Strona główna Jerzy Szostak Ślepy i głuchy

Ślepy i głuchy

301
0
PODZIEL SIĘ

Według raportu Biblioteki Narodowej, w ubiegłym roku przynajmniej jedną książkę przeczytało tylko 38 procent Polaków. To wzrost o jeden punkt procentowy w porównaniu do 2016 i 2015 roku. Co prawda według twórców raportu poziom czytelnictwa w Polsce ustabilizował się, ale nadal pozostaje na bardzo niskim poziomie.

Jeszcze gorzej jest ze zrozumieniem tego, co czytamy. Tu badania pokazują, że połowa z nas gubi się, czytając rozkład jazdy i mapkę pogody. Tyle samo, w tym nawet osoby z wyższym wykształceniem, nie potrafi zrozumieć dłuższych tekstów.

Dlaczego o tym wspominam? Z prostego powodu. Otóż w ubiegłym tygodniu dostałem od jednego z mieszkańców Sochaczewa list, w którym ten zarzuca mi euforię w związku z planami burmistrza dotyczącymi zwolnień podatkowych dla firm, które ulokują swoją działalność w specjalnej strefie ekonomicznej.

Nie to, żebym się tłumaczył z podanej przez Express informacji. Otóż po raz kolejny chcę zwrócić uwagę na to, że aby o czymś dyskutować, trzeba nie tylko wiedzieć, co się czyta, ale również mieć wiedzę na poruszany w artykule temat. A tekst jest jedynie informacją o tym, że rozpoczęły się konsultacje społeczne dotyczące uchwały Rady Miejskiej w sprawie zwolnień z podatków w strefie. Strefy ekonomiczne mają to do siebie, że inwestujące tam firmy są zwalniane z różnego rodzaju obciążeń. Zwalniane po to, aby utworzyły nowe miejsca pracy. I o tym był artykuł.

Przy okazji dostało mi się również za to, że przedsiębiorcy, którzy prowadzą firmy poza strefą, płacą podatki. Jakby to była moja wina. A ja miałbym w tej sprawie decydujący głos, czyli owe podatki uchwalał. Gwoli sprawiedliwości dodam, że podatki na terenie Sochaczewa utrzymują się praktycznie na tym samym, niezmiennym poziomie od kilku lat.

Ale nie tylko mi się dostało, oberwał także burmistrz. On, za to – jak twierdzi pisząca do mnie osoba, że: „(…) sprzedał pola po cegielni, czym się bardzo szczycił, gdzie miał powstać zakład produkujący elektronikę – i co?”. Ano to, że to nie burmistrz sprzedał cegielnię, bo to nie była jego ani miasta ziemia. Zrobił to syndyk masy upadłościowej. Ponadto, to nie burmistrz miał tam budować zakład produkcyjny, ale firma z Łodzi. I to do niej mieszkaniec Sochaczewa powinien mieć pretensję. Na marginesie dodam, że warto także sięgnąć do archiwalnych materiałów Expressu. Wtedy stawiający mi zarzuty osobnik wiedziałby, że do budowy owej fabryki oraz planów inwestycyjnych owej firmy niżej podpisany podchodził i podchodzi bardzo sceptycznie.

I na koniec jeszcze jedna sprawa. Poruszona w liście do naszej redakcji. Dotyczy ona braku reakcji z mojej strony na to, że: „(…) przez dwie kadencje burmistrz i rada miejska sprowadziły do miasta tylko same centra handlowe i markety Sonata teraz Lidl i parę Biedronek, gdzie jedno miejsce pracy likwiduje 2- 3 na mieście”. Jeszcze raz radzę przed wysuwaniem podobnych opinii pod moim adresu dokładnie czytać to, co pisze Express. W dodatku proszę o czytanie ze zrozumieniem. Gdyby ów mieszkaniec Sochaczewa to potrafił, wiedziałby, że nasza redakcja od lat przestrzegała i przestrzega przed zgubnymi skutkami dla drobnego handlu w Sochaczewie powstawania sklepów wielkopowierzchniowych.

A kto tego nie rozumie, jest nie tylko ślepy, ale i głuchy.

Jerzy Szostak