Strona główna Sport Ojciec sochaczewskiego tenisa

Ojciec sochaczewskiego tenisa

254
0
PODZIEL SIĘ
Czas biegnie nieubłaganie, pokrywając patyną zapomnienia osoby, o których należy pamiętać i przypominać. Do takich osób bezsprzecznie zalicza się Aleksander Weber, dlatego cieszę się, iż udało mi się zdobyć garść informacji, dzięki którym mogę czytelnikom „Expressu Sochaczewskiego” przybliżyć sylwetkę tego nietuzinkowego mieszkańca naszego miasta.
Osoby niezwiązane bliżej z tematem sportu, prawdopodobnie nawet nie wiedzą, że Webera śmiało można nazwać ojcem sochaczewskiego tenisa, w którym reprezentanci naszego miasta odnoszą co roku ogólnopolskie sukcesy. Chociaż największe bodaj zasługi miał dla tego sportu, był także sympatykiem piłki nożnej i lekkoatletyki.
Wojenne losy
Urodził się 5 stycznia 1900 roku w Rembertowie, a wychowywał na warszawskiej Pradze. Mając 18 lat wstąpił do wojska, biorąc udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. W armii służył jako zawodowy wojskowy do 1937 roku. Służbę zakończył w stopniu starszego sierżanta.
Gdy sprowadził się do Sochaczewa przyłączył się do grupki lokalnych tenisistów. Biały sport uprawiali wtedy m.in. Jan Kitkowski, Stefan Majewski, Tadeusz Wasilewski. Ówczesny kompleks tenisowy składał się z jednego kortu oraz ze ściany treningowej, sam kort znajdował się wtedy na lewej połowie dzisiejszego stadionu, jego resztki nadal prześwitują przez murawę.
W 1939 roku Weber brał udział w pierwszej bitwie obronnej września – pod Mławą. Pod koniec września, rodzina otrzymała informację, że w bitwie tej poległ, ale okazała się ona na szczęście nieprawdziwa i po jakimś czasie zapukał do drzwi rodzinnego domu.
Po powrocie do domu zaangażował się w działalność konspiracyjną, organizując jeszcze w 1939 roku jedną z pierwszych na terenie Sochaczewa luźnych komórek ruchu oporu. Scalono je później pod egidą Armii Krajowej, natomiast Aleksander Weber, przyjmując pseudonim „Cynober”, zaczyna m.in. prowadzić wykłady w tajnej szkole podchorążych, przekazując młodym elewom swoją nabywaną przez wiele lat służby wiedzę wojskową.
Na co dzień zajmował się prowadzeniem sklepu z farbami, na rogu ulic Staszica i Narutowicza, podobno nawet z racji tej profesji wpadł mu do głowy taki „kolorowy” konspiracyjny pseudonim.
Sportowe pasje
Po wojnie w czasie wolnym od pracy zarobkowej (prowadził zakład szklarski) niemal całkowicie zajął się sportem. Związany był z Klubem Sportowym „Tur”, a następnie z „Orkanem”, o jego wielkim zaangażowaniu wspomina szwagier – Włodzimierz Majewski: „Prowadził treningi drużyny piłkarskiej ”Naprzód” Sochaczew w latach 1945-1947, organizował zawody lekkoatletyczne, oraz podjął zabiegi o odbudowę kortu tenisowego, gdyż ten po kilku latach nie używania zarósł trawą, a otaczająca go metalowa siatka zniknęła. Kort został oddany do użytku w roku 1948 w dawnym miejscu. Najwięcej kłopotów było z piłkami, które trudno było dostać w sklepach sportowych w Warszawie, więc były zgrywane do całkowitego zdarcia. Olek Weber był w swoim żywiole, niezmordowany w organizowaniu turniejów, namawianiu i zachęcaniu do gry. Wolny czas, jeżeli w ogóle mu jakiś zostawał, spędzał czytając książki, a jego ulubionym pisarzem był Alexandre Dumas (ojciec).”
Dziś Aleksander Weber nadal żyje we wspomnieniach swoich wychowanków, którzy kontynuując tradycję założyli w 2003 roku Sochaczewskie Towarzystwo Tenisowe, na ten rok przypada zatem jego piętnastolecie. Ich mentor był postacią specyficzną, pierwsze spotkania bywały wręcz rozczarowujące, gdyż młodzi adepci gry w tenisa, nie dostawali od razu do ręki rakiety, a… motykę lub miotłę. Starszy pan natomiast na początek dawał im lekcje dbania o kort. Robert Górski, prezes STT wspomina: – W pierwszych moich miesiącach na kortach szczerze mówiąc nie lubiłem spotkań z „dziadkiem”. Zawsze po treningu czekał na mnie i moich kolegów i wyznaczał prace do zrobienia. Było to pielenie kortu, przesiewanie mączki przez sito lub pomoc w łataniu siatki tenisowej. Po kilku tygodniach gry na ścianie treningowej pan Aleksander pozwalał nam czasami na krótką grę na korcie nr 3 (najbliżej ściany treningowej). Nie mieliśmy prawa gry na korcie numer 2 i 1, który zarezerwowany był dla najlepszych w tamtych czasach graczy.
Gdy chłopcy pewnego razu weszli na jeden z „zakazanych kortów”, korzystając z nieobecności graczy, skończyło się awanturą, jak tylko zauważył ich tam pan Weber. Z biegiem czasu, jednak, gdy widział, że gra w tenisa nie jest dla kogoś „słomianym zapałem”, że się przykłada do gry i robi postępy, „dziadek” stawał się bardziej przychylny, udzielając cennych rad i wskazówek.
Aleksander Weber zmarł w 1984 roku. Do końca życia z entuzjazmem szkolił kolejnych młodych zawodników i społecznie opiekował się kortami tenisowymi, był przykładem bezinteresownego oddania się pasji – przykładem człowieka, którego coraz trudniej spotkać w czasach współczesnych.
Za nadesłane do artykułu materiały dziękuję Robertowi Górskiemu, prezesowi Sochaczewskiego Towarzystwa Tenisowego, oraz Andrzejowi Paluchowi, działaczowi sportowemu (Sekcja Sympatyków Orkanu)
Radosław Jarosiński