Strona główna Powiat Polowania na dziki dzielą

Polowania na dziki dzielą

370
0
PODZIEL SIĘ

Ministerstwo Środowiska zdecydowało, że w trzy weekendy stycznia odbywają się odstrzały dzików w ramach z afrykańskim pomorem świń, czyli ASF. Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa uważa, że strzelanie to słuszna strategia walki z tą chorobą. Polski Związek Łowiecki zobowiązał koła łowieckie do masowych polowań. Jednak wielu jest oburzonych tą metodą walki.

W ramach styczniowych polowań odstrzelonych może zostać nawet 210 tys. dzików w całym kraju. Rok temu populacja w Polsce wynosiła niecałe 230 tys. osobników. W Polsce problem ASF pojawił się na początku 2014 roku. Dotąd chorobę potwierdzono u 3,5 tys. dzików. Ekolodzy boją się, że walka poprzez masowy odstrzał jest nieskuteczna i może dojść do eksterminacji dzików.

– Dziki, choć dla wielu rolników są prawdziwym utrapieniem, to jednak pełnią też w lesie funkcje sanitarne. Ich brak to przyrost gryzoni, a to zwiększa liczbę kleszczy i innego robactwa. Całkowite eliminowanie dzików jest nieskuteczną metodą walki z ASF – twierdzi jeden z rolników z okolic   Kampinosu.

To ludzie są nosicielami

Wielu leśników i członków kół łowieckich stwierdza wprost, że to nie dziki przenoszą chorobę afrykański pomór, a ludzie, którzy nie dbają o zasady prawidłowej hodowli i higieny.

Znam rolników, którzy mają hodowlę świń, a chodzą do lasu. Po co chodzą, skoro jest zagrożenie. Poza tym jest problem wyrzucanych do lasów śmieci, a w nich resztek żywności. To jest też m. in. źródło zakażeń ASF. Zapomina się też, ze część dzików jest odporna na ten wirus. Jeśli wytłuczemy wszystkie, też i te, które są odporne, to jaka czeka nas przyszłość? Poza tym w lesie są najwięksi sanitariusze, czyli wilki i to one zjadają chore sztuki. Dla nas, ludzi pozostaje skuteczne likwidowanie resztek ubitej i padłej zwierzyny. To jest ważniejsze niż eksterminacja dzików – mówi jeden z myśliwych z powiatu sochaczewskiego.

Inny zauważa, że na pewno nie będą zabijali wszystkiego jak leci, ani masowo, jakby sobie życzył tego minister.

Żaden z nas, a jest nas tego zdania 99 procent myśliwych, nie zabije prośnej lochy, ani tej z małymi. Nie jesteśmy mordercami. Od stycznie do drugiej połowy lutego jest okres, kiedy pojawiają się młode. To niezgodne z etyką myśliwską strzelanie do małych. Nie będziemy strzelać do takich. Na pewno, co już ustalone z Powiatowym Lekarzem Weterynarii będziemy zbierać martwe dziki po lasach – dodaje inny myśliwy spod Sochaczewa.

Ograniczyć, ale nie zabijać

Większość krytykujących masowe polowania stwierdza, że to nie eksterminacja dzików zapobiegnie rozszerzaniu się ASF, ale kilkuletnia, przejściowa likwidacja hodowli trzody. Jednak to wymusza przejściową zmianę nawyków żywieniowych.

– Nie ma innej skutecznej metody walki z ASF, ale nie ma też odważnych, żeby to otwarcie powiedzieć. Zamiast tego postanowiono wystrzelać polskie dziki. Jednak ASF pozostanie. A straty w środowisku spowodowane brakiem dzików są trudne do oszacowania, zwłaszcza w lasach naturalnych – uważa jeden z leśników z powiatu sochaczewskiego.

Polowania odbędą się w województwie świętokrzyskim, łódzkim, mazowieckim, warmińsko-mazurskim i pomorskim. Zarządzone zostały do końca stycznia, ale mogą zostać przedłużone do końca lutego, jeśli działania myśliwych nie będą skuteczne.

Wojewoda mazowiecki już pod koniec ubiegłego roku zarządził odstrzał dzików. Wtedy do likwidacji przeznaczono 200 sztuk. Teraz ma ich być o wiele więcej. Mimo tych działań epidemii ASF nie udało się ograniczyć. Tylko w jednym tygodniu grudnia 2018 roku stwierdzono w Polsce ponad 70 przypadków tej choroby, z czego najwięcej na Mazowszu. Jeden przypadek z tego okresu dotyczy gminy Kampinos.

– Masowe strzelanie do dzików nie ma sensu. To niehumanitarny i bezsensowny pomysł, metodą plutonów egzekucyjnych. Czy w imię walki z chorobą musimy niszczyć przyrodę. Czy ludzi też tak będzie się eliminować w przypadku epidemii – pyta jeden z mieszkańców spod Brochowa.

W odpowiedzi na nasze pytania odnośnie masowych polowań na dziki odpowiedzi udzielił mgr inż. Adrian Biedka, specjalista ds. ochrony Kampinoskiego Parku Narodowego.

– Według wypowiedzi Ministra Rolnictwa z dnia 10 stycznia nie zarządzono masowych odstrzałów. Sprawa obejmuje jedynie koordynację polowań. Sytuacja nie dotyczy Kampinoskiego Parku Narodowego i strefy ochronnej zwierząt łownych wokół Parku – informuje Adrian Biedka.

Ważna bioasekuracja

 Wirus rozprzestrzenia się, zdaniem prof. dr hab. Andrzeja Elżanowskiego, zoologa i bioetyka z Uniwersytetu Warszawskiego przez niechlujstwo rolników. Przenoszą go szczególnie myśliwi i kłusownicy. Jak uważa, bioasekuracja dla małych gospodarstw polega m.in. nie karmieniu zwierząt zlewkami i odpadkami, pełnej izolacji świń od możliwych spotkań z innymi świniami czy dzikami, zmianie ubrania i butów przed wejściem i wyjściem z chlewni oraz wyłożeniu mat dezynfekcyjnych przed wejściem do gospodarstwa i przed chlewnią, powstrzymaniem się od polowań co najmniej dwie doby przed kontaktem ze świniami. Tego jednak nie ma. Ze świecą szukać rolników-hodowców, którzy tych zasad przestrzegają. Ostatnia kontrola NIK wykazała, że rządowy program bioasekuracji był wadliwy, a jego realizacja nieudolna i źle wdrażana. Najważniejsze jest też usuwanie martwych dzików z lasu ponieważ ich trupy rozsiewają wirusa miesiącami, a żywe zarażone dziki tylko przez 8-10 dni.

Polowanie i strzelanie samo w sobie stwarza zagrożenie, bo rozprasza chore dziki i powoduje mieszanie populacji. Powoduje też dostawanie się wirusa do środowiska razem z krwią i odpadkami. Im więcej będziemy polować w Polsce na dziki, zmniejszać ich liczebność, tym więcej ich będzie przychodzić zza wschodniej granicy – uważa biolog.

Bez rygorystycznego przestrzegania higieny planowane ogrodzenie też nie pomoże. Sami myśliwi będą ten wirus rozprzestrzeniać jeżeli każdy z nich wraz z psem i samochodem nie będzie każdorazowo i kompletnie zdezynfekowany przed powrotem z polowania.

Wbrew myśliwskiej etyce

Przeciw masowym polowaniom oficjalnej w odezwie do myśliwych zaapelował Marek Porczak, członek Koła Łowieckiego Ostoja w Jarosławiu.

– Nasza długoletnia praca hodowlana, która przyniosła efekty w odbudowie pogłowia zwierzyny czarnej, ma być zaprzepaszczona. To nie ma być odstrzał, , to nie ma być redukcja populacji, to ma być masakra. Ktoś z chorą głową postanowił, że mają być wystrzelane wszystkie dziki, łącznie z prośnymi lochami jak również takie, które już prowadzą młode. Co gorsze, kusi się nas pieniędzmi za tego typu odstrzały – pisze w odezwie myśliwy. –Mam nadzieję, że w naszych szeregach panuje zasada, że polski myśliwy to przyjaciel przyrody i środowiska naturalnego, a nie bandyta. Apeluję, abyśmy nie brali udziały w tej niehumanitarnej rzezi, udział w takich masakrach jest niegodny nie tylko myśliwego, ale także człowieka – apeluje Marek Porczak.

O natychmiastowe cofnięcie decyzji o odstrzale redukcyjnym dzików i wdrożenie alternatywnych działań mających powstrzymać ekspansję wirusa ASF zaapelowała do premiera Mateusza Morawieckiego w liście otwartym, 9 stycznia grupa polskich naukowców.

„Apelujemy o natychmiastowe cofnięcie decyzji o odstrzale redukcyjnym dzików i wdrożenie alternatywnych działań na bazie wiedzy naukowej i eksperckich opinii (ukierunkowanych na rzeczywisty mechanizm roznoszenia ASF związany ze świadomym bądź nieświadomym udziałem człowieka), mających na celu wstrzymanie dalszego rozprzestrzeniania się tej choroby w Polsce” – piszą. Wnioskują też, by nie brać przykładu w Niemców, którzy w latach 2017-2018 odstrzelili 800 tys. sztuk dzików. Zwracają uwagę na to, że „zarówno wytyczne Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), jak i krajowa praktyka wskazują, że zmasowane polowania na dziki walnie przyczyniają się do roznoszenia wirusa (ASF)”. Autorami listu jest grupa naukowców zajmujących się ochroną i zarządzaniem zasobami środowiska przyrodniczego, związanych z instytutami Polskiej Akademii Nauk. Podpisało się pod nią 300 naukowców.

 Bogumiła Nowak

Fot. Pixabuy