Strona główna Sochaczew miasto Bijatyka na plaży – Czy Sochaczewowi grozi wojna kibiców?

Bijatyka na plaży – Czy Sochaczewowi grozi wojna kibiców?

8265
0
PODZIEL SIĘ

Czy policja zdoła zapobiec ekscesom sochaczewskich kibiców Legii? Fani warszawskiego klubu nie tylko podpalili w ubiegłą niedzielę samochody na Senatorskiej, ale także pobili bawiących się w pubie na sochaczewskiej przystani.

 – Pub „Przystań i usiądź” na przystani, to najbardziej spokojne miejsce w mieście, gdzie można posiedzieć i potańczyć. Nikt nigdy nikogo tu nie zaczepia ani nie wszczyna awantur. Podobnie było nad ranem  w niedzielę, 19 sierpnia. Ludzie bawili się, tańczyli, spędzali czas ze znajomymi. Po prostu przyszli odpocząć. Było już późno, około trzeciej nad ranem. I wtedy jedna z dziewczyn zaczęła krzyczeć, że zaraz przyjedzie mafia. Jednak jej krzyki zostały zignorowane – wspomina jeden z mieszkańców Sochaczewa, który tego dnia był na przystani.

Okazało się jednak, że dziewczyna przewidziała to, co za chwilę miało się stać. Z tym, że nic chodziło o żadną mafię, lecz około trzydziestu kibiców Legii.

Niespodziewany atak

Nocni goście nie rzucili się jednak od razu do bicia.

 – Na przedzie grupy  szedł jeden z nich, i gdy tylko ktoś się o niego otarł, od razu był bity. To była specjalna zagrywka, bo facet wszedł pomiędzy tańczących, a ci nie za bardzo wiedzieli, co się dzieje. A w tańcu, jak to w tańcu, można się o kogoś niechcący otrzeć – relacjonuje inny uczestnik zdarzenia.

To było straszne. Tańczyłam z kolegą, na chwilę odwróciłam głowę, bo usłyszałam krzyki za moimi plecami. Odwróciłam się ponownie w jego stronę i na moich oczach ktoś go znokautował – opowiada jedna z uczestniczek imprezy.

Myślałam, że komuś coś zawinił, ktoś miał powód. Ale rozejrzałam się i wokół mnie zauważyłam kilkudziesięciu innych facetów, którzy bili zupełnie przypadkowych ludzi – dodaje nasza rozmówczyni. – Nigdy czegoś podobnego nie widziałam. Wszyscy zaczęli uciekać. Ci, którzy akurat byli bici, starali się bronić. Ale, jak ktoś ma się obronić, kiedy atakuje go dwukrotnie większy facet? Ze znajomymi staraliśmy się szybko stamtąd uciec, po drodze zdążyłam zauważyć kilku leżących już na ziemi facetów, jeden z nich na moich oczach dostawał kolejne kopniaki w głowę, w brzuch.

Zaczęła się awantura, bo zaatakowani próbowali się bronić. Wystraszone dziewczyny uciekały do barowego kontenera. Napastnicy wyżywali się też na sprzęcie,  łamali leżaki. Właściciel szybko zamknął bar i przerwał dyskotekę, aby ograniczyć straty.

Prawdopodobnie doszłoby do totalnego mordobicia i demolki, i ktoś mógłby naprawdę bardzo ucierpieć. Jednak  nagle jeden z gości wskoczył na dużą szpulę i krzyknął: – Jesteśmy wszyscy z jednego miasta, po co mamy się bić!-  to nieco ostudziło agresorów. Choć tu i tam jeszcze trwały jakieś przepychanki, ale sama bójka wygasła.

– Zażegnaniu dalszej bijatyce pomogła także reakcja właściciela baru, który natychmiast zaczął wyrzucać wszystkich z terenu pubu. Mówił do napastników, aby się wynosili, a ci w końcu to zrobili – relacjonują uczestnicy zajścia. Jak dodają, na miejscu pojawiła się także ochrona, ale ochroniarze nie wysiedli z samochodu, tylko siedzieli w nim i spokojnie przyglądali się całemu zajściu. Nikt nie przypomina sobie, aby na miejscu zjawiła się policja.

Funkcjonariusze pojawili się na miejscu dopiero w środę i zabezpieczyli zapis z monitoringu MOSiR usytuowanego na plaży.

 Szukają winnych

O wyjaśnienie sprawy zwróciliśmy się do sochaczewskiej policji.

Na obecnym etapie śledztwa nie chciałbym się wypowiadać na ten temat. Mogę jedynie powiedzieć, że policja prowadzi dochodzenie w sprawie zajścia, o które państwo pytacie – poinformował nas Paweł Rynkiewicz, z Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie.

Rynkiewicz nie chciał się także wypowiadać na temat prowadzonego przez policję śledztwa w sprawie drugiego incydentu wywołanego przez pseudokibiców Legii, jakie miało miejsce tego samego dnia na osiedlu przy ulicy Senatorskiej. Przypomnijmy, że w niedzielę 19 sierpnia, około godziny 24.00 powracający z meczu kibice Legii Warszawa najpierw urządzili sobie polowanie na mieszkańców osiedla, a następnie podpalili stojący na osiedlowym parkingu samochód. W wyniku podpalenia uszkodzeniu uległy także stojące obok auta.

Mogę jedynie powiedzieć, że dwoje właścicieli uszkodzonych aut złożyło na policję wniosek o ściganie sprawców, którzy doprowadzili do zniszczenia ich samochodów, co oznacza, że policja rozpoczęła dochodzenie w tej sprawie – poinformowała nas Agnieszka Dzik z KPP w Sochaczewie. Takiego zgłoszenia nie złożył natomiast właściciel spalonego audi, który w czasie całej awantury, jaka rozgrywała się na osiedlu, przebywał w domu.

Co prawda policja nie chciała tego potwierdzić, ale jak wynika z naszych informacji, w jej posiadaniu są nagrania z kamer monitoringu, na których zarejestrowano zarówno bójkę na plaży, jak i atak pseudokibiców na osiedle przy ulicy Senatorskiej.

Policja nie interweniowała

I co z tego, że mają. Wątpię, aby chcieli kogoś złapać. Im po prostu na tym nie zależy. Gdyby było inaczej, to już w niedzielę wyłapaliby ich wszystkich – twierdzą mieszkańcy Senatorskiej. Jak dodają, policja mogła złapać chuliganów już przed awanturą na osiedlu, bo ci, zanim na nie trafili, zrobili podobną zadymę na barakach przy Długiej.

Ktoś wezwał na Długą policję, ale ta z sobie tylko wiadomych względów nie dojechała. Może jechali, a później się zatrzymali, bo pewnie doszli do wniosku, że dwóch funkcjonariuszy, w tym jedna dziewczyna, nie przestraszy trzydziestu osiłków. A ci poczuli się bezkarni i pojechali dymić na Senatorską – mówią nasi rozmówcy.

Jak wynika z naszych informacji, chuligani wjechali na osiedle z dwóch stron.

Od strony Alei 600-lecia wparowały trzy samochody, a dwa blokowały wyjazd z osiedla od strony Żeromskiego. Mówiliśmy policjantom, jakie są to auta, gdzie stoją oraz skąd są napastnicy. Ale funkcjonariusze, którzy przyjechali do płonących samochodów, stwierdzili jedynie, że rzeczywiście mijali je, ale teraz nie ma co ich gonić, bo na pewno już uciekli – twierdzą nasi rozmówcy, dodając: – Odnieśliśmy wrażenie, że jakby to, co działo się na osiedlu, w ogóle nie interesowało policji. To była totalna olewka. Bo gdyby ich interesowało, to zabraliby dowody, które pozostawili na miejscu podpalenia sprawcy. Była to czapka, którą zgubił jeden z legionistów i race, którymi podpalono samochód. Ale to ich nie interesowało, choć ludzie mówili, aby je wzięli. Czapka oraz raca leżały spokojnie przez całą noc, ale nad ranem ktoś je zabrał. Na pewno nie policja.

Zapobiec wojnie

Jak twierdzą nasi rozmówcy, bierność policji może doprowadzić do wojny pomiędzy kibicami Legii i Widzewa. Nie ma się co dziwić, bo sytuacja grozi wybuchem. Policja musi nie tylko szybko złapać sprawców i ich ukarać, ale także zneutralizować nastroje. Powinna pokazać, że nie ma pozwolenia na podobne zachowanie: – Jeżeli to nie nastąpi, to sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Widzewiacy muszą jakoś zareagować, a to z kolei wywoła reakcję legionistów. Natomiast gdyby fani Widzenia nie zareagowali, to legioniści odbiorą to jako słabość i za każdym razem, gdy tylko będą wracali z meczu, będą robili polowania na osiedlu. W końcu ktoś nie wytrzyma i dojdzie do tragedii. Ale czy musi do niej dojść? Policja pewnie powie wtedy, że nic nie wiedziała, że nie sądziła, że coś takiego będzie miało miejsce – mówią z kolei mieszkańcy Chodakowa, obawiający się teraz ekscesów na swoich osiedlach, na których podobno mają mieszkać sprawcy niedzielnych zajść.

Rozumiem, że można robić ustawki i bić się po, czy przed meczem. To dla kibica normalka. Sam to robiłem, gdy byłem młodszy. Ale aby podpalać samochody i bić kogoś tylko dlatego, że mieszka na Senatorskiej lub bawiących się spokojnie na przystani ludzi, to już nie tylko przesada, ale zdziczenie. I mówię to jako osoba, która biła się z widzewiakami wiele razy – powiedział nam jeden z kibiców Legii.

Jerzy Szostak