Strona główna Sochaczew miasto Uratował życie swojego kolegi, bo wiedział jak!

Uratował życie swojego kolegi, bo wiedział jak!

10071
0
PODZIEL SIĘ

Na co dzień nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 6 oraz sędzia piłkarski – Łukasz Trawiński. Dokonał w to lato czegoś niezwykłego. Uratował życie swojemu koledze. Reanimował go przez 35 minut do czasu przyjazdu karetki pogotowia.

Wydarzenie miało miejsce w sobotę 11 sierpnia z miejscowości Pogorzelica nad polskim morzem. Łukasz Trawiński pełnił tam rolę kierownika letnich kolonii dla dzieci (głównie ze Szkoły Podstawowej w Kątach). Przed 6.00 rano, wraz ze swoim znajomym Rafałem, mieszkańcem Legionowa, również sędzią piłkarskim, wyszli sprawdzić teren na plaży, na którym później mieli przeprowadzić trening z dziećmi.

– Przy okazji wykonaliśmy lekki trucht brzegiem, metr od morza. Po kwadransie mój kolega stracił siły i mówił, że się słabo czuje, po czym przysiadł, zrobił się fioletowy. Gdy zobaczyłem, co się dzieje, niezwłocznie rozpocząłem reanimację – mówi Łukasz Trawiński.
Była to na pozór niespodziewana sytuacja. Poszkodowany ma 40 lat, nie pali, nie pije, jako sędzia piłkarski utrzymuje aktywność fizyczną. Okazało się jednak, że miał powiększoną prawą komorę serca, o czym nie wiedział. Przy wysiłku serce dało o sobie znać. Łukasz Trawiński doskonale zna zasady udzielania pierwszej pomocy. Kadra pedagogiczna w Szkole Podstawowej nr 6 w Sochaczewie przechodziła bowiem specjalne kursy ratownictwa przedmedycznego, organizowane przez dyrekcję szkoły. Prowadził akcję ratowniczą przez około 35 minut, do czasu przyjazdu karetki pogotowia.
– Przerażająca jest ludzka znieczulica, obojętność, strach… sam nie wiem jak to określić. Po kilkunastu minutach walki o życie mojego kolegi w końcu pojawiła się koło nas jakaś inna osoba. Gdy poprosiłem ją o pomoc, uciekła – opowiada Łukasz Trawiński. – Przez cały czas prowadziłem resuscytację krążeniowo-oddechową. Rafał co chwilę tracił przytomność, gry próbowałem go ułożyć w tak zwanej bezpiecznej pozycji. Nie miałem zatem jak zadzwonić na pogotowie ratunkowe. Stwierdziłem, że lepiej uciskać jego klatkę piersiową i robić wdechy niż zająć swoją uwagę telefonem. Dopiero po ponad 20 minutach brzegiem plaży przebiegała kobieta z psem. Poprosiłem ją o pomoc. Zadzwoniła po pogotowie i zaczęła szukać wsparcia na miejscu. Po chwili dołączyła też do nas pani, która zawodowo jest pielęgniarką. W momencie przyjazdu ratowników medycznych była już nas trójka – relacjonuje Trawiński.
Załoga karetki pochwaliła działania Łukasza Trawińskiego. Dzięki przeprowadzonej przez niego akcji pan Rafał wciąż żyje. Ratownicy przystąpili do udzielenia poszkodowanemu specjalistycznej pomocy. Trafił on do szpitala w Szczecinie, gdzie wstawiono mu rozrusznik serca. Wrócił do domu cały i zdrowy. Pań Łukasz zdążył już odwiedzić kolegę, który mu oczywiście serdecznie dziękował.
– Już po fakcie miałem bardzo dużo telefonów od swoich znajomych, od znajomych Rafała, od ludzi, których nawet nie znałem. Składali mi podziękowania. Większość z nich mówiła jednak „ja bym nie potrafił, ja bym nie wiedział”. Wcześniej byłem przekonany, że więcej osób przeszło takie szkolenia i ma wiedzę o udzielaniu pierwszej pomocy. Okazuje się jednak, że to nieprawda, dlatego uważam, że nauka podstaw pomocy przedmedycznej jest bardzo potrzebna, a wręcz konieczna – komentuje Łukasz Trawiński.

sochaczew.pl