Strona główna Sport Sochaczewianin w Nowym Yorku

Sochaczewianin w Nowym Yorku

105
0
PODZIEL SIĘ
Paweł Osiński, maratończyk z Sochaczewa, 5 listopada reprezentował nasze miasto w jednym z najbardziej prestiżowych długich biegów na świecie – TCS New York City Marathon. Był to trzeci w tym roku ukończony przez sochaczewianina maraton z cyklu World Marathon Majors.
Trzeba przyznać, że o udział w nowojorskim biegu trzeba porządnie powalczyć. Można się do niego dostać na kilka sposobów. Pierwszą jest kwalifikacja czasowa. Limit wynosi dwie godziny i pięćdziesiąt pięć minut. Drugim sposobem jest udział w loterii. Można też wykupić wycieczkę w biurze podróży organizującym wyjazdy na maratony. Ostatnim sposobem jest wpłata na konto fundacji charytatywnej. Zdecydowałem, że pojadę tylko wtedy jeśli będę miał kwalifikację czasową albo zostanę wylosowany. Szczęśliwie dla mnie, zostałem wylosowany, a wymagany czas udało mi się uzyskać w kwietniu tego roku w maratonie w Wiedniu – opowiada Paweł.
Trasa nowojorskiego maratonu nie jest pętlą i rozpoczyna się na moście Verrazano, prowadzi przez pięć dzielnic i kończy się w malowniczym o tej porze roku Central Parku. Za biuro depozytu służą ciężarówki, które przewożą rzeczy ze startu na metę, a biegacze dowożeni są na start autobusami lub promem. Bieg nie należy do łatwych ze względu na profil trasy. Aż pięć razy pokonuje się mosty a dodatkowo osoby korzystające z transportu organizatora oczekują w miasteczku biegowym na Staten Island nawet cztery godziny na start, jak to było w moim przypadku – kontynuuje swoją opowieść nasz maratończyk, któremu podczas wyjazdu do USA towarzyszyła małżonka Magda.
Nowy Jork przywitał nas piękną, niemalże letnią pogodą. W piątek kiedy pojechaliśmy odebrać pakiet startowy temperatura powietrza wynosiła ok 24 stopni Celsjusza. Ale to jak zmienna może być pogoda o tej porze roku przekonałem się dwa dni później w dniu maratonu. Po odebraniu pakietu był czas na zwiedzanie. Kolejnego dnia również zwiedzanie i obowiązkowa porcja makaronu w przededniu startu. Żeby wystartować o godz. 9.50 musiałem wstać o 4.00, bo na godzinę 5.00 miałem umówiony transport na parking stadionu MetLife skąd jednym z kilkudziesięciu autobusów podstawionych przez organizatora dojechałem na Staten Island. Kiedy wysiadałem z autobusu była godzina 5.40 i było jeszcze ciemno, a temperatura nie przekraczała 14 stopni Celsjusza. Po trzech godzinach czekania, zmarznięty musiałem się jeszcze przebrać do startu i oddać rzeczy do depozytu żeby zdążyć do swojej strefy startowej przed zamknięciem. Przeszliśmy ma linię startu, było przemówienie burmistrza Nowego Jorku, podziękowania dla biegaczy i helikoptery nowojorskiej policji latające nad naszymi głowami. Ta podniosła chwila przed startem i adrenalina sprawiły, że pierwsze kilometry maratonu minęły mi dość szybko. Po obydwu stronach trasy tłumy ludzi okrzykami i brawami wspierały biegnących. Doping kibiców na trasie był tak wielki, że chwilami nie słyszałem własnych myśli. Biegnąc przez Greenpoint (polska dzielnica w Nowym Jorku – przyp. red.) zobaczyłem na słupach wywieszone biało-czerwone flagi. Polscy kibice dopingowali wszystkich biegaczy, a rodaków przede wszystkim. Oczywiście na polskim punkcie kibicowania nie mogło się obyć bez muzyki disco polo. Usłyszenie polskiej piosenki w trakcie nowojorskiego maratonu było dla mnie bardzo miłe. Z każdym kilometrem zmęczenie dawało się coraz bardziej we znaki, ale widziałem już w oddali Central Park więc upragniona meta była już bardzo blisko. Cały czas zerkałem na zegarek upewniając się czy uda mi się ukończyć ten maraton w zaplanowanym czasie. Udało się! Przekroczyłem linię mety z czasem netto 2:57.12 co dało mi 814 miejsce wśród 50 653 uczestników. Co prawda nie poprawiłem swojej życiówki, ale biorąc pod uwagę niewyspanie, czas oczekiwania na start i profil trasy, ten maraton uważam za bardzo udany. Miłym zaskoczeniem było dla mnie zobaczenie swojego nazwiska w poniedziałkowym dodatku do New York Times’a poświęconego maratonowi – tak wspomina swój udział w biegu Paweł Osiński. A że nie samym sportem człowiek żyje państwo Osińscy postanowili zwiedzić Nowy York.
Kolejne dni mogliśmy poświęcić na zwiedzanie Nowego Jorku. Zobaczyliśmy min.: Statuę Wolności, Central Park, Most Brookliński, Muzeum figur woskowych Madame Tusseaud. Będąc w Nowym Jorku nie mogliśmy pominąć Muzeum 11 września w którym zachowane są pojedyncze elementy pierwotnej konstrukcji WTC. Ponadto odwiedziliśmy Nowojorską Bibliotekę Publiczną, Muzeum Historii Naturalnej, Wall Street, Grand Central i Times Square, który ze względu na ilość świetlnych reklam i neonów robi niesamowite wrażenie nocą. Przez cały czas podróżowaliśmy środkami komunikacji miejskiej: małymi busami, autobusami, metrem, a nawet pociągami.
W sobotę 11 listopada przed wyjazdem mięliśmy okazję podziwiać na 5 Alei paradę z okazji Dnia Weterana. Nowy Jork zrobił na nas ogromne wrażenie, przede wszystkim ilość ludzi na ulicach po godzinie siedemnastej, kiedy wszyscy wychodzą z biur, odnosi się wrażenie, że chodnikami płyną ludzie. Te dziewięć dni minęło bardzo szybko. Mój trzeci maraton z cyklu World Marathon Majors przeszedł do historii.
Sochaczewianin stawia przed sobą ambitne cele – Zostały mi jeszcze do ukończenia trzy maratony z tego cyklu, ale przyszły rok chcę poświęcić na zrealizowanie innych biegowych planów nie związanych z World Marathon Majors. Na wiosnę wezmę udział w półmaratonie i maratonie, a później chciałbym sprawdzić swoich sił w ultramaratonie albo triathlonie.
Tomasz Ertman
foto Paweł Osiński