Strona główna Wyszogród Pamięć o tragedii przetrwa

Pamięć o tragedii przetrwa

460
0
PODZIEL SIĘ
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na budynku Muzeum Wisły Środkowej i Ziemi Wyszogrodzkiej odsłonięta zostanie 24 maja tablica upamiętniająca byłych mieszkańców Wyszogrodu i Bodzanowa. Uroczystość została objęta honorowym patronatem Adama Struzika, marszałka Województwa Mazowieckiego.

Jedyną osobą, która zabiegała po II Wojnie Światowej o upamiętnienie byłych wyszogrodzian i bodzanowian, był Krzysztof Cichocki, były mieszkaniec Wyszogrodu, syn przedwojennego organisty.

– Nikogo to nie interesowało przez lata, a ja chodziłem tu i tam, i prosiłem. Nawet ksiądz ogłaszał na moją prośbę te moje apele o zainstalowanie tablicy pamiątkowej ku pamięci Żydów i Polaków, która przypomniałaby tych ludzi. Wszystko przechodziło bez echa. Teraz jestem zaskoczony, że ta tablica się pojawi w miejscu, skąd zaczął się tragiczny los tysięcy mieszkańców Ziemi Wyszogrodzkiej, że pamięć tych wydarzeń nie zaginie – mówi Krzysztof Cichocki.

Początek zagłady

 W początkach 1941 roku niemieckie władze okupacyjne przystąpiły do wywozu polskich elit oraz likwidacji żydowskich gett i dzielnic w miasteczkach ziemi wyszogrodzkiej. Z rynku w Wyszogrodzie 6 marca 1941 roku wywieziono 2357 Żydów i kilkudziesięciu Polaków. Natomiast z Bodzanowa około 1300 Żydów i 70 mieszkańców dawnej gminy Mąkolin. Dla Żydów był to początek drogi ku zagładzie w niemieckich obozach śmierci.

Krzysztof Cichocki miał w czasie tych wydarzeń 7 lat. Jego ojciec Franciszek Cichocki był przez lata organistą w wyszogrodzkim kościele parafialnym.

– Niewiele dziś pamiętam z pierwszych dni okupacji. Gdy wybuchła wojna, uciekałem z rodzicami, siostrą i bratem przez most w kierunku Bzury – wspomina.

Po przejściu na drugi brzeg Wisły, polscy żołnierze podpalili most. Rodzina znalazła się w oblężonym Sochaczewie, skąd w końcu zdecydowali się wracać do Wyszogrodu. W mieście jednak byli już Niemcy. Rodzina na krótko miała nieco spokoju, ale już z początkiem 1941 roku do ich organistówki przyszli żandarmi. Ulicą Rębowską poprowadzono ich na nadwiślański rynek.

Tam czekały ciężarówki. Żydzi wyróżniali się za sprawą bród i ubrań. Pamiętam, że Polaków nie bito, za to Żydzi byli wprost katowani. Jako dziecko niewiele wtedy rozumiałem, ale mama opowiadała mi, że wraz z Żydami wywieziono do obozów całą wyszogrodzką inteligencję – dodaje Krzysztof Cichocki.

Rodzina Cichockich trafiła do obozu koncentracyjnego w Działdowie. Przebywali tam około tygodnia. Każdego dnia z Działdowa wyjeżdżały kolejowe transporty Żydów i Polaków. W końcu także rodzinę pana Cichockiego załadowano do pociągu. Pod Warszawą, w okolicach Ursusa lub Włoch, pociąg zderzył się z innym. Powstało straszne zamieszanie, w czasie którego rodzinie udało się uciec. Krewni Franciszka Cichockiego mieszkali na Marymoncie. Uciekinierzy przebywali tam około trzech tygodni, skąd trafili do parafii w Pniewie.

Pamięć powraca

Krzysztof Cichocki nie ma już w Wyszogrodzie żadnych krewnych. Obecnie mieszka w Warszawie. Jednak często odwiedza to miasteczko i jego okolice. Około 10 lat temu zabiegał usilnie o wmurowanie pamiątkowej tablicy przy wyszogrodzkim rynku, upamiętniającej mieszkańców wywiezionych przez Niemców do obozów koncentracyjnych. Stara się też spisać wspomnienia tamtych tragicznych dni. Swoje losy opowiedział też przed laty redakcji Expressu Sochaczewskiego i wtedy też apelował o wsparcie jego działań.

– Oczywiście, że będę na odsłonięciu tej tablicy. Cieszy mnie to, że w końcu ona się tam pojawi, że pamięć o tych ludziach nie zginie – dodaje wzruszony.

Na tablicy znajdą się też słowa „Nasi przodkowie żyją tak długo, jak długo żyje pamięć o nich”, zapisana po polsku i w jidisz.

Bogumiła Nowak

Fot. MWŚiZW