie sochaczewscy policjanci wzmożyli kontrole miejsc, gdzie może dochodzić do takich zachowań. A do tych najczęściej dochodzi późnym wieczorem lub nocą. Dlatego bardzo ważne jest reagowanie.

Jeśli ktoś widzi, że wandale uszkadzają samochód lub umieszczają napisy na bloku i jednocześnie boi się sam interweniować, należy o tym poinformować najbliższą jednostkę Policji. Za uszkodzenie mienia odpowiada między innymi nieletni, który na wzgórzu zamkowym uszkodził pokrywy lamp. Oprócz niego także sprawcy uszkodzenia drzwi wejściowych do bloku, czy też sprawca uszkodzenia samochodu. Dla wandali nie ma taryfy ulgowej – stwierdza Agnieszka Dzik. I dodaje, że jeżeli ktoś uszkodzi mienie i zostanie to zakwalifikowane jako przestępstwo, grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności. Jeśli czyn stanowi wykroczenie, wobec sprawcy można zastosować karę aresztu, ograniczenia wolności lub grzywnę. Nieletni sprawcy będą odpowiadać przed sądem rodzinnym.

Jaka kultura?

Ale wandalizm to nie tylko łamanie ławek czy wyrywanie znaków drogowych. To także wyrzucanie śmieci gdzie popadnie: na chodniki, ulice, skwery itd. To z kolei powoduje, że Sochaczew wygląda jak jeden wielki śmietnik. A na jego sprzątanie podległe miastu służby wydają rocznie setki tysięcy złotych. Ale mimo to niektórych miejsc, bez dodatkowych nakładów nie da się już uratować. Tak jest między innymi ze ścieżką wzdłuż muru oporowego skarpy cmentarza przy ulicy Traugutta. Ścieżka, która miała być ciągiem pieszo-rowerowym, obecnie to jedno wielkie śmietnisko pokryte szkłem z rozbitych butelek. Teraz, aby ścieżkę przywrócić do pierwotnego stanu, trzeba byłoby zdjąć z niej całą nawierzchnię i położyć nową. A to wydatek kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Wszystko wskazuje na to, że podobny los czeka wybudowane kosztem milionów złotych bulwary. Już teraz, szczególnie po weekendach zalegają tam sterty śmieci: pustych butelek, papierów, czy opakowań po pizzy. Fakt, że na bulwarach koszy na śmieci jest jak na lekarstwo i w dodatku są one za małe, aby pomieścić taką ilość odpadów. Ale skoro mieliśmy siłę przynieść w reklamówce kilka pełnych butelek piwa, to chyba mamy siłę, aby te puste donieść do kosza i postawić przy nim. Ale tak się nie dzieje, bo wygodniej jest zostawić śmieci tam, gdzie się siedziało, bo ktoś posprząta – powiedział nam jeden z naszych czytelników. Według niego żadne apele o kulturę zachowania nie pomogą, ponieważ niektórzy jej po prostu nie mają: – Jedynym wyjściem jest karanie. Ale nie grzywną, ale nakazem posprzątania po sobie i dodatkowymi godzinami prac przy zamiataniu innych miejsc w Sochaczewie. Po takiej karze ludzie dwa razy zastanowią się, zanim wyrzucą papierek na chodnik.

Jerzy Szostak

Fot.: Jerzy Szostak