Strona główna Brochów Nie chcą hałd za oknami

Nie chcą hałd za oknami

650
0
PODZIEL SIĘ

Mieszkańcy kilku domów sąsiadujących przez płot z Cegielnią Plecewice z obawą patrzą, jak rosną hałdy na terenie zakładu.

Na pierwszy rzut oka wyglądają jak wysokie pagórki, z dalszej perspektywy przypominają góry. Tyle tylko, że te wzniesienia mają jeden mankament – jak jest sucho, to przy silniejszym powiewie wiatru, tumany pyłów z pagórków zwiewa na okoliczne domostwa i ogródki.

– To sąsiedztwo zaczyna być dla nas uciążliwe. Nie chcemy się z nikim kłócić. Wiemy, że zakład musi produkować. I niech produkuje, ale chcemy, by coś zrobili, żeby nam to nie utrudniało normalnego życia. Pył jednak się unosi i jeśli się nic nie zrobi, to nie da się tu mieszkać. A przecież miejsce spokojne i całkiem dobre, gdyby nie te tumany pyłu czasem snujące się wokół – mówi Bogumiła Szypczyńska, sąsiadująca przez płot z zakładem.

Okna nie otworzysz

Niekiedy nie można w domu było nawet uchylić okna. To dlatego Szypczyńscy obudowali swój taras i przeszklili go. Tylko czasem uchylają okna. Gdy jest silny wiatr od strony cegielni, nie mogą jednak tego robić.

– Od strony zakładu są ogromne hałdy, przewyższające nawet drzewa. To się w ostatnim czasie tak rozrasta, że aż strach pomyśleć, co nas czeka. A my mamy już doświadczenie za poprzedniego właściciela cegielni. W 2012 roku była taka sytuacja, że całą hałdę zwiało na wieś. Wyglądało to, jak tornado w filmie katastroficznym. Szła trąba pyłu na domy i zasypywała. Wszystko było czarne. Nie chcemy czegoś podobnego przeżyć powtórnie. A to może się wydarzyć, jeśli nie będzie odpowiedniego zabezpieczenia – dodaje pani Bogumiła.

Nie tylko ona ma obawy. Jej sąsiad, który kilkaset metrów dalej rozpoczął budowę domu, też patrzy z niepokojem na rosnące pagórki. Hałdy w dynamiczny sposób zaczęły rosnąć od sezonu grzewczego. Mieszkańcy sąsiadujący przez płot z cegielnią są nieco przerażeni tym faktem. Zwrócili się z prośbą o pomoc do oddziału płockiego Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie i opinię w sprawie hałd pyłów.

– Chcemy, by inspektorzy z ochrony środowiska zobaczyli, jak to teraz wygląda i coś nam doradzili. Spotkanie jest już ustalone. Nie chcemy, jak mówiłam, walczyć w sądzie i spierać się z zakładem, ale przecież są teraz możliwości, by zgodnie z zasadami ekologii ten problem rozwiązać. Są odpowiednie technologie, co prawda nietanie, ale bezpieczne dla ludzi. A my nie chcemy oddychać zapylonym powietrzem – stwierdza mieszkanka Plecewic.

 Firma widzi problem

– Zalegające hałdy żużla na naszym terenie są jednym z głównych problemów w rozwoju fabryki. Jesteśmy świadomi tego problemu i próbujemy z nim walczyć. Jednak ograniczone zasoby terenu nie pozwalają na zmniejszenie wysokości hałd, a ich właściwości fizyko-chemiczne wykluczają wykorzystanie ich w produkcji ceramiki, czy choćby nawet na utwardzenie dróg na terenie kopalni gliny. Z naszej strony zajmiemy się tematem tak szybko, jak to możliwe – obiecuje Rafał Barbachowski, wiceprezes zarządu w Cegielni Plecewice.

Na spotkaniach z mieszkańcami, zwłaszcza tym w połowie stycznia, kiedy stanęła sprawa budowy nowego kotła i ogrzewania zakładu, wiceprezes podkreślał wielokrotnie, że firma chce działać tak, by być przyjazna dla środowiska.

– Aby zapobiec opisanym zjawiskom pylenia w przyszłości, zaproponowaliśmy w koncepcji modernizacji zakładu, w miejscu obecnie zalegającego żużla, zadaszone, zamknięte zasieki dla wszystkich przywożonych surowców do produkcji Cegielni Plecewice. Z doświadczenia z innych naszych oddziałów wiemy, że w ten sposób znacząco ogranicza się rozpowszechnianie pyłu z sypkich materiałów poza strefę składowania, a także znacznie wycisza hałas manewrujących samochodów ciężarowych – dodaje Rafał Barbachowski.

Czy to jednak w tej chwili zadowoli mieszkańców, którzy mają za płotem hałdy żużlu i pyłów? Tego nie wiadomo.

– Ratujemy się teraz przed tym, co nas czeka i sygnalizujemy problem. Wartość ziemi już nam się zmniejszyła. Kiedyś hodowaliśmy tu kozy. Jednak zaczęły nam chorować. Z owoców i warzyw też nie możemy korzystać, bo się nie nadają do spożycia. Zasadziliśmy tylko świerki, które nieco nas zasłaniają od hałd. Jednak konieczne jest co najmniej raz w roku mycie elewacji. To nie taki mały koszt – dodaje Włodzimierz Szypczyński.

Jednak, jeśli ziemia całkowicie się w tym miejscu zdegraduje, to niewykluczone jest, że mieszkańcom pozostanie tylko droga prawna rozwiązania tej sytuacji. Z drugiej strony liczą oni na to, że gdy cegielnia zainwestuje w rozwój i pójdzie w produkcję belgijskiej cegły wysokiej jakości, tak jak się przymierza, to zyska nie tylko właściciel firmy i gmina Brochów poprzez podatki, ale też mieszkańcy, bo zapewne problemy ze składowaniem żużlu na hałdach się skończą. Oby.

Bogumiła Nowak

Fot. Bogumiła Nowak