Strona główna Kultura Świat nitką malowany

Świat nitką malowany

160
0
PODZIEL SIĘ
MINOLTA DIGITAL CAMERA

O pasji tworzenia gobelinów z Ewą Szostak rozmawia Bogumiła Nowak

Pani Ewo, proszę opowiedzieć o wystawie, która zostanie otwarta w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej. Jaki jest jej temat? Jakie prace się na niej pojawią?

Bardzo się cieszę, że będę mogła pokazać swoją twórczość w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej, zwłaszcza, że Sochaczew jest moim rodzinnym miastem. W Muzeum zaprezentuję klasyczną tkaninę artystyczną, czyli gobeliny. Jest to bardzo ciekawa dziedzina sztuki, która daje wiele możliwości w wyrażeniu swoich myśli. „Nitką Malowane”, taki tytuł będzie nosić moja wystawa. Dlaczego taki tytuł, bo praca nad gobelinem jest jak malowanie obrazu, tylko jest dużo bardziej skomplikowana i wymaga wiele umiejętności i cierpliwości. Na wystawie pokażę kilkanaście moich prac, ale jakie to będą prace, niech pozostanie tajemnicą. W swojej twórczości artystycznej oprócz tkaniny maluję obrazy olejne a także maluję na jedwabiu.

 Jak wygląda tkanie gobelinu w praktyce? Od czego Pani zaczyna? Jak przebiega proces tworzenia?

Wszystko, co przedstawiam w swoich pracach, odnosi się do historii, tradycji i kultury, w której wyrosłam. Nie staram się przypodobać ludziom promującym tzw. „sztukę” współczesną.

W swojej twórczości jestem autentyczna. Każda praca powstaje najpierw w głowie, a następnie jest przelana na papier, tak powstaje projekt gobelinu. Jedne projekty powstają szybko, jest to jakiś impuls, myśl, po prostu staję przy sztaludze i maluję. Z innymi nie jest już tak prosto, one dojrzewają we mnie, mam pomysł, ale muszę nadać mu kształt i formę i czasami zajmuje to więcej czasu. Kiedy powstanie już projekt, farbuję wełnę na kolory, których będę używać. Może być to kilka, a może kilkanaście odcieni, wszystko zależy od projektu. Mam ramę przymocowaną do ściany, na którą snuję osnowę, pod którą podwieszam projekt techniczny w skali 1:1 i zaczynam pracę.

Gobelin tka się od dołu do góry, jest to żmudna praca, wymagająca i ciężka fizycznie, ale dająca wiele satysfakcji. Na pewno trzeba to kochać, bo inaczej porzuciłby to człowiek po kilku godzinach, w najlepszym przypadku dniach, a praca nad gobelinem trwa kilka miesięcy.

W jakim stopniu o wyniku końcowym decyduje improwizacja, a w jakim konsekwentna realizacja pierwotnego zamysłu?

W swojej pracy staram się trzymać projektu, bo już na etapie projektowania wszystkie szczegóły są bardzo dokładnie przemyślane i wnoszenie zmian w czasie tkania jest bardzo ryzykowne, a zmiana koncepcji, to już może być pomysł na następny gobelin. Dlatego projektowanie jest w tym przypadku bardzo ważne, trzeba już w fazie projektu przewidzieć efekt końcowy. Projektując gobelin, biorę pod uwagę wszystko; jaki będzie splot tkaniny, jaka grubość wełny, jakich materiałów dodatkowych jeszcze użyję. Wełna jest bardzo ciekawym materiałem, w czasie tkania można uzyskać różne faktury i wizualne efekty, i zawsze trzeba wybrać te, które w stu procentach przekażą moją myśl.

Co pobudza u Pani kreatywność?

Można powiedzieć, że wszystko a zarazem nic. Może być to na przykład promień słońca lśniący w liściach, który w mojej głowie przybiera postać konkretnej wizji. Wszystko, każdy ułamek chwili może pobudzać do działania.

Prawda jest prozaiczna, człowiek rodzi się kreatywny lub nie. To dar, jak kto woli, od Boga lub po przodkach.

A jak ma Pani słaby dzień, jak jest szaro, deszczowo i zimno, to jak się Pani mobilizuje?

Praca przy tkaninie jest pracą w samotności, przynajmniej ja lubię pracować sama, bo nic i nikt mnie nie rozprasza, dlatego czasami jest mi bardzo ciężko się zmobilizować do pracy. Ale na wszystko są sposoby. Zapalam świecę, jej blask i ciepło, jaki daje prawdziwy ogień, już zaczynają nastrajać mnie pozytywnie. Włączam dobrą muzykę, parzę sobie kawę lub herbatę, zjadam coś słodkiego. Mam dużo albumów o sztuce, o architekturze, a także pokazujących piękno przyrody i otaczającego nas świata, które przeglądam i one też poprawiają mi samopoczucie i nastrajają pozytywnie do życia. Ale jak nic nie pomaga, to po prostu odpuszczam. Robię sobie dzień lub dwa przerwy, a potem ze zdwojoną energią przystępuję do pracy.

Co spowodowało, że zajęła się Pani sztuką? Jaki był pierwszy impuls?

Sztuka była ze mną zawsze, bo ona bierze się ze świata, który nas otacza. W nawale spraw często nie zauważamy wielu wspaniałych rzeczy, pięknych miejsc, budynków, cudów przyrody. A to wszystko jest impulsem. Już w szkole podstawowej bardzo lubiłam zajęcia plastyczne. Lubiłam malować, rysować, a także prace ręczne, których teraz w szkole raczej nie ma, a które bardzo rozwijały manualnie. W każdym razie ze sztuką było mi zawsze po drodze. Jaki był pierwszy impuls – program w telewizji. Pokazywali szkołę dla dziewcząt w Otwocku, w której uczono tkactwa i pamiątkarstwa, robili tam fantastyczne rzeczy, jak na tamte czasy, gdy ja byłam dzieckiem. Drugi impuls to arrasy wawelskie, byłam nimi zachwycona, nie mogłam się na nie napatrzeć. Byłam pełna podziwu dla ludzi, którzy je stworzyli, i podziwiam ich do dzisiaj, bo wiem, ile kosztuje pracy, by powstało takie dzieło.

Pamięta Pani swoją pierwszą pracę? Jaką drogę przeszła Pani jako artystka, od początków twórczości, aż do chwili obecnej?

Czy pamiętam swoją pierwszą pracę, nie wiem, ale na pewno pamiętam tak zwane „wprawki”, są to małe formy, na których uczyłam się łączenia kolorów, podrabiania skosów, kółek i owali, a wszystko po to, by w przyszłości umieć wytkać każdy projekt. Teraz po tylu latach pracy z łatwością poruszam się w tkaninie, nie muszę myśleć nad każdą nitką, czy jest odpowiednia w danym miejscu, żadna forma nie sprawia mi trudności,bo już patrząc, wiem jak trzeba to wykonać, aby zyskać końcowy efekt. Są to bardzo cenne umiejętności. Każdy gobelin, który utkałam, jest bliski memu sercu, w każdym z nich została jakaś cząstka siebie. Jest mi ciężko rozstawać się z moimi pracami.

Jak Pani widzi swoją sztukę za kilka lat?

Na pewno nie będą to radykalne zmiany. W dalszym ciągu będę zajmowała się tkaniną artystyczną i malarstwem. Mam jeszcze kilka ciekawych zamierzeń i na pewno będę chciała je zrealizować, ale na razie są one jeszcze w mojej głowie. Tak jak w życiu, na wszystko musi przyjść odpowiedni czas.

Jaki wpływ na twórczość artysty ma jego życie osobiste i rodzinne?

Myślę, że życie rodzinne i osobiste ma bardzo duży wpływ na każdego artystę. Wszystkie sytuacje rodzinne, te dobre i te mniej dobre są widoczne w twórczości. Jeżeli mam problemy, ciężko jest mi się skoncentrować na pracy, myśli odbiegają w zupełnie inną stronę, ale każda radość, sukces mój czy moich najbliższych dodają mi skrzydeł. Ja mam wspaniałą rodzinę, która bardzo mnie wspiera w moim życiu codziennym, jak i w moich działaniach artystycznych. Bardzo sobie cenię ich pomoc, którą mi oferują, rady, a także pomysły. Bardzo duże wsparcie mam w mężu, jeździ ze mną na wystawy, nosi te ciężkie gobeliny, pomaga w rozwieszaniu i aranżacji. Jest pierwszym krytykiem moich pomysłów, nie zawsze się zgadzamy, ale jest to inne spojrzenie i na pewno może wnieść coś nowego. Wymiana poglądów jest zawsze bardzo cenna.

Sztuka jakiego artysty wywarła największy wpływ na Pani twórczość?

Może niekoniecznie konkretny artysta, ale ogromny wpływ mają na mnie artyści impresjoniści, prace Claude’a Moneta, Edouarda Maneta, Augusta Renoira, Degasa i wielu innych artystów tworzących w tym okresie. Ulotność chwili, zatrzymanie światła, gestu, uśmiechu. W malarstwie impresjonistów naturalność jest oczywista. Żywa kolorystyka w obrazach przedstawiających francuski krajobraz, widziany w różnych porach roku, dnia czy pogody. Oprócz przyrody ważnym tematem dla impresjonistów były wizerunki ludzi. W swoich obrazach pokazywali zwykłych ludzi przy pracy w domu w polu, eleganckie towarzystwo, ale też ludzi z marginesu społecznego. Na mnie największe wrażenie robi wspaniała kolorystyka ich prac, w których widać niesamowitą wrażliwość ich twórców.

Co jest dla Pani istotą sztuki?

Sztuka, cóż to jest? Przez wieki artyści tworzyli wspaniałe dzieła: budowle, piękne (słowo dzisiaj podobno niemodne) rzeźby, obrazy, tkaniny. W swoich pracach pokazywali piękno ludzkiego ciała, przyrody, wydarzenia historyczne, zwracali uwagę na krzywdę i różnice społeczne, poruszali wiele innych tematów. Ich prace zachwycają do dzisiaj i to jest istota sztuki. A co pozostanie po współczesnej „sztuce”?

Na koniec mam jeszcze jedno pytanie. Jaką miałaby Pani radę dla młodych artystów?

Pytanie, czy młodzi ludzie chcą dzisiaj słuchać ludzi starszych, dojrzałych życiowo. Jeżeli ktoś z młodych artystów zgłosi się do mnie po radę, otrzyma jedną – trzeba najpierw opanować w stopniu doskonałym umiejętności potrzebne do tworzenia sztuki, jaką się zajmuje.