Strona główna Sochaczew miasto Zamiast dzwonka użyli dzwonu

Zamiast dzwonka użyli dzwonu

1059
0
PODZIEL SIĘ
W ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut złodzieje obrabowali dwa mieszkania w bloku przy ulicy Żwirki i Wigury 20 w Sochaczewie. Prawdopodobnie do kradzieży nie doszłoby, gdyby niektórzy z mieszkańców bloku zastosowali się do próśb o niepozostawianie otwartych drzwi do klatek schodowych.
Wielokrotnie w Expressie Sochaczewskim apelowaliśmy do mieszkańców Sochaczewa o niewpuszczaniu do mieszkań lub budynków osób postronnych,   których wizyta w naszym lokalu może się skończyć dla nas źle. Okazuje się, że nie wszyscy te rady biorą sobie do serca.
Ostatnim przykładem ludzkiej łatwowierności lub bardziej bezmyślności są zdarzenia, jakie miały miejsce w środę 9 maja, na byłym osiedlu wojskowym przy Żwirki i Wigury, a dokładnie w bloku numer 20.
Kradzież na życzenie
Tego dnia złodzieje włamali się pomiędzy godziną 14.00 a 16.00 do dwóch mieszkań. Jak wynika z naszych informacji, z jednego z nich ukradli kilkaset złotych. Natomiast włamanie do drugiego nie przyniosło im łupów, choć złodzieje bardzo dokładnie przeszukiwali mieszkanie. O czym świadczył pozostawiony przez nich bałagan.
To nie pierwsza próba kradzieży w tym bloku. Kilka tygodni temu do mieszkającej w nim starszej pani zapukała kobieta. Przedstawiła się jako pracownik firmy handlowej, która – jak stwierdziła – przygotowała dla właścicielki mieszkania specjalną niespodziankę. Co prawda starsza pani wpuściła kobietę do lokalu, ale gdy zauważyła, że nieznajoma zaczyna zachowywać się podejrzanie, poprosiła ją, aby wyszła.
– Sadzę, że do obydwu kradzieży nie doszłoby, gdyby niektórzy z moich sąsiadów przestrzegali podstawowych zasad, jakie obowiązują we wspólnocie. Chodzi chociażby o zamykanie drzwi wejściowych do bloku, oraz nie wpuszczali wszystkich, którzy zadzwonią domofonem. A z tym bywa różnie. Niektórzy wychodząc z bloku, nie zamykają drzwi i pozostawiają je otwarte. Powiesiliśmy nawet kartki z prośbą o ich zamykanie, ale niewiele to pomogło. Może jest to nie na miejscu, ale mam nadzieję, że teraz, po tych kradzieżach, nawet ci najbardziej oporni zaczną w końcu zamykać drzwi – powiedział nam jeden z mieszkańców budynku.
 Dzwonnicy w akcji
Inni mieszkańcy bloku skarżą się natomiast na kradzieże rowerów oraz dewastacje pozostawionych przed budynkiem samochodów. Ale, jak mówią, są to incydenty, które zdarzają się wszędzie. Jednak włamanie to już inna sprawa. Tym bardziej, że wszystko wskazuje, iż złodzieje od dłuższego czasu obserwowali budynek i zachowanie jego mieszkańców.
– Nie chciałbym nikogo posądzać, ale kilkanaście minut przed włamaniem widziałem przed blokiem dwóch młodych mężczyzn w białych koszulach i pod krawatem. Towarzyszyła im kobieta. Pamiętam, że jeden z mężczyzn miał neseser. Powiem szczerze, nie zainteresowałem się nimi, ponieważ wziąłem ich za przedstawicieli handlowych, którzy co jakiś czas pojawiają się na osiedlu, oferując swoje produkty – powiedział nam jeden z mieszkańców bloku, którego zapytaliśmy o środowe wydarzenia. Jak dodaje nasz rozmówca, nikt w bloku nie słyszał samego momentu forsowania drzwi.
Zostały one pokonane mimo zabezpieczeń w sposób profesjonalny. Złodzieje po prostu wyjęli wkładki z zamków. To świadczy, że mamy do czynienia ze specjalistami. A ci, dla otwarcia drzwi zastosowali prawdopodobnie urządzenie zwane potocznie „dzwonem”. Pozwala ono na wyrwanie części zamka typu yale, w którą wkładamy klucz, w zaledwie dwie, trzy minuty. Przy czym urządzenie działa bezgłośnie, a najtańszy zestaw reklamowany, jako przyrząd do awaryjnego otwierania drzwi można kupić w Internecie za około 4 tysięcy złotych. Cały zestaw mieści się w małej walizce przypominającej neseser.
Warto dodać, że gdyby drzwi były wyposażone w dwa różnego rodzaju zamki, to złodzieje mieliby o wiele trudniej je sforsować. Ponieważ „dzwon” używany jest do otwierania zamków z wkładkami yale. Dlatego złodzieje najpierw oglądają wszystkie drzwi w bloku i wybierają mieszkania z drzwiami wyposażonymi w standartowe zamki, które bez trudu i szybko mogą pokonać dzięki posiadanemu urządzeniu. I tak właśnie zrobili podczas kradzieży przy Żwirki i Wigury, gdzie swobodnie mogli ocenić zabezpieczenia dzięki otwartym drzwiom na klatki schodowe.
Jerzy Szostak