Strona główna Sochaczew miasto Sama miotła nie wystarczy

Sama miotła nie wystarczy

191
0
PODZIEL SIĘ

W ciągu najbliższych dwóch lat mieszkańcy Sochaczewa otrzymają do swoje dyspozycji kilkanaście hektarów terenów rekreacyjnych. Problem polega jednak na tym, że ktoś będzie musiał utrzymywać je w należytym porządku.

Rozpoczynające się inwestycje związane z zagospodarowaniem terenów nad Bzurą i Utratą, to nie lada wyzwanie dla miejskiego samorządu. I nie chodzi jedynie o koszty związane z ich realizacją, ponieważ większość środków potrzebnych na zmianę oblicza zapuszczonych i zaniedbanych obszarów miasta Urząd Miejski pozyskał z funduszy zewnętrznych.

Problemem może okazać się ich utrzymanie, a dokładnie dbanie o zachowanie ich w czystości i zapobieganie dewastacji. A że do aktów wandalizmu  – w ograniczonej skali – będzie dochodzić, to nie ulega żadnej wątpliwości.

Nie pomoże tu żaden monitoring, którego zamontowanie już ogłosiły władze Sochaczewa. Przykładem jest wzgórze zamkowe, gdzie mimo kamer oraz czytelnych informacji o tym co możemy, a czego nie powinniśmy robić na terenie tego zabytku, notorycznie dochodzi do łamania przepisów i aktów wandalizmu.

Trochę lepiej jest na miejskiej plaży. Tam również zamontowano kamery, ale obejmują one samą plażę. To z kolei powoduje, że poza jej terenem mamy wysypisko butelek po piwie i innych napojach alkoholowych. Dodajmy, że latem Zakład Gospodarki Komunalnej po każdym weekendzie zbiera z terenu ścieżki biegnącej wzdłuż ściany oporowej skarpy oraz z samej skarpy kilkanaście worków butelek i innych śmieci.

Nasze świadectwo

Śmieci, wraz z rozwojem terenów rekreacyjnych w mieście, będzie przybywało. I właśnie do rozwiązania tego problemu musi się przygotować miejski samorząd, a dokładnie Zakład Gospodarki Komunalnej. Tymczasem Zakład już teraz ma coraz więcej pracy. Nie wynika to tylko z przejęcia w zarząd cmentarza komunalnego. Musi także dbać o nowe ulice oraz chodniki, których z roku na rok przybywa, a które mimo apeli są notorycznie zaśmiecane przez niektórych mieszkańców Sochaczewa.

– Apeluję do mieszkańców, aby dbali o porządek w mieście, bo to, jak ono wygląda, świadczy o jego mieszkańcach – powiedział nam Paweł Krasucki, dyrektor ZGM. Jak dodaje, co prawda dzięki olbrzymiemu zaangażowaniu pracowników Zakładu udaje się utrzymać w miarę przyzwoity porządek w mieście, ale bez wzrostu świadomości mieszkańców będzie to coraz trudniejsze. Ale problemem, choć Paweł Krasucki nie chciał się na ten temat wypowiadać, są nie tylko mieszkańcy.

Dobić czy ożywić

Otóż ZGK przetrwał do tej pory tylko dzięki temu, że obecne władze miasta zdecydowały się na radykalny krok, przekształcając ZGK z zakładu budżetowego w jednostkę organizacyjną miejskiego samorządu. To przekształcenie pozwoliło na zmniejszenie obciążeń i oddłużenie zakładu. Dodajmy, że poprzednie władze miasta planowały likwidację ZGK, zaś dbanie o utrzymanie porządku w mieście zamierzano zlecić firmom zewnętrznym. Na całe szczęście radni na to się nie zgodzili.

Jednak teraz władze, wraz z realizacją inwestycji związanych z przestrzenią publiczną, muszą zdecydować się na kolejny krok, a jest nim zwiększenie budżetu ZGK. Tak, aby mógł on zatrudnić więcej osób oraz dokonać zakupu niezbędnego sprzętu. Będzie  on potrzebny do koszenia terenów nad Bzurą, Utratą oraz w miejskich parkach, które w sezonie trzeba będzie kosić minimum pięć, sześć razy. Przydałaby się również mała zamiatarka, dzięki której można byłoby sprzątać miejskie chodniki czy parkowe alejki.

Jedno jest jednak pewne – sama miotła i zaangażowanie pracowników ZGK w utrzymanie czystości już wkrótce okaże się niewystarczające.

Jerzy Szostak