Strona główna Blogi Czy młyn powróci nad Bzurę

Czy młyn powróci nad Bzurę

273
0
PODZIEL SIĘ

Dwa tygodnie temu pracownicy Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą dokonali sensacyjnego odkrycia. Pisaliśmy o tym w poprzednim wydaniu Expressu.

Przypomnijmy.  Otóż podczas prac związanych z zagospodarowaniem terenów nad Bzurą natrafiono na dwa średniowieczne żarna oraz elementy konstrukcji drewnianej. Choć archeolodzy nie chcą się wypowiadać na ten temat przed dokonaniem dodatkowych prac, to niewykluczone, że udało im się natrafić na pozostałości królewskiego młyna, który jeszcze w XV wieku działał na Bzurze w Sochaczewie. Według historycznych przekazów był to jeden z największych tego typu obiektów na Mazowszu i posiadał sześć kół wodnych. Dla porównania, młyn Repsza, pochodzący prawdopodobnie z końca z XVI wieku, miał tylko jedno koło wodne. A to pokazuje, jak wielki musiał być młyn, który istniał na Bzurze tuż przy skarpie, przy obecnej ulicy Cmentarnej.

Ale na tym nie koniec. Po pierwszych odkryciach archeologom udało się natrafić na pozostałości kolejnej, drewnianej konstrukcji. Choć w tym przypadku pozostaje kwestią otwartą, co nią było. Niewykluczone jednak, że mamy do czynienia z palami po moście, którym od ulicy Podzamcze – poprzez odnogę rzeki płynącą przy wzgórzu zamkowym – można było dotrzeć na wyspę, na której stał młyn. A, że most musiał istnieć, aby się do niego dostać, to nie ulega wątpliwości.

Dlaczego o tym wspominam? Otóż, jeżeli badania archeologiczne potwierdzą, że rzeczywiście mamy do czynienia z pozostałościami królewskiego młyna, to miasto dostałoby unikalny i niespotykany prezent. Należy jedynie dokonać dokładnych prac wykopaliskowych i określić położenie pozostałości obiektu. A gdy to już się stanie, to wystarczyłoby w tym miejscu odtworzyć fragmenty murów młyna, ustawić odnalezione żarna, poustawiać ławki itd. Z czasem można byłoby się pokusić o odtworzenie jednego z kół wodnych. Dzięki tym zabiegom uzyskalibyśmy kolejną, unikalną atrakcję, mówiącą o historii Sochaczewa. Według mnie koszt takiego przedsięwzięcia nie byłby duży i miasto bez problemu znalazłoby na ten cel środki w swoim budżecie. Niewykluczone, że w realizacji tego przedsięwzięcia pomogłyby również sochaczewskie firmy, jak chociażby Młyny Polskie, które są spadkobiercą prawie tysiącletnich tradycji młynarskich na terenie miasta.

Za odtworzeniem fragmentów młyna przemawia również fakt, że Sochaczew, w wyniku swojej burzliwej historii, nie posiada praktycznie żadnych zabytków, a te istniejące można policzyć na palcach jednej ręki. Dlatego należy wykorzystać każdą okazję, aby ratować to, co jest do uratowania, i odtworzyć to, co się da.

Choć z tym do tej pory bywało różnie. Dobitnym przykładem jest chociażby historia budowy placu św. Dominika, który powstał na terenie byłego klasztoru Dominikanek. I choć była okazja do dokładnego zbadania terenu, w tym do penetracji klasztornych podziemi, to ówczesne władze miasta nie chciały z tej okazji skorzystać i cały teren zalano betonem. Powód był prozaiczny. Zbliżały się wybory samorządowe i ówczesny burmistrz musiał się czymś pochwalić.

W przypadku młyna sytuacja wygląda inaczej. Zagospodarowanie terenów nad Bzurą zaplanowano na dwa lata. A to oznacza, że prace archeologiczne absolutnie nie kolidują z kampanią wyborczą.

Jerzy Szostak