Strona główna Sochaczew miasto Place zabaw jak grzyby po deszczu

Place zabaw jak grzyby po deszczu

211
0
PODZIEL SIĘ

W ciągu zaledwie kilku lat miejski samorząd wybudował na terenie Sochaczewa kilka nowych placów zabaw, zaś te istniejące przeszły gruntowną modernizację. Koszt wszystkich inwestycji, dzięki którym między innymi dzieci z osiedla przy ulicy Korczaka czy trojanowskiego „Pekinu” mogą w końcu bezpiecznie się bawić, wyniósł ponad milion złotych.

W ubiegłym tygodniu rozpoczął się cykl letnich pikników rodzinnych, organizowanych przez Urząd Miejski w Sochaczewie. Jego inauguracja miała miejsce w środę, 27 czerwca, na placu zabaw na Osiedlu Polna, przy ul. Kochanowskiego. To kolejny taki obiekt  wybudowany w ostatnich latach przez miejski samorząd. Tym razem powstał on dzięki środkom przeznaczonym na realizację projektów zgłaszanych przez mieszkańców do Sochaczewskiego Budżetu Obywatelskiego.

Oprócz samego placu ze środków z SBO wybudowana została także siłownia zewnętrzna. Dodajmy, że pomysłodawcą przedsięwzięcia był radny Marek Księżak, którego wniosek poparło w głosowaniu 1 158 mieszkańców miasta.

Rozlazłów  bez placu

Uroczyste otwarcie nowego placu to nie tylko inauguracja tegorocznych wakacyjnych pikników rodzinnych. A te odbędą się na kolejnych placach zabaw: 7 lipca (godz. 13.00-15.00) przy ul. Korczaka, 8 lipca (15.00-17.00) w Trojanowie, 14 lipca (15.00-17.00) przy ul. Chabrowej), 15 lipca (15.00-17.00) przy ul. Grunwaldzkiej, 21 lipca (15.00-17.00) przy ul. Fabrycznej, 22 lipca (godz. 15.00-17.00) przy ul. Kozubowskiego, 28 lipca (15.00-17.00) przy ul. Żwirki i Wigury oraz 29 lipca (15.00-17.00) – Integracyjny Ogród Zabaw i Sportu przy Al. 600-lecia.

Patrząc na wykaz zaplanowanych imprez, łatwo zauważyć, że jedynie na Rozłazłowie – którego nie należy mylić i łączyć z Karwowem – nie odbędzie się piknik. Wynika to po prostu z faktu, że w tej dzielnicy miejski samorząd nie wybudował jeszcze placu zabaw. Jednak niewykluczone, że i on wkrótce powstanie.

Tym samym dzieci z każdej dzielnicy Sochaczewa miałyby do dyspozycji swój własny plac zabaw. Co jeszcze kilka lat temu było nierealne. A wszelkie wzmianki o potrzebie ich budowy był przyjmowane przez miejskich urzędników nie tylko z irytacją. Niektórzy zwolennicy budowy bezpiecznych miejsc zabaw dla dzieci trafiali nawet przez oblicze sądu.

Proces o plac zabaw

Dobrym przykładem zmiany podejścia miejskiego samorządu do zapewnienia bezpiecznej zabawy młodszym mieszkańcom, co nastąpiło wraz ze zmianą burmistrza, jest historia modernizacji placu zabaw przy ulicy Grunwaldzkiej.

Wszystko zaczęło się od apelu naszej redakcji skierowanego do poprzednich władz miasta. Zwróciliśmy w nim uwagę poprzedniemu burmistrzowi, że w Chodakowie też są dzieci i zapewne chciałyby mieć normalny ogródek jordanowski. Tymczasem ten istniejący wówczas przy ulicy Grunwaldzkiej bardziej przypominał wygon, z połamanymi huśtawkami i betonową piaskownicą, o którą maluchy rozbijały sobie głowy.

Nasz apel został przez Urząd Miejski wyśmiany. Przy okazji zwrócono nam uwagę, że nie jest tak źle, gdyż przy Grunwaldzkiej jest piaskownica, a na takim Rozlazłowie jej nie ma. Ta odpowiedź z kolei spowodowała reakcję z naszej strony. W konsekwencji doszło do wojny o plac zabaw, w której obie strony nie przebierały w słowach. W końcu stanęło na naszym i plac powstał.

Ale radość ze zwycięstwa nie trwała długo. Ponieważ ówczesny burmistrz pozwał redaktora naczelnego Expressu do sądu. Poszło o słup, który – podległe miastu służby – ustawiły na środku boiska stanowiącego integralną część placu zabaw. Co skutkowało tym, że dzieci musiały bardzo uważać, aby w niego nie uderzyć. W akcie oskarżenia burmistrz stwierdził, że nic go ze słupem nie łączy. Co ciekawe, sochaczewski sąd przyjął tę argumentację za pewnik i stwierdził, że przypisywanie słupowi jakikolwiek zależności od burmistrza poniża tego ostatniego w oczach opinii publicznej i utrudnia pełnienie sprawowanej przez niego funkcji.

Dopiero w sądzie drugiej instancji udało się wyjaśnić, że nie chodziło nam o płomienną miłość pomiędzy burmistrzem a latarnią, ale o bezpieczeństwo dzieci. Burmistrz proces przegrał i przestał się interesować placem, który popadał w ruinę.

Wystarczy chcieć

Sytuacja zmieniła się po przegranych przez niego wyborach samorządowych i dojściu do władzy nowej ekipy. Ta od razu zrobiła porządek z placem przy Grunwaldzkiej. Uporządkowano jego teren oraz zakupiono nowe urządzenia do zabawy.

Co istotne, zmieniło się także podejście miejskich urzędników do budowy placów zabaw. Już nie wyśmiewano się z pomysłu ich powstawania. Po prostu zaczęto je budować. Tak powstał między innymi, obiecywany przez lata przez poprzedników Piotra Osieckiego, plac zabaw na osiedlu przy ulicy Korczaka. To właśnie na nim przetestowano nie tylko ideę budowy ogródków jordanowskich w każdej dzielnicy, ale sposób ich zarządzania. A to polega na tym, że miasto buduje, a mieszkańcy biorą na siebie odpowiedzialność za stan urządzeń i porządek na placu. Tym samym mają nie dopuścić do jego zniszczenia. A tego najbardziej obawiano się w przypadku inwestycji na osiedlu przy ulicy Korczaka, które nie jest uważane za najspokojniejsze w Sochaczewie. Okazało się jednak, że mieszkańcy potrafili i potrafią utrzymać znajdujące się na placu urządzenia w należytym porządku, a próby jakiejkolwiek dewastacji są likwidowane w zarodku i to w dość dotkliwy sposób.

Podobnie jest na osiedlu bloków socjalnych przy Al. 600-lecia. Tu jeszcze niedawno do dyspozycji ponad setki maluchów była jedna piaskownica i jedna huśtawka. Obydwa urządzenia zostały zrobione przez mieszkańców osiedla. Działo się tak, ponieważ nikt z urzędników nigdy nie pomyślał, aby ustawić tam jakiekolwiek sprzęty  do zabawy.

Tymczasem wystarczył jeden artykuł w Expressie Sochaczewskim oraz krótka rozmowa z burmistrzem, aby plac, o którym marzyły pokolenia mieszkańców, został wybudowany.

Zapomniana historia

 Ta zmiana podejścia skutkowała tym, że w ciągu zaledwie kilku lat miasto wzbogaciło się o kolejne place zabaw, a te istniejące zostały zmodernizowane. Jednak lepszym określeniem jest stwierdzenie, że wybudowano je na nowo. Ponieważ jeszcze osiem lat temu na terenie Sochaczewa istniał tylko jeden plac, który spełniał wymogi stawiane przez przepisy takim obiektom. Był nim Ogródek Jordanowski przy Al. 600-lecia, którego modernizacja została zapoczątkowana dzięki pomocy firmy Mars.

Natomiast pozostałe obiekty oraz znajdujące się na nich urządzenia nie spełniały żadnych norm. Tych ostatnich nie wypełniały także znajdujące się na placach piaskownice – pełne brudnego piachu, do którego wieczorami załatwiały swoje potrzeby psy wyprowadzane na spacery. Jeżeli do tego dodamy brak ubikacji oraz okupowanie wieczorami placów zabaw przez grupki ludzi pijących alkohol i zostawiających po sobie pamiątki w postaci m.in. szkła, petów i fekaliów, będziemy mieli obraz stanu, w jakim znajdowały się jeszcze kilka lat temu place zabaw dla dzieci na terenie Sochaczewa.

Ale na szczęście to już historia.

Jerzy Szostak

Fot.: Jerzy Szostak