Strona główna Kultura Dublował gwiazdy Hollywood

Dublował gwiazdy Hollywood

940
0
PODZIEL SIĘ

Choć książka „Latynoska euforia z Hollywoodem w tle” jest debiutem literackim Andrzeja Zbrożka, to jednak jego opowieści przyciągają autentycznością i świetną narracją.

To nie tylko relacja z niezwykłego życia, jakie mu się przytrafiło, ale też fascynująca lektura o losach zwykłego człowieka. Sochaczewianie mieli okazję poznać tego reportażystę w poniedziałek, 29 kwietnia w czasie spotkania autorskiego zorganizowanego przez Miejską Bibliotekę Publiczną.

Nic nie zapowiadało tego, że Andrzej Zbrożek będzie autorem zbioru reportaży z Meksyku. Jego zdaniem życiem rządzi ciąg przypadków i raczej szczęśliwy traf.

– Miałem ogromny kompleks z powodu swego wzrostu. Jako chłopak chciałem się skrócić, bo wszędzie się wyróżniałem. Byłem najwyższy w Sokołowie Podlaskim, gdzie się urodziłem. Targnąłem się nawet na życie z tego powodu, bo wszyscy wokół mi dokuczali. Tak, więc zaraz po maturze, wyjechałem z rodzicami do Warszawy i tam już nikt nie zwracał uwagi na moje 195 centymetrów – wspominał Andrzej Zbrożek na spotkaniu z czytelnikami z dyskusyjnych klubów książki z powiatu sochaczewskiego.

W Warszawie dostał się do Studia Wokalnego, a następnie przeszedł casting do kabaretu „Stodoła”, gdzie  śpiewał w duecie z Elżbietą Jodłowską.

 Na wozie i pod wozem

– Przypadkiem wyjechałem do Meksyku do znajomych, było to 7 grudnia 1981 roku. Kiedy wybuchł stan wojenny rodzina zdecydowała, żebym nie wracał do Polski i zostałem. Miało być na chwilę, a spędziłem tam prawie 25 lat. Początek nie był łatwy. Rozpocząłem pracować w Mexico City, aby się utrzymać, tam, gdzie nikt normalny się nie zapuszczał, a nawet taksówkarze nie chcieli jeździć – mówił o początkach swej meksykańskiej przygody.

Andrzej Zbrożek pracował nielegalnie jako robotnik w fabryce za marne pieniądze. Jednocześnie podjął studia na znanym, meksykańskim uniwersytecie UNAM (z literatury i języka hiszpańskiego), aż w końcu wylądował w amerykańskim show biznesie, gdzie pierwsze kroki stawiał jako model na wybiegu. Pracował też w agencji ubezpieczeniowej.

– Przypadkowo trafiłem do filmu. Od znajomego dowiedziałem się, że amerykańscy filmowcy z Hollywood – Dawid Lynch i Dino de Laurentis, realizujący film „Diuna” poszukują wysokiego, białego, blondyna. Przez szczęśliwy przypadek przyjęto mnie jako fotodublera aktora Everetta McGilla. Mój wzrost stał się tam atutem – dodaje Andrzej Zbrożek, zaznaczając, że nie była to łatwa praca, bo dubler musiał czasem po kilka godzin być na planie, a bywało, że zastępował gwiazdę w trudniejszych scenach.

Potem pracował jako dubler filmowy i kaskader takich gwiazd jak Gregory Peck, Burt Lancaster, Arnold Schwarzenegger, Paul Newman, Timothy Dalton, Tom Hanks, czy Max von Sydov w m. in. filmach „Pamięć absolutna”, „Licencja na zabijanie”, „Projekt Manhattan”, „Stary gringo” czy „Conan Niszczyciel”. Grał też jako aktor drugoplanowy w meksykańskich telenowelach i serialach latynoamerykańskich.

Pasja reportażysty

Pobyt w Meksyku stał się okazją do zwiedzania Ameryki Południowej. Odwiedził m.in. Urugwaj, Brazylię, Wenezuelę, Paragwaj, Kolumbię i Kubę. Niestety, podczas jednej z podróży zachorował na sepsę. Choroba  zakończyła jego pracę w filmie, Andrzej Zbrożek stoczył ciężką batalię, by powrócić do zdrowia. Obecnie mieszka w Warszawie, gdzie pracuje jako lektor języka hiszpańskiego.

W drugiej części swej debiutanckiej książki opisał swoje przeżycia i wspomnienia z podróży. W czasie swych wędrówek stale robił notatki, obserwował życie, zdarzenia i ludzi w Ameryce Południowej. Przeżył, in. największe trzęsienie ziemi w Mexico City.

– Wydaje mi się, że byłem uczciwy wobec siebie i czytelników. Niczego nie zmyślałem. Zawarłem w książce wszystko, co sam przeżyłem i wszystko w niej jest prawdą – dodaje pan Andrzej.

W Ameryce był zarówno w miejscach luksusowych, pełnych zbytku, w otoczeniu gwiazd, dyplomatów, bogaczy, jak też w miejscach, które omijane są szerokim łukiem, w dzielnicach nędzy, bezprawia, wśród pospolitych przestępców i obiboków. I właśnie ta różnorodność postrzegania życia, z różnych perspektyw najbardziej ciekawiła przybyłych na spotkanie autorskie i zachęciła do kupna jego książki, opatrzonej autografem. Reportażysta odpowiadał też na liczne pytania czytelników o pracy w filmie i warunki życia w Ameryce Łacińskiej.

BogumiłaNowak

Fot. Bogumiła Nowak