Strona główna Jerzy Szostak Przyczyny i skutki

Przyczyny i skutki

436
0
PODZIEL SIĘ

Podobno, jaki poniedziałek taki i cały tydzień. Nauka, szczególnie amerykańska od lat zastanawia się, skąd bierze się ta bezpodstawna wiara w istnienie związku przyczynowo-skutkowego między zdarzeniami zapoczątkowanymi w poniedziałek a resztą tygodnia.
Pewne wskazówki dotyczące rozwiązania tego problemu dają przeprowadzone w połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku badania przeprowadzone w byłym ZSRR. Wynika z nich, jak twierdzili radzieccy uczeni, że poniedziałek zaczyna się w sobotę. Dodając przy tym, że wiara, iż poniedziałek determinuje cały tydzień, jest niczym innym, jak pozostałością dawnego systemu wierzeń oraz przejawem ciemnoty i zacofania. A tym samym nie ma nic wspólnego z linią partii i jest odstępstwem od wartości leninowskich.
Jednocześnie ci sami naukowcy byli zwolennikami teorii zależności magicznej, czyli warunkowania sprawczego. Ta sprowadza się m.in. do tego, że jeżeli ktoś nie wierzył w głoszone przez komunistów bajki, mógł być pewien, że trafi do jednej z nich. A w niej zima panowała przez osiem miesięcy.
I tu dochodzimy do podstawy radzieckiej teorii dotyczącej wpływu poniedziałku na pozostałe dni tygodnia. Otóż za nieboszczki komuny popularne były tak zwane czyny społeczne. Inaczej mówiąc, przodująca siła narodu – a za taką w owych czasach uważała siebie partia komunistyczna – zaganiała mieszkańców, aby ci w wolne dni nieodpłatnie wykonywali to, co już dawno powinno być zrobione. Takie spędy robiono w soboty. Przy czym obecność na owych dobrowolnych czynach była obowiązkowa. Co z kolei powodowało, że tych, którzy się nie pojawili się na wspólnym, radosnym budowaniu komunizmu w poniedziałek odwiedzali przedstawiciele organów ścigania. I tym samym pozostałe dni tygodnia, jak i te przypadające w ciągu najbliższych kilku lat, spędzali na koszt państwa w tzw. ośrodkach odosobnienia.
Choć na całe szczęście owe czasy mamy już za sobą, to jednak wiara w związek przyczynowo-skutkowy między zdarzeniami zapoczątkowanymi w poniedziałek a resztą tygodnia, nadal pokutuje w narodzie. Ale ów związek przyczynowo-skutkowy nie dotyczy jedynie poniedziałku.
Weźmy chociażby Sochaczew. Otóż w ubiegłym tygodniu miejski samorząd ogłosił konkurs dla działających na terenie Sochaczewa organizacji społecznych i klubów sportowych. Mogą one liczyć w tym roku na ponad 450 tysięcy złotych do podziału.
I od razu wraz z ogłoszeniem konkursu pojawiły się głosy krytyki. Dotyczą one m.in. tego, że w tym roku miasto określiło bardzo dokładnie, na co chce dać kasę. Czyli inaczej mówiąc, w realizacji jakich zadań organizacje mają mu pomóc.
Rozumiem zdenerwowanie niektórych działaczy, którzy nie przebierają w słowach, co do ewentualnego podziału środków. Z tym tylko, że powinni oni w końcu zrozumieć, iż minęły już czasy, w których ktoś będzie im dawał pieniądze tylko dlatego że istnieją. I obecnie to samorząd, a nie prezesi stowarzyszeń czy klubów, decyduje na co zamierza przeznaczyć fundusze.

Jerzy Szostak