Strona główna Powiat Tłuką ryby na potęgę

Tłuką ryby na potęgę

364
0
PODZIEL SIĘ

W ciągu nocy są w stanie wybrać wszystkie ryby ze stawów hodowlanych. Kłusownicy sieją także spustoszenie w rzekach na terenie naszego powiatu, w których dla połowu ryb stosują sieci, przetwornice prądu oraz elektryczne podbieraki.

Każdego roku na terenie Mazowsza Państwowa Straż Rybacka zatrzymuje 2458 osób, w tym kilkudziesięciu mieszkańców powiatu sochaczewskiego, zajmujących się nielegalnym połowem ryb.

Jednak, jak przyznają sami strażnicy, jest to wierzchołek góry lodowej. Dane nie obejmują przypadków kłusownictwa, z jakim mamy do czynienia na akwenach niebędących w zarządzie Polskiego Związku Wędkarskiego. A w tym przypadku możemy mówić o katastrofie.

 Czyszczenie prądem

– To, co obecnie się dzieje, przechodzi ludzkie pojęcie. Z mojego stawu praktycznie wybrano wszystkie ryby. Pozostały tylko niedobitki i w dodatku wszystkie chore – powiedział nam pan Marian, właściciel stawu na terenie gminy Rybno. Jak mówi, jeszcze dwa, trzy lata temu jego staw był pełen ryb. Teraz w wyniku działań kłusowników jest on martwy.

Najgorsze jest to, że złodzieje do połowu używają prądu. To powoduje, że część ryb, których nie udało im się wybrać i przeżyły porażenie prądem, zaczyna chorować, a w konsekwencji karleją. Przy okazji giną nie tylko ryby, ale i inne stworzenia w tym żaby, i właśnie ich brak w stawie pokazuje, jaką metodę „połowu” zastosowali złodzieje – stwierdza nasz rozmówca.

Jak dodaje, podobna sytuacja – czyli „czyszczenie” stawów należących do rolników ma miejsce na terenie całego powiatu. A kłusownicy są w stanie w ciągu godziny wybrać ryby z całego akwenu.

– Wiem, kto to robi, ale nie złapałem go na gorącym uczynku. Fakt, poszedłem raz do takiego gościa i powiedziałem, że jak go złapię, to mu nogi z d… powyrywam, a potem wrzucę do wody i potraktuję prądem. A on mi na to, aby uważał, bo ma stare opryski i te mogą się znaleźć w moim stawie, jak nie będę się dzielił z nim rybą. Odparłem, że niech tylko spróbuje to zrobić. Wtedy nie tylko zapłaci za zatrute ryby, ale także za wymianę wody i przez pewien czas miałem spokój – powiedział nam z kolei jeden z właścicieli stawów z terenu gminy Młodzieszyn. Jak twierdzi, nie ma nic przeciwko temu, aby mieszkańcy miejscowości, w której ma gospodarstwo, łowili ryby w jego stawie. Tym bardziej, że niektórzy z nich za możliwość posiedzenia z wędką nad jego brzegami sami wpuszczają do stawu zakupiony prze siebie narybek. Ale kłusownikom nie daruje.

Zabawa w ciuciubabkę

Jednak złapać kłusownika na gorącym uczynku nie jest tak łatwo. Z tego co udało nam się ustalić, na terenie powiatu sochaczewskiego działa kilka wyspecjalizowanych grup trudniących się tym procederem. Jedni obserwują wybrany zbiornik, czy akurat nie jest chroniony. A gdy nikogo nie ma w pobliżu, to wówczas dają znać swoim kompanom, że można przystąpić do działania.

O ile kłusownictwo na prywatnych akwenach kwitnie w najlepsze, to inaczej wygląda sytuacja na wodach należących do Polskiego Związku Wędkarskiego. Choć i tutaj sytuacja nie wygląda różowo. Z danych Państwowej Straży Rybackiej w ubiegłym roku na Mazowszu strażnicy zatrzymali 2485 osób, które zajmowały się nielegalnym połowem ryb, i ukarali je mandatami na kwotę ponad 300 tysięcy złotych.

Większość zatrzymanych to osoby kłusujące na Wiśle. Choć, jak mówi Wojciech Tyburski, komendant Posterunku Państwowej Straży Rybackiej w Płocku, ulubionym miejsce działania kłusowników jest także ujście Bzury do Wisły, na odcinku od Kamiona do Przęsławic. Szczególnie w okresie, gdy rzeka występuje z koryta i zalewa całą przestrzeń pomiędzy wałami. Ale nie tylko tam. Sieci na Bzurze stawiane są również w Mistrzewicach, Witkowicach oraz w Plecewicach. Z kłusownikami mamy także do czynienia na miejskim odcinku rzeki, m.in. pomiędzy przystanią a obwodnicą, gdzie strażnicy co rusz odnajdują ustawione pułapki i sieci. Z kolei w okolicach Żukowa kłusują za pomocą sznurów i prądu, w tym elektrycznych podbieraków. Z kolei na Pisi sieci najczęściej stawiane są w rejonie Wyczółek, a na Utracie na odcinku płynącym przez Chodaków.

Krótkie i długie

Jak mówi Marek Panek, wiceprezes PZW Koło Sochaczew, kłusownicy, choć jest ich coraz mniej, stają się coraz bardziej bezczelni.

– Na przykład w ubiegłym roku, jako Społeczna Straż Rybacka kontrolowaliśmy Bzurę na odcinku od mostu w Chodakowie w kierunku Plecewic. W pewnym momencie widzimy płynącą rzeką motorówkę i siedzącego w niej mężczyznę, który co chwila wyciąga z wody podbierak z rybami. Widać było, że łapie je za pomocą prądu. Kazaliśmy mu przypłynąć do brzegu. Ten jednak stwierdził, że jak coś od niego chcemy, to możemy sami do niego podpłynąć. Przy okazji posłał nam kilka długich oraz krótkich, i odpłynął – wspomina Marek Panek. Ale podobnych sytuacji już wkrótce będzie mniej.

Jak poinformował nas Paweł Rynkiewicz, z Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie, policja razem z SSR rozpoczyna zmasowane kontrole rzek przepływających przez teren naszego powiatu. Ale nie tylko.

Kontrolowane będą także zalewy w Boryszewie i Plecewicach. Wspólne działania kontrolne mają na celu nie tylko likwidację kłusownictwa, ale również przestrzeganie bezpieczeństwa i porządku nad wodą. I już teraz chciałbym uczulić łowiących, że mogą zostać ukarani nie tylko za nielegalny połów, ale również za pozostawione śmieci – mówi Paweł Rynkiewicz.

Czy wspólne akcje policji i straży przyniosą zamierzone efekt? Trudno powiedzieć. Tym bardziej, że kłusownictwo dla niektórych mieszkańców naszego powiatu stało się źródłem zarobku, a ich działania doprowadziły, że Bzura w niektórych miejscach została praktycznie pozbawiona ryb. Choć każdego roku PZW wpuszcza do niej nowy narybek, wydając na to dziesiątki tysięcy złotych. Na przykład w ubiegłym roku trafiło do niej: 30 000 tys. sztuk sandacza, 30 000 sztuk klenia, 240 kilogramów jazi, 5000 sztuk bolenia i 32 500 sztuk świnki oraz 50 000 sztuk szczupaków.

Jerzy Szostak

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJak pęknięty balonik
Następny artykułZmiana rozkładu