Strona główna Kultura Zamykam zapachy w buteleczkach

Zamykam zapachy w buteleczkach

167
0
PODZIEL SIĘ

Z Magdaleną Jaskółką, malarką, projektantką ubrań i perfum, właścicielką Muzeum Fortepianów w Żelazowej Woli rozmawia Bogumiła Nowak

 Jest Pani przykładem osoby o bardzo wielu artystycznych zainteresowaniach i to w rozmaitych dziedzinach. Skąd się to u Pani wzięło?

Mam to chyba od dzieciństwa. Zawsze marzyłam, żeby rysować i malować. Chciałam też zostać baletnicą lub tancerką, a nawet marzyłam o tym, by zająć się muzyką. W liceum na przykład robiłam sobie kolczyki, rysowałam oraz grałam na gitarze. Nie była to wirtuozerska gra oczywiście, ale dawało mi to wiele satysfakcji. Początkowo nawet myślałam o tym, że projektowanie biżuterii mogłoby zostać w przyszłości moją pracą, ale zmieniło mi się po jakimś czasie. Moje zainteresowania notorycznie się zmieniały.

W końcu, po maturze trzeba było podjąć jakąś decyzję, więc zdecydowałam się na rysunek i poszłam do szkoły plastycznej. W późniejszym czasie zainteresowałam się również architekturą. Dlatego też chodziłam przez rok na zajęcia rysunku architektonicznego. Moim nauczycielem był Grzegorz Stanisławski. Myślę, że to jemu zawdzięczam najwięcej, jeśli chodzi w ogóle o rysunek i formę. Potem jeszcze skończyłam Zarządzanie w Kulturze w Wyższej Szkole Umiejętności Społecznych w Poznaniu w 2000 roku. Byłam prezesem firmy telekomunikacyjnej. Jeszcze przed prezesowaniem zostałam specjalistą do spraw marketingu w Teatrze Rampa w Warszawie, a następnie koordynatorem pracy artystycznej w tym teatrze. Wiele razy porzucałam moje zajęcia i rozpoczynałam pracę od zera nad czymś innym. W ostatnim czasie zajęłam się szyciem czapek i sukienek. Jakiś czas temu doszły do tego jeszcze perfumy. Komponowanie zapachów, traktuję jak pasję czy wręcz sztukę, ponieważ chcę, aby każda butelka była jak osobne dzieło. Dlatego wszystkie dotychczas wyprodukowane przeze mnie perfumy, a jest już tego coś około 600 sztuk, pachną inaczej. To znaczy, każda butelka pachnie inaczej.

Co jest najważniejsze w Pani życiu – malarstwo, czy też inne pasje?

W dzieciństwie chyba malarstwo było pierwsze. Całkowicie mnie pochłaniało. Pamiętam, że bardzo lubiłam przyglądać się reprodukcjom w książkach. W czasach liceum większość moich pieniędzy, które dostawałam od rodziców, wydawałam na książki o malarstwie czy albumy z reprodukcjami. Teraz natomiast obcuję z malarstwem w mojej galerii. Rzadko zdarza mi się malować. W 2017 roku namalowałam tylko dwa obrazy, w tym roku zaledwie jeden. Ten ostatni obraz powstał po mojej podróży do Dubaju w styczniu. Naładowana pozytywną energią zapragnęłam po prostu coś stworzyć. Nie było to nawet ważne co. Akurat filcu nie miałam pod ręką, więc nie mogła powstać nowa czapka. Mając zaś farby i płótno, namalowałam nowy obraz.

Muzeum starych fortepianów to dość niezwykły i intrygujący pomysł. Czy to miejsce – Żelazowa Wola, tak zadziałało na Panią?

Na pewno zadziałało i miejsce, i fakt posiadania w tamtym czasie zabytkowych fortepianów. Miałam już wtedy galerię sztuki. Jednak nie udało mi się dotrzeć do turystów, którzy tutaj przyjeżdżali. Moja galeria jest zlokalizowana nieco z boku, niełatwo do niej trafić. Poza tym niewystarczająco dobrze się o to starałam i jakoś za słabo o to zabiegałam, aby tłumy zaczęły ją nawiedzać. Galeria nazywała się wtedy Underconstruction Gallery i nazwa ta faktycznie bardzo pasowała. Ta moja galeria ciągle była „w budowie”. Chcąc jednak dalej rozwijać ten biznes, pomyślałam o Muzeum Fortepianów. Miałam już wtedy dwa fortepiany. Założyłam, że jakaś część turystów zechce zobaczyć fortepiany z tego okresu, kiedy żył Fryderyk Chopin. A u mnie te instrumenty akurat stoją. Trafiła się też okazja kupna trzeciego fortepianu i tak się stało. Z trójką fantastycznych, historycznych instrumentów otworzyłam Muzeum Fortepianów.

Ale pomysł na galerię jest nadal?

Galeria jest czynna od maja do października, w piątki, soboty i niedziele. Podobnie muzeum. W galerii można kupić obrazy, rysunki, rzeźby, recycling art zrobiony z ceramiki i szkła, czapki z filcu oraz perfumy. Mamy czynne od godz. 11.11 do godz. 17.17.

W czwartki zaś jestem wróżką. Wróżę z kart Tarota na sesjach indywidualnych. Poza tym każdy, kto odwiedza moją galerię, może wylosować sobie amulet wykonany z ceramiki, przedstawiający jeden Arkan Wielki z kart Tarota. Amulety są wykonane według moich projektów. Każdy, kto jest u mnie po raz pierwszy, płaci za wróżbę „co łaska”. To taka promocja i jednocześnie test finansowy, zarówno jakości mojej wróżby, jak i zasobności portfela wróżącego sobie. Może to być nawet złotówka, nie obrażam się o takie „co łaska”. Moje zainteresowanie Tarotem pojawiło się nagle i nieoczekiwanie w moim życiu w roku 2003 i trwa nieprzerwanie do dziś.

Wracając jednak do Pani projektów, są one dość zaskakujące. Czapki są unikalne w formie i nigdzie indziej niespotykane. To jakby znak firmowy Pani projektu.

Te czapki to czysty przypadek. Kupiłam w Internecie czarny i czerwony filc, żeby uszyć sobie torebkę kopertówkę. Kiedy otrzymałam przesyłkę, okazało się, że ten filc jest zbyt cienki i miękki. Zupełnie mi nie pasował na torebkę. W tym czasie jedna z przyjaciółek podarowała mi manekin z ładną głową o długiej i smukłej szyi. Położyłam ten filc na tej głowie. Ładnie się ułożył, więc przycięłam materiał i wyszła czapka.

Tak mnie to zafascynowało, że kupiłam jeszcze więcej filcu i zaczęłam wymyślać nowe czapki. Szło mi bardzo dobrze i bardzo szybko powstały nowe projekty. Czapki powstawały niemal taśmowo, ale mimo to każda jest inna. Choćbym nawet chciała uszyć drugą taką samą, to nie było takiej możliwości, ponieważ nie chciało mi się robić form. Nie było więc dwóch takich samych. Ich szycie sprawiało mi ogromną przyjemność. Nawet zakładanie ich na głowę. Chodziłam w tych czapkach po domu, ponieważ jak już uszyłam jakąś, to chciałam ją trochę ponosić. Trochę poczuć, jak to jest nosić taką czapkę. Było z tym dużo zabawy i przebierania się, ponieważ niektóre czapki były bardzo wymyślne. Projektuję też i szyję sukienki oraz peleryny. W ostatnim czasie nazbierało mi się tak wiele wyciętych i zaprojektowanych sukienek, że przydałaby mi się krawcowa, która mogłaby to pozszywać.

Od jakiegoś czasu komponuje Pani też własne perfumy.

Tak, to wielka moja pasja, która pamięta jeszcze czasy szkolne. W tamtym czasie zbierałam różne zapachy. Kolekcjonowałam malutkie buteleczki perfum. Sprawiało mi ogromną przyjemność otwieranie ich i wąchanie zgromadzonych tam zapachów.

Później w dorosłym życiu, któregoś tam dnia przypomniały mi się tamte czasy. Pomyślałam sobie OK, spróbuję i tego. Kupiłam buteleczki, nakładki, pędzelki i kompozycje zapachowe, czyli wszystkie potrzebne składniki, a także spirytus, zwykły,  spożywczy z „Biedronki”. Tak się zaczęło na nowo, ale jest to powrót marzeniami do czasów młodości. Tę dawną kolekcję musiałam zlikwidować, bo z czasem zapachy uległy zepsuciu. Kompozycje zapachowe nie mogą być bowiem przechowywane w nieskończoność. Niektóre z nich to wyjątkowo ulotna, nietrwała substancja. Teraz traktuję komponowanie perfum jako pasję, która sprawia mi wiele przyjemności. Nadal uwielbiam wąchanie tych wszystkich zapachów, mieszanie ich i sprawdzanie różnych kompozycji.

Jak ludzie odbierają tę Pani pasję?

Ze swoimi perfumami wystawiłam się na kiermaszu. I nawet trochę ich sprzedałam. Jednak zauważyłam, że w ludziach nie ma wystarczającej cierpliwości, by powąchać wszystkie oferowane kompozycje, a przecież każda jest inna. Nie ma dwóch takich samych zapachów. Ludzie chcieliby od razu coś mieć, bez dłuższego szukania i sprawdzania. Większość mówi mi, że po powąchaniu iluś tam zapachów niczego już nie czuje. Ze mną jest inaczej. Im dłużej wącham, tym mocniej rozróżniam mnogość woni. Mam nawet wrażenie, że jakoś rozwijam się w tym kierunku. Odróżniam zapachy identyfikując je z kolorami. Kiedy coś wącham, to widzę konkretny kolor. Są więc dla mnie perfumy zielone, niebieskie, czerwone, żółte… Sama uwielbiam zapachy fioletowe, różowe, czerwone…. Są takie kobiece. Natomiast męskie zapachy najczęściej kojarzą mi się z chłodnymi niebieskimi, czy z zielonymi kolorami, czasami też ciemnymi barwami, jak brązy czy szarości. Wiele z moich zapachów to zapachy tak zwany unisex, czyli dla każdego bez względu na płeć. Wiele z nich pachnie wieloma kolorami naraz.

Jak Pani je komponuje?

Po prostu rozkładam ten cały swój kram. Wlewam kompozycje w różnych proporcjach do buteleczek. Mieszam. Trochę tego, trochę tamtego. Komponuję na wyczucie. Nie tworzę receptur moich perfum, staram się nie powtarzać tych samych proporcji i kompozycji zapachowych w kolejnych butelkach. Butelki o pojemności 12 ml napełniam pipetą. Zapachy mogą być podobne, ale nigdy nie będą takie same. Ostatnio jednak rozważam wyprodukowanie jakiejś serii, na przykład sto butelek z tym samym zapachem.

Czy artysta ma szansę zaistnieć i działać z dala od wielkiego miasta i galerii, właśnie tak na uboczu?

Wydaje mi się, że jest to problem na poziomie mentalnym, gdyż dotyczy to sfery wrażeń. Dzięki Internetowi można dotrzeć praktycznie wszędzie. Jednak w ten sposób można się tylko pokazać lub dać posłuchać, nie można zaś nic powąchać.

Głęboko wierzę jednak w to, że kiedyś człowiek rozwiąże problem przesyłania zapachu przez Internet, ale najpierw należy ten zapach zdigitalizować, podobnie jak kiedyś stało się to z obrazem i dźwiękiem. Na razie brzmi to jak abstrakcja, ale na pewno trafi się ktoś, kto to zrobi. Odpowiadając więc na pytanie, można istnieć i działać z dala od wielkiego miasta, ale tylko w zakresie dźwięku i obrazu. Zapach na razie ciągle jeszcze pozostaje nieuchwytny i ulotny.

Czy przy takiej aktywności ma Pani czas na prywatne życie?

Mam bardzo dużo czasu. Uważam, że jest to mój wielki sukces życiowy: posiadanie czasu. Sama organizuję sobie mój czas pracy i wypoczynku. Mam w sobie ducha wolności, który mną kieruje. Prywatnie mam czworo dzieci, którym staram się poświęcić jak najwięcej czasu; oraz samą siebie, o którą również muszę zadbać.

Czy ma Pani jakieś marzenia do realizacji?

Przede wszystkim chciałabym zbudować nowy dom, aby ten, w którym teraz mieszkam, przeznaczyć tylko i wyłącznie na działalność galerii sztuki i muzeum fortepianów. Chciałabym mieć trawnik na dachu mojego nowego domu, a w środku odpowiednią ilość miejsca dla wszystkich domowników. Marzą mi się również dalekie zagraniczne podróże.

To życzę spełnienia marzeń i dalszych sukcesów.  Dziękuję za rozmowę.