Strona główna Kronika kryminalna Zamknęli psa w aucie i poszli na zakupy. Potem sami wezwali...

Zamknęli psa w aucie i poszli na zakupy. Potem sami wezwali policję

1292
0
PODZIEL SIĘ
Było to w samo południe, gdy temperatura dochodziła do 28 stopni, a w zamkniętym aucie pewnie do 35. W takich warunkach małżeństwo zostawiło psa i poszło sobie na zakupy na rynku przy ulicy Pokoju.
Przy ulicy Żeromskiego, na tyłach pawilonów handlowych i Gram Marketu, jest parking, z którego korzysta wielu właścicieli sklepów i firm usytuowanych obok niego. Część miejsc parkingowych jest prywatnych i oznakowanych. Problem w tym, że wielu przyjeżdżających na zakupy nie respektuje tego i bardzo często blokuje miejsca parkingowe. Ale to i tak niewinne przewinienie wobec tego co zrobiła właścicielka jednego z aut.
W piątek, 7 września, zaparkowała swój samochód na prywatnym miejscu i poszła na zakupy. Co więcej w zamkniętym samochodzie pozostawiła psa.
Tymczasem przyjechała właścicielka miejsca parkingowego i nie miała gdzie zaparkować auta.
Gdyby to było 10-15 minut, to pół biedy. Jakoś bym to ścierpiała. Jednak ta pani blokowała miejsce dłużej niż godzinę. A w dodatku w środku był ten nieszczęsny pies, który zaczął już się denerwować – mówi właścicielka miejsca parkingowego.
Zwykle po odjechaniu ustawia blokadę, by nikt nie zajął jej miejsca. Teraz jednak jej nie ustawiła. Wyjechała na kilkanaście minut. Miała nadzieję, że w tym czasie nikt nie zajmie jej miejsca. Jednak gdy wróciła zastała samochód na swoim parkingu. Zatem zastawiła swoim autem wyjazd samochodu z uwięzionym psem.
– Mieliśmy już wybić szybę w tym samochodzie – mówią mężczyźni stający obok auta. Gdy właścicielka psa wróciła do samochodu, wówczas wezwała policję. Informując, że nie może wyjechać z parkingu.
Pytana co się stało, jest wyraźnie agresywna.
– Co panią to obchodzi? Nic się nie stało. Nie ma sprawy – odpowiada zaczepnie.
Patrol policyjny spisał jej dane i ukarał dwoma mandatami za parkowanie i zostawienie psa w zamkniętym nagrzanym aucie. Sam się o to poprosiła wzywając policję.
BN

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNie tylko powidła
Następny artykułMłoda sarna uratowana