Strona główna Kronika kryminalna STRZAŁY DO PREMIERA W SOCHACZEWIE

STRZAŁY DO PREMIERA W SOCHACZEWIE

1325
0
PODZIEL SIĘ
Ulica Warszawska, rok 1992, w tym miejscu policjant strzelał do premier Hanny Suchockiej fot. Przemysław Wierzchowski

Historia zna  wiele przypadków zamachów na polityków. Zabójstwo w Rzymie premiera Włoch Aldo Moro, zamach w Sztokholmie na premiera Szwecji  Olofa Palme, czy też zbrodnia w Dallas, gdzie zginął prezydent Kennedy. Wszyscy o nich słyszeli. Na  mapie miejsc –  gdzie strzelano  do  polityków –  jest też Sochaczew.

Był 1992 rok, kiedy to premierem Polski została Hanna Suchocka. Nie wiemy, ile razy pani premier odwiedzała Sochaczew. Na pewno, co najmniej jeden raz przejeżdżała przez to miasto i przejazd ten spowodował lawinę nieprzewidywalnych wydarzeń, które potocznie nazwano „zamachem na premiera”.

Dzień, w którym nastąpiły opisywane zdarzenia, był zwykłym, szarym dniem. Nic nie zapowiadało, że wieczór – przechodzący w noc – będzie inny niż wszystkie dotychczasowe. Gdy późno w nocy, a właściwie nad ranem, podjechał pod mój dom samochód policji, było wiadomo, że zdarzyło się coś nadzwyczajnego i trzeba było działać. Gdy zapytałem kierowcy, co się stało – odpowiedział, że w Sochaczewie strzelano do premier Hanny Suchockiej. Odebrało mi mowę : – Kto  strzelał? – wykrztusiłem.

– Nasz kolega policjant – odpowiedział kierowca.

W celi aresztu – pozbawiony pasa i sznurówek, ale nadal w mundurze – siedział nasz kolega policjant, pracujący w plutonie patrolowym. Był to policjant o niedużym stażu, ale gorącym sercu, zawsze starał się pomagać innym i był przez kolegów bardzo lubiany. Do aresztu wsadzili go funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, którzy w czasie zabezpieczenia przejazdu premier Suchockiej, zobaczyli policjanta, który z pistoletu strzelał w kierunku kolumny pojazdów rządowych.

Komendant polecił mi zapoznać się ze sprawą i przesłuchać policjanta. Przesłuchanie było dla mnie traumatyczne. Zobaczyłem, jak wielki stres może zdruzgotać życie człowieka, który przecież – z racji wykonywanej pracy – musi być szczególnie odporny na wszelkiego rodzaju emocje.

Przesłuchanie pozwoliło na ustalenie pewnych faktów. Konwój wiozący premier Suchocką składał się z dwóch samochodów, jadących w kolumnie. W czasie przejazdu przez Sochaczew, samochód w którym znajdowała się premier – jadący jako pierwszy-  nie emitował, ani sygnałów dźwiękowych, ani świetlnych – mogących wskazywać, że jest to pojazd uprzywilejowany. Jadący za nim drugi samochód był wyposażony w  tzw. koguty, które były włączone, używał również sygnału dźwiękowego. Policjant, który wyszedł z budynku komendy, zobaczył zdarzenie, które zinterpretował, jako pościg policji za przestępcą. Wobec czego machinalnie  wyciągnął prywatny pistolet gazowy i chcąc pomóc w zatrzymaniu ściganego pojazdu, oddał kilka strzałów w jego kierunku. Samochody pojechały dalej, ale po chwili jeden z nich zawrócił a smutni panowie, którzy nim jechali, okazali się pracownikami BOR, zamknęli naszego policjanta w celi jego własnej jednostki  i odjechali.

Około południa w jednostce były już wszystkie możliwe szarże z kilku komend policji, w tym przedstawiciele komendy głównej i oczywiście BOR-u.

Przedstawiłem przebieg zdarzeń, w którym najważniejszym elementem były dwa fakty. Po pierwsze ulica Warszawska, na której doszło do „zamachu”, posiada mocny spadek, znajdujący się na moście Bzury. Na sporządzonym szkicu, wskazałem, jakie możliwości oceny sytuacji miał policjant, gdy podjął decyzję o interwencji. Nocą przy pustych ulicach policjant usłyszał sygnał dźwiękowy, który rozpoznał jako dźwięk przypisany policji, po chwili zobaczył wyjeżdżający na most, zza wzniesienia drogi, samochód, który jechał bardzo szybko a jego marka i kolor odpowiadały stereotypowi samochodu, jakim poruszali się członkowie zorganizowanych grup przestępczych. Te informacje spowodowały uruchomienie instynktu zatrzymania domniemanego przestępcy. Policjant w tym momencie miał tylko jedną możliwość – i skorzystał z niej – sięgnął po pistolet. Widząc po chwili inny samochód błyskający światłami, był pewien, że to jest pościg, a to spowodowało z kolei ostrzelanie pierwszego z aut.

Niepodważalnym faktem była odległość, jaka dzieliła oba samochody. Była ona zdecydowanie za duża i nie przypominała konwoju, lecz pościg. Zapytałem obecnych na spotkaniu, kto z nich oceniłby tę sytuację inaczej? I to było celne pytanie. Policjant bez wątpienia popełnił błąd, ale poniekąd był on wynikiem sposobu przeprowadzania konwoju przez funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.

Nagłaśnianie tej sprawy nikomu nie przyniosłoby chwały, wobec czego, po spisaniu innych danych, sprawę zakończono. Policjant został najpierw przeniesiony do innej jednostki, następnie zwolniony. Jednak – po osobistej interwencji wysoko postawionych osób w państwie – przywrócono go do służby. Dziś już jednak nie pracuje w policji.

Incydent ostrzału rządowego konwoju spowodował, że od tamtej pory każdy konwój, który zbliżał się do Sochaczewa, informował przez radiostację o kierunku jazdy i ilości pojazdów. Podobno, na posiedzeniu rządu nakazano pilne prace nad procedurami zabezpieczenia przejazdów przez miasta i miasteczka a w szczególności przez Sochaczew, gdyż jak mówili ważni oficjele: – Jechałeś przez Sochaczew i żyjesz, to miałeś dużo szczęścia.

Do dziś  Sochaczew jest jedynym miastem w Polsce, w którym strzelano do premiera, i oby tak pozostało.

Ireneusz Kisiołek