Strona główna Kultura Nasz człowiek w Opolu

Nasz człowiek w Opolu

254
0
PODZIEL SIĘ

Wystąpił w koncercie „Premier” podczas tegorocznego 55. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Zagrał u boku K.A.S.Y. Jakub Kamiński na co dzień pracuje w Teresińskim Ośrodku Kultury, jest muzykiem i autorem wielu tekstów. Jeden z napisanych przez niego utworów zaprowadził go aż na festiwal w Opolu. Z twórcą piosenki „Piasek”, którą w koncercie „Premier” wykonał Krzysztof Kosakowski ps. artystyczny K.A.S.A, rozmawia Marcin Odolczyk.

 Zagrałeś na estradzie w Opolu, to nie udaje się każdemu, zatem można rzec – przygoda życia?

Przygoda na pewno i to taka, którą zapamiętam na długo. Jednak grywałem już na dużych koncertach, choćby na prestiżowym festiwalu country w Mrągowie z zespołem Teren C. Obcowałem więc już z podobnym przedsięwzięciem, może nie na taką skalę medialną.

Chcesz powiedzieć, że występ podczas Festiwalu Piosenki nie zrobił na Tobie wrażenia?

Absolutnie nie to miałem na myśli. Oczywiście na pewno była to przygoda, jednak inaczej się do tego podchodzi, gdy ma się pewne doświadczenie sceniczne. W Opolu była ta różnica, że to wydarzenie transmitowano „na żywo” w telewizji, obserwowało nas mnóstwo kamer. Ale szczerze powiem, że gdy człowiek skupia się na jak najlepszym wykonaniu jednego, krótkiego utworu, to o tych kamerach w ogóle nie myśli.

Jak to się wszystko zaczęło, skąd pomysł na piosenkę „Piasek”?

Jakiś czas temu postanowiłem napisać utwór, który mógłby stać się tzw. „hitem lata”. Rzecz jasna, nie mierzyłem tak wysoko. Mam kilku znajomych, którzy zajmują się profesjonalnie muzyką. Gdy pokazałem im tekst, ich reakcja była znamienna. Wszyscy mówili, że ciekawy, ale nie to nie pójdzie, że nie za bardzo się nadaje, trzeba poprawić. Co ciekawe, większość z nich dawała mi do zrozumienia, że to piosenka w stylu K.A.S.Y. Cóż, zacząłem analizować, rzeczywiście moja piosenka przypominała jakby utwór „Piękniejsza” K.A.S.Y. Zacząłem się zastanawiać, czy w takim razie ma ona sens, czy nie uznana zostałaby za plagiat. W ten sposób powędrowała na kilka miesięcy do szuflady.

 Jednak historia ma swój ciąg dalszy…

Otóż po około pół roku zadzwonił do mnie jeden z kolegów muzyków i nieoczekiwanie wrócił temat utworu. Podpowiedział mi, bym po prostu „uderzył z tematem” bezpośrednio właśnie do Krzysztofa Kasowskiego. Pomyślałem, że warto zaryzykować. Zdecydowałem się wysłać utwór Kasowskiemu przez Facebook. Dołączyłem kilka słów wyjaśnień i podałem swój numer telefonu. Nic przecież nie miałem do stracenia. Nazajutrz rano, gdy przyjechałem do pracy do Teresińskiego Ośrodka Kultury, zadzwonił mój telefon, numer nie był mi znany. To był Krzysztof, powiem, że nogi mi się ugięły, szok normalnie. Taka szybka reakcja? W dodatku dobrze się wypowiadał o moim małym dziele, poczułem, że spodobał mu się utwór. Od słowa do słowa nawiązała się fajna gadka i tak rozpoczęła się współpraca. Dodam, że do mojej wersji piosenki K.A.S.A. dopisał jeszcze jedną zwrotkę, ja dołożyłem do niej gitarę i poszło. Krzysiek zgłosił ją do opolskich „Premier” i po dość długim oczekiwaniu na wynik, okazało się jednak, że jedziemy do Opola!

I do tego zaproponował Ci grę w zespole podczas festiwalu?

W ten sposób docenił mój wkład w piosenkę, którą miał wykonać podczas „Premier”. To dla mnie bardzo miłe, nabyłem kolejne duże doświadczenie. Co mnie zaskoczyło, Krzysztof na scenie postawił mnie na pierwszym planie. Kto oglądał w TV, widział mnie niemal obok niego, a nie schowanego za innymi członkami grupy. To dla mnie ogromne wyróżnienie, nie każdego stać byłoby na taki gest.

Trema była?

No pewnie, że była, ale taka raczej motywująca. Zachowanie K.A.S.Y. i jego towarzyszy absolutnie wpłynęło na mnie bardzo pozytywnie, stąd mimo krótkiej znajomości, czułem się naprawdę pewnie. Zresztą kawałek, który grałem, nie był dla mnie jakimś problemem. W dodatku bardzo znaczącą rolę ma publiczność. Najgorzej, jak widownia wykazuje się brakiem jakiejkolwiek reakcji. A w Opolu, po pierwszej zwrotce zauważyłem, jak ludzie wstają z miejsc, zaczynają klaskać i tańczyć, to dodało mi kolejnej dawki energii.

Ale przyznasz, werdykt jury nie okazał się wam sprzyjający, liczyliście na zwycięstwo?

Do Opola jechaliśmy z przeświadczeniem, że zrobimy wszystko, by wypaść jak najlepiej. Mam nadzieję, że zrobiliśmy dobre wrażenie, jednak zwycięzca musiał być jeden. Tym razem uznano, że nie byliśmy najlepsi. Cóż, takie jest życie, szanujemy werdykt, choć oczywiście mogłoby być lepiej (śmiech). Ale tu nasuwa mi się jeszcze jedna myśl. Tak naprawdę, my mieliśmy dla siebie zaledwie dwie półgodzinne próby mikrofonowe. Gdy mamy grać „na żywo”, a ja ponadto byłem debiutantem w tej grupie, to ten czas jest zupełnie niewystarczający na doszlifowanie wszystkich elementów wokalno-muzycznych. To mankament tej imprezy. Ale radę daliśmy, a K.A.S.A. mnie pochwalił, więc dobrze było.

Ta współpraca między Wami była jednorazowa, czy będzie miała swój dalszy ciąg?

Zrobiliśmy wspólnie jeden projekt, jak bardzo udany, czas pokaże. Za mną fajna przygoda, a co będzie w przyszłości? Tego nie wie nikt. Jeśli ludziom przypadnie do gustu „Piasek”, to dla mnie będzie to ogromna satysfakcja.

Fot. arch. Jakub Kamiński