Strona główna Jerzy Szostak Burmistrz poszedł za ciosem

Burmistrz poszedł za ciosem

273
0
PODZIEL SIĘ

W poprzednim wydaniu Expressu Sochaczewskiego pisałem w tym miejscu o sensacyjnym odkryciu dokonanym podczas prac związanych z zagospodarowywaniem terenów nad Bzurą.

Odkrycia dokonali pracownicy przygotowujący teren pod budowę nadrzecznych bulwarów. Przy usuwaniu karp po ściętych topolach, koparka natrafiła na coś niespodziewanego. O znalezisku poinformowano pracowników Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą, którego pracownicy prowadzą nadzór archeologiczny nad inwestycją. Okazało się, że natknięto się na żarna i fragmenty konstrukcji, stanowiącej element średniowiecznego młyna wodnego. Według pracowników muzeum, mogą to być pozostałości budynku średniowiecznego królewskiego młyna.

To odkrycie sprowokowało mnie z kolei do zaproponowania władzom miasta, aby nie tylko znalazły środki na dalsze prace wykopaliskowe. Ale także na oznaczenie miejsca, w którym ponad 600 lat temu istniał jeden z największych na Mazowszu młyn wodny, usytuowany na wyspie pośrodku Bzury i posiadający 6 kół.

Okazuje się, że nie tylko ja wpadłem na ten pomysł. Otóż po naszej pierwszej publikacji na temat sensacyjnego znaleziska jego dalsze losy były poruszane na cotygodniowej naradzie burmistrzów. To właśnie na niej zapadła decyzja, że miejsce odnalezienia pozostałości młyna zostanie oznaczone. Jak poinformował nas Dariusz Dobrowolski, zastępca burmistrza Sochaczewa, miasto planuje postawienie tam specjalnej tablicy. Będzie ona nie tylko informowała, że w tym miejscu znajdował się królewski młyn, ale także odeśle wypoczywające tu osoby do ekspozycji na temat obiektu, która ma powstać w muzeum.

Podczas narady rozpatrywano również kwestię trwałego wyznaczenia zarysów byłego młyna i stworzenie w tym miejscu muzeum pod niebem. Jednak musimy na to poczekać. Powodem nie jest brak środków. Sprawa rozbija się o tak zwaną trwałość projektu, a ta wynosi pięć lat – w przypadku, gdy inwestycja realizowana jest przy wsparciu środków unijnych, co ma miejsce w przypadku terenów nad Bzurą. I przez ten okres na obszarze objętym inwestycją może powstawać tylko  to, co znajdowało się w projekcie, który otrzymał dofinansowanie. A planów odtworzenia lokalizacji młyna w tym projekcie nie było, bo ten odkryto już po otrzymaniu środków.

Mało tego. Aby teraz zaznaczyć obrysy młyna, należałoby sporządzić nowy projekt zagospodarowania tego terenu. To z kolei powodowałoby konieczność uzyskania odpowiednich pozwoleń m.in. od konserwatora zabytków, jak i od spółki Wody Polskie. W przypadku tych ostatnich mogłoby to trwać nawet rok. Co z kolei spowodowałoby przerwanie na ten czas niektórych prac związanych z zagospodarowaniem terenów nad Bzurą.

Dlatego władze miasta postanowiły najpierw upamiętnić lokalizację młyna specjalną tablicą. Natomiast po upływie okresu trwałości projektu, przystąpić do wyeksponowania tego miejsca.

Przy okazji warto dodać, że w ostatnich kilkudziesięciu latach w Sochaczewie nie prowadzono prac ziemnych na tak dużym obszarze objętym ścisłym nadzorem konserwatorskim. Dlatego niewykluczone, że oprócz pozostałości młyna archeolodzy mogą na tym terenie natrafić także na inne, sensacyjne znaleziska z historii Sochaczewa.

Jerzy Szostak