Strona główna Wyszogród Unikalne ptaki zawładnęły Dyktandem

Unikalne ptaki zawładnęły Dyktandem

352
0
PODZIEL SIĘ

Już po raz szósty odbyło w się Dyktando Nadwiślańskie. Do Wyszogrodu zjechało w czwartek, 25 kwietnia około stu uczestników, którzy chcieli spróbować, jak dobrze posługując się językiem polskim.

Tym razem problemem była pisownia nazw ptaków. Autorem Dyktanda jak zwykle był prof. Jerzy Bralczyk, który nie tylko umieścił je w tekście, ale tez potrafił opowiedzieć o skrzydlatych osobnikach.

– Cieszy nas, że niezmiennie, jak co roku, Dyktando Nadwiślańskie cieszy się zainteresowaniem uczniów. Tegoroczne odbywa się w specyficznych okolicznościach, w czasie strajku nauczycieli. Mimo to jednak uczniowie przybyli nie tylko z terenu gminy o miasta Wyszogród, ale też z Bulkowa, Małej Wsi. Płocka i Czerwińska nad Wisłą – powitała przybyłych Joanna Misiakowska, dyrektor Zespołu Szkół im. Jana Śniadeckiego w Wyszogrodzie.

Trznadel i pójdźka przyleciały

Tegoroczne dyktando sprawiło sporo problemów. Nie było łatwe dla uczniów. Jednak miłośnicy ornitologii nie mieli z nim problemów. Dominowały w dyktandzie ptaki, z nazwy brzmiące egzotycznie, ale to pospolite ptaki naszych łąk i lasów.

Nazwy ich są niezwykle piękne, a same ptaszki to typowi skrzydlaci mieszkańcy naszego kraju. Co prawda niektórzy zupełnie zapomniani. Dyktando było okazją, by ich przypomnieć i te ich nazwy – wspomniał prof. Jerzy Bralczyk.

Wśród dorosłych najwięcej problemów wzbudziła pustułka, niewielki sokół z gatunku drapieżnych ptaków. Prof. Bralczyk opisał jego dokładnie – to sokół o rdzawym upierzeniu i nakrapianym spodzie, z głową popielatą i ogonem zakończonym czarnym pasem.

Młodzieży jednak najwięcej problemu sprawiła pisownia ptaka o nazwie trznadel, mały ptaszek wielkości wróbla, mało płochliwy, zwany czasem żółtobrzuchem.

Musieliśmy się zastanowić jak to napisać, czy samo „ż”, czy „rz”. W końcu zdecydowaliśmy, że to jednak ma być „rz” – mówi jeden z nastolatków.

Sporo osób miało tez problem jak napisać ptaka nazywającego się pójdźka, ptaszka z rodziny puszczykowatych, takiej małej sówki. Parę osób zastanawiało się też jak napisać: piegża czy piegrza. Tu wbrew zasadom wychodzi, że jednak przez „ż”. Z popularną gżegżółką, czyli kukułką też był problem. Tu zasada, że po spółgłoskach pisze się „rz” nie sprawdza się. Sporo osób mogło w jednym wyrazie zaliczyć aż trzy błędy ortograficzne, właśnie pisać prze „rz” i „u”. Gżegżółka to wyjątek ortograficzny, który po prostu trzeba zapamiętać.

Słowa piękne i brzydkie

Tradycyjnie też była rozmowa o języku i znaczeniu poszczególnych słów prowadzona przez dwójkę językoznawców – doc. Grażynę Majkowska z prof. Jerzym Bralczykiem. Mowa była tu nie tylko o wyglądzie słów, ale też ich znaczeniu, estetyce, przydatności i poprawności.

– Wśród kryteriów językoznawców nie znalazły się w odniesieniu do słów kryteria estetyczne, gdyż jak zaznaczono są różne gusta. Niektóre słowa nie przyjęły się, bo były jakieś nieładne – zauważyła Grażyna Majkowska.

Z kolei Jerzy Bralczyk wskazał na różnorodność odniesień i znaczeń słów – piękny, ładny, śliczny. Jego zdaniem słowo piękny jest bardzo wzniosłe i dostojne. Natomiast śliczny to takie przyjazne, delikatne słowo np. często stosowane w przypadku dzieci.

Rozmówcy wskazali też jakie słowa podobają się w języku polskim, a jakie budzą negatywne emocje i uważane są za brzydkie, czy wręcz ohydne. Choć drugiej strony, jak dodał prof. Bralczyk, brzydota domaga się swojego miejsca w języku i to nie tylko polskim, ale w każdym innym. Wspomniano o zupełnie zapomnianych słowach takich jak flama, flądra, amaryszek czy lizeska. To ostatnie jest ulubione przez doc. Majkowską, bo kojarzy jej się z czymś przyjaznym i ciepłym. Z kolei nie lubiane słowo prof. Bralczyka to urokliwy, gdyż uważa, że brzmi ono pretensjonalnie.

Zdobyli laury

Dyktando odbyło się w trzech grupach wiekowych. Wśród młodzieży ze szkół podstawowych najlepsza była Oliwia Wieczorek z SP im. Władysława Jagiełły w Czerwińsku. Drugie miejsce zdobyła Alicja Kowalska, a trzecie Patrycja Nowak, obie z Gimnazjum w Małej Wsi. W grupie uczniów szkół średnich bezkonkurencyjny był Marcin Marzec z ZS im. Leokadii Bergerowej z Płocka. Drugie miejsce też zdobyła uczennica z Płocka – Emilia Bombalicka, a trzecie Gabriela Prusaczyk z ZS w Wyszogrodzie.

Wśród VIP-ów, czyli dorosłych gości najlepiej się spisał Wiesław Żmuda, przed Mariolą Chodubską i Hanną Sidor.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak

Dyktando:

Smukła pustułka, szaro-płowa piegża i zszarzała od zgryzoty gżegżółka na co tygodniowym, półotwartym zebraniu – z niewyjaśnionych powodów nie zaproszono ptaków na h i ch, więc by próżno szukać płochacza halnego, uhli czy hełmiatka – wystosowały arcyważny apel do Rady Języka Polskiego.

„Prosimy o nie używanie naszych nazw w dyktandach. Jesteśmy sfrustrowane, bo mało znane, nie oglądane, a jedynie zapisywane”.

W swej czterdziestoipółletniej działalności sekretarz Rady nigdy nie rozstrzygał tego typu ornitologiczno – językowego i skądinąd ważkiego problemu. Można by zakazać, okólnik wydać. Rozmarzył się widząc oczyma duszy, jak sporządza listę ptaków trudno zapisywalnych. Należałoby na niej umieścić ponadprzeciętnie wykorzystywanego w dyktandach bekasa kszyka, dzierzbę i pójdźkę, może i białogrzywkę saharyjską albo trznadla, jak, że i trudny i niepłochliwy.

A co jeśli językoznawcy mają jego wahanie za niby problem? Profesor chodził podenerwowany w te i wewte. Znienacka zakrzyknął:

– Eureka! Zlecę opracowanie listy profesorowi Miodkowi, komuś przyszłoby do głowy – pomyślał pół serio, pół ironicznie. – Podawać w wątpliwość jego ustalenia.