Strona główna Rolnictwo Tony jabłek zgniją

Tony jabłek zgniją

339
0
PODZIEL SIĘ

Takiej klęski urodzaju jabłek, jak w tym roku, nie było od co najmniej 20 lat. Sytuacja stała się wręcz tragiczna, gdyż rolnicy nie są w stanie zebrać tegorocznych owoców i co najgorsze, niemal nigdzie tych zebranych nie mogą sprzedać. Już teraz liczą straty, a będą one szły w dziesiątki tysięcy złotych niemal dla każdego sadownika.

Skupy są już zapchane jabłkami do granic możliwości, a prawie pół miliona ton owoców jest jeszcze w sadach. I grozi im to, że zgniją, bo nikt ich nie zbierze. Takiej ilości nikt się nie spodziewał.

Ministerstwo nie pomogło  

 Ceny jabłek w skupie od połowy sierpnia cały czas spadały. Z początku było to w hurcie 25 groszy za kilogram. Już wtedy sadownicy narzekali, że nie starcza to na ich koszty produkcji i zbiory, a zysk będzie zerowy. Na początku października cena poszybowała jeszcze bardziej do dołu i zatrzymała się na 10 groszach za kilogram. Teraz w skupie to zaledwie 8 groszy. Taka cena nie pokrywa żadnych kosztów. A nawet trzeba dopłacać.

Taka sytuacja to całkowita klęska. Rząd obiecywał rolnikom program interwencyjnego skupu jabłek. Teraz się rakiem z tego wycofują. Cały system, jaki opracowali w Ministerstwie Rolnictwa, zawiódł. Pół miliona ton owoców jest niezebranych. Jeszcze dwa – trzy tygodnie i nie będzie czego zbierać. Owoce zgniją w sadach – mówi Sławomir Tomaszewski, przewodniczący Rady Powiatowej Mazowieckiej Izby Rolniczej w Sochaczewie.

Jego zdaniem obecna sytuacja dla sadowników z terenu powiatu sochaczewskiego to prawdziwy dramat. Sady toną w owocach, których nie ma kto zbierać.

– Przy takiej cenie skupu nie znajdę nikogo, kto zdecydowałby się przyjechać do zbiorów. Nie stać mnie na opłacenie pracowników. Musiałabym dołożyć do nich, a z czego mam się utrzymać? – pyta jedna z sadowniczek spod Rybna.

– Ministerstwo zawiodło nas w tej sprawie na całej linii. Owoców jest bardzo dużo i nie wiadomo, co z nimi mamy robić. W skupie są problemy, bo nie chcą ich brać od rolników, a oni sami mają ograniczone możliwości zbytu. Leży też całkowicie eksport jabłek, choć to dobry towar – dodaje Sławomir Tomaszewski.

Zanosi się na to, że jabłka zmarnują się bezpowrotnie. Wielu rolników w tej sytuacji w ogóle zrezygnowało z ich zbiorów. Czasem proponują chętnym wizytę w swoich sadach i możliwość bezpłatnego zabrania tylu owoców, ile chętni są w stanie udźwignąć. Takie jabłkobranie przeprowadził, wraz z naszą redakcją, w swoim sadzie pan Dawid: – W akcji wzięło udział kilkaset osób. Wszycy byli zadowoleni.

– Pomysł już się sprawdził. Jednak nie wszędzie do sadowników można dojechać. To są najczęściej akcje weekendowe, a w wolne dni dojazd bywa utrudniony, jeśli nie ma się własnego środka transportu. Czasem dogaduję się z chętnymi telefonicznie w innym terminie – mówi inny właściciel sadu.

 W sklepie drogo

 – Żeby się nam wszystko zwróciło, wystarczyłoby 35 groszy za kilogram jabłek. To żaden zysk, a tylko zwrot kosztów produkcji. Jabłka coraz trudniej w tym roku sprzedać. Czasem w kolejce do skupu trzeba stać nawet dwa dni. A oferta, to 8 groszy za kilogram za bardzo dobre jabłka, a nie żadne spady – mówi sadownik.

Dla przeciwwagi warto zauważyć, że ceny sklepowe jabłek wcale nie są zbyt niskie. Jak mówi Sławomir Tomaszewski, marże handlowe są dużo wyższe niż cena produktu. Najniższa cena w sklepie od złotówki do nawet 5 złotych. Podobnie ma się sprawa z przetworami owocowymi. Dżemy, konfitury, soki i powidła kosztują średnio od 3 do 10 złotych. Nic nie zapowiada, żeby po tak wielkim urodzaju same jabłka, jak i przetwory były tańsze.

Za to koszty klęski urodzaju poniosą sami rolnicy. Nawet gdyby przyszły rok okazał się sprzyjający, to zbiory mogą być dużo niższe, gdyż rolnicy nie będą w stanie sprostać nowym wydatkom przy tych stratach. Sprawa jest o tyle poważna, że nawet prywatni producenci przetworów jabłkowych z własnych sadów na terenie powiatu sochaczewskiego nie są w stanie wszystkiego przerobić. Choć zachęcają mieszkańców powiatu do zbierania u siebie owoców, to i tak bardzo wiele jabłek nie uda się zebrać przed zimą.

Bogumiła Nowak

Fot. Pixabuy