Strona główna Sochaczew miasto Czy kombatant jest balastem?

Czy kombatant jest balastem?

468
0
PODZIEL SIĘ

Wielu pacjentów skarży się na poziom obsługi medycznej w szpitalach. Jednak nie zawsze jakość pomocy jest najważniejsza, ale empatia czy sposób, w jaki służba zdrowia odnosi się do pacjentów.

Największym problemem, na jaki uskarżają się pacjenci, są długotrwałe kolejki. Są one szczególnie uciążliwe dla tych, którzy są w sędziwym wieku.

Mój mąż się bardzo połamał. Z powodu stanu zdrowia nie mógł być operowany. Musi się sama zrosnąć kość, jak powiedziano nam, jak się uda. Bardzo cierpi. Przez tydzień siedział w zwykłej chuście trójkątnej. Po tygodniu dostał taki specjalny serdak na bark. Co piątek wożę go, całego obolałego, na wizytę do ortopedy. Na kolejną 1 marca nie udało nam się zdobyć numerku, mimo konieczności bezwzględnej obecności i trzeciego prześwietlenia. Zabrałam ze sobą  na wszelki wypadek legitymację kombatancką mojego męża, z której postanowiłam skorzystać pierwszy raz w życiu. Nigdy z tego nie korzystaliśmy, bo nie chcieliśmy wykorzystywać takich uprawnień. To była tym razem sytuacja szczególna. Było „zanumerkowanych” 105 pacjentów – mówi pani Anna, mieszkanka Kampinosu.

Na rejestrację nie działa

Kobieta jest rozgoryczona, gdyż pracownica szpitalnej rejestracji powiedziała jej obojętnym tonem, że teraz, to co drugi chcący skorzystać z pomocy lekarza jest kombatantem.

– Powiedziała, że u niej to nie działa. Doktor nakazał nam siedzieć do końca kolejki. Po siedmiu godzinach mój 86-letni mąż był ledwo żywy. Niewygodne krzesło, bolące ramię i zupełna obojętność personelu. Był on najstarszym spośród oczekujących pacjentów. W końcu, gdy został przyjęty, dowiedział się, że kość się wcale nie zrasta. W ogóle, to pan doktor stwierdził, że przez męża był zmuszony przyjąć także innych troje oczekujących beznumerkowych, bo nie chciał zrobić wyjątku. Na następny termin za trzy tygodnie zarejestrowałam męża i po okazaniu Karty Kombatanta otrzymałam numerek 60. Mój mąż nic nie wie o mojej interwencji. Obruszyłby się na to, ale ja nie chcę, aby cierpiał. Myślę, że jednak należy mu się szacunek z racji wieku i zasług – stwierdza pani Anna.

Nasz czytelniczka zastanawia się przy tej okazji, czy tak samo traktowani są Honorowi Dawcy Krwi, czy też muszą czekać godzinami

– Przecież już naprawdę niewielu jest tych kombatantów. Niewielu zostało ich na świecie wśród żywych i czy nie można spreparować dla nich np. numerek 1-A? Ludzie w kolejce się sami dogadają. Mój mąż nie chce szkodzić lekarzowi. Podziwia i nawet rozumie, bo jak daje radę przyjąć aż 105 pacjentów. Ale ta „panienka z okienka”, czy nie może wykazać się większym zrozumieniem dla starego człowieka, który przychodzi po ratunek i cierpi – żali się mieszkanka Kampinosu.

Kombatanci na wymarciu

W końcu senior z Kampinosu trafił na konsultacje do profesora ortopedy z Konstancina, który ocenił fachowość szpitalnych lekarzy.

– Profesor uważa, że mąż jest fachowo prowadzony i zgodnie z zasadami sztuki medycznej. W jego ocenie lekarz zabrał się profesjonalnie do leczenia. No i w końcu, czym nas pocieszył, kości zaczęły się zrastać. Jednak z drugiej strony pan profesor ocenił zachowanie się recepcji i traktowanie pacjenta z legitymacją kombatancką jako zwyczajne skurwysyństwo i kompletny brak wyobraźni. Tak to sformułował – dodaje pani Anna.

Jak wspomniała, profesor też zaznaczył, że nie zadbano o pacjenta cierpiącego w kolejce do lekarza. Musiał siedzieć bez podpórki na łokieć np. poduszki. A takie siedzenie na krześle sprawia pacjentowi okrutny ból, czego pani Anna była naocznym świadkiem.

– Profesor powiedział też, że ten konkretny przypadek zmobilizował go do rozmowy na ten temat ze swoimi studentami na wydziale ortopedii. Być może ci młodzi adepci sztuki medycznej bardziej zrozumieją, z czym ma do czynienia cierpiący człowiek – kończy mieszkanka Kampinosu.

Szpital zobowiązał się na zwrócenie uwagi na ten problem i uczulenie pań w recepcji na sprawę seniorów, a zwłaszcza kombatantów, którzy chcą skorzystać z wizyt lekarskich. Czy jednak skrócą się same kolejki oczekujących na wizytę u specjalisty? Trudno to powiedzieć. Na razie pacjenci zmuszeni są czekać godzinami na wizytę u lekarza. Jednak chyba życzliwość nie musi być deficytowa i można okazać większą empatię dla sędziwego pacjenta.

Bogumiła Nowak

fot.pixabay