Strona główna Kronika kryminalna Kiedy nocą do drzwi załomocą

Kiedy nocą do drzwi załomocą

318
0
PODZIEL SIĘ
Wielu z nas myśli, że nasz dom jest naszą twierdzą i tym samym nie musimy do niego nikogo wpuszczać. Nic bardziej mylnego. Prawo określa jasno sytuacje i osoby, które mogą wejść do naszego mieszkania, nie pytając nawet o naszą zgodę. Dlatego warto wiedzieć, kogo musimy, a kogo nie musimy wpuszczać do domu.
W poprzednim numerze Expressu Sochaczewskiego pisaliśmy, jak to policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu wtargnęli do domu dziennikarki radiowej Trójki, mieszkającej pod Sochaczewem. Skuli kobietę kajdankami i przez trzy godziny przeszukiwali jej mieszkanie. Interwencja okazała się pomyłką, ponieważ osoba której szukali, mieszka obok. Policjanci nie posiadali przy sobie nakazu prokuratorskiego. Okazuje się, że nie musieli go mieć, a wejście do mieszkania odbyło się zgodnie z prawem.
Nie tylko policja ma prawo bez naszej zgody wejść do naszego domu lub mieszkania.
 Nie ma przeproś
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w artykule 50 stanowi o nienaruszalności naszego mieszkania lub domu. Ale nie do końca jest to prawdą, ponieważ obowiązujące przepisy ową nienaruszalność ograniczają. W przypadku policji jest nim tak zwana instytucja przeszukania, a konkretnie art. 219 § 1. Kodeksu Postępowania Karnego. A ten zezwala policji na wejście do naszego domu za naszą zgodą lub bez niej, o każdej porze dnia i nocy. Funkcjonariusze powinni nie tylko okazać legitymacje, z których możemy spisać ich dane. Do ich obowiązków należy również pokazanie nam nakazu przeszukania wydanego przez sąd lub prokuraturę, ale diabeł tkwi w szczegółach.
O ile w przypadku legitymacji sprawa nie podlega żadnej dyskusji, to inaczej wygląda ta z nakazem. Prawo dopuszcza jego brak – co wynika z art. 308 kpk, czyli z tak zwanej sytuacji wyjątkowej, uniemożliwiającej funkcjonariuszom jego otrzymanie, a na którą mogą się oni powołać. Co prawda po wykonaniu przeszukania muszą wystąpić o nakaz, ale jest już po wszystkim, czyli po zszarganiu nam nerwów.
Ale nie tylko policję musimy wpuścić do naszego domu w celu dokonania przeszukania. Według obowiązujących przepisów do takich działań uprawniona jest również ABW, CBŚP, Straż Graniczna, Krajowa Administracja Skarbowa, funkcjonariusze służby celnej, a nawet straż łowiecka. Bez naszej zgody do mieszkania i pod naszą nieobecność – w sytuacji, gdy zagrożone jest ludzkie życie, zdrowie lub mienie – może również wejść straż pożarna. Kolejnymi osobami, które musimy wpuścić do domu, są funkcjonariusze działający z upoważnienia sądów rodzinnych. Wynika to m.in. z tego, że w toku prowadzonego postępowania sędzia rodzinny może zarządzić przeszukanie miejsca zamieszkania nieletniego. Na przykład w celu sprawdzenia, w jaki warunkach mieszka.
Należy również pamiętać o tym – choć niektórzy nie mają tej świadomości – że podobne prawo, czyli obowiązek wpuszczenia do domu, przysługuje pracownikom firm ochroniarskim, które sprawują opiekę nad naszą nieruchomością. Chodzi o sytuację, w której przypadkowo naciśniemy pilot antynapadowy lub alarm sam się włączy. W takiej sytuacji wysłany na miejsce patrol ma prawo, a nawet obowiązek wejść do mieszkania, aby sprawdzić, czy nie jest zagrożone nasze życie lub zdrowie. Prawo to obowiązuje nawet w sytuacji, gdy zadzwonimy do ochrony i poinformujemy, że alarm nacisnęliśmy przypadkowo. Gdyż ustawodawca, uchwalając ten przepis, wyszedł z założenia, że odwołanie alarmu może nastąpić pod przymusem.
Wolny dostęp
 Należy również pamiętać o tym, że wejście do mieszkania przysługuje także pracownikom firm, z którymi mamy podpisane umowy na dostawę usług. W tej sytuacji jesteśmy zobowiązani umożliwić im swobodny dostęp do elementów instalacji bądź urządzeń. Musimy pamiętać, że odmowa, czyli niewpuszczenie pracownika firmy, może poskutkować odcięciem nam usług. Z tym tylko, że pracownik musi się okazać odpowiednimi dokumentami potwierdzającymi nie tylko jego tożsamość, ale również zatrudnienie w firmie, z którą mamy podpisaną umowę. A gdy nie chce ich okazać, to mamy prawo nie wpuścić go do domu.
Co ciekawe, do mieszkania nie musimy wpuszczać listonosza, jak i innych pracowników Poczty Polskiej, bo ci według obowiązujących przepisów nie mają do tego prawa.
Inaczej wygląda sprawa w przypadku administratorów budynków. Ci mogą nawet włamać się do naszego mieszkania, jeśli dojdzie do poważnej awarii. Najemca lokalu, członek wspólnoty mieszkaniowej czy spółdzielni, jest również zobowiązany do zezwolenia na wejście do lokalu pracownika administratora, o czym mówi art. 13 ust. ustawy o własności lokali: „(…) ilekroć jest to niezbędne do przeprowadzenia konserwacji, remontu albo usunięcia awarii w nieruchomości wspólnej, a także w celu wyposażenia budynku, jego części lub innych lokali w dodatkowe instalacje”. Z tym tylko, że na nasze żądanie muszą okazać upoważnienie wystawiane przez zarządcę budynku.
Takie upoważnienie posiada każdy z naszych pracowników, który dokonuje przeglądów lub innych kontroli w administrowanych przez nas budynkach – powiedział nam Paweł Krasucki, dyrektor Zakładu Gospodarki Komunalnej w Sochaczewie. Co, jak dodaje, ma między innymi zapobiec podszywaniu się oszustów pod pracowników Zakładu. Także w odpowiednie dokumenty zaopatrzeni są pracownicy innych jednostek podległych miejskiemu samorządowi, m.in. ZWiK czy MOPS. Jednak bez naszej zgody nie mają oni prawa wejść do mieszkania.
 Persona non grata
Na koniec ciekawostka dotycząca właścicieli mieszkań, która wynika z konstytucyjnego zapisu o nienaruszalności mieszkania, czyli tak zwanego miru domowego. Ten w Polsce podlega ochronie i za jego naruszenie może nas spotkać: grzywna, kara ograniczenia wolności lub pozbawienie wolności do roku. Co ciekawe, o naruszenie miru domowego można oskarżyć każdą osobę, której obecność w naszym domu, o ile jesteśmy jego właścicielem lub najemcą, nam się nie podoba – dotyczy to również teściowej.
Taki wniosek można wysnuć m.in. z wyroku Sądu Najwyższego z 1 października 2007 r., (sygn. akt IV KK 232/07). Stwierdzono w nim, że naruszenie miru domowego może nastąpić: „pomimo oczywistego braku (nawet niewyrażonego wprost) zgody na obecność w miejscu określonym w art. 193 k.k. osoby w nim niepożądanej”. Wynika to z faktu – jak zauważa SN – że w przypadku miru domowego przedmiotem ochrony nie jest własność ani zakres uprawnień właściciela, ale wolność podmiotu i związane z nią prawo do spokojnego, niczym niezakłóconego zamieszkiwania w swoim centrum życia, gwarantujące nienaruszalność mieszkania jednostki oraz poszanowanie jej prywatności.
Co oznacza również, że wynajmując komuś mieszkanie, mamy zakaz wchodzenia do niego, kiedy nam się to podoba i bez zgody najemcy.
Jerzy Szostak
Fot. Policja