Strona główna Teresin SERYJNY GWAŁCICIEL GRASUJE W TERESINIE

SERYJNY GWAŁCICIEL GRASUJE W TERESINIE

9687
0
PODZIEL SIĘ

Chwile grozy przeżyła mieszkanka Teresina, gdy zatrudniony przez nią pracownik rzucił się na nią i próbował zgwałcić. Kobieta cudem uniknęła najgorszego, ale aby uwolnić się od zboczeńca, musiała zgodzić się na inną czynność seksualną. Sprawa trafiła do prokuratury. Mężczyzna wciąż chodzi na wolności. Powiedział nam, że nie czuje się winnym.

Do próby gwałtu doszło 20 lipca, w godzinach popołudniowych.
43-letni Marcin D., jak zwykle wykonywał prace przydomowe. Nie wzbudzając podejrzeń kobiety, wszedł do domu i nawiązał z nią rozmowę. W pewnym momencie niespodziewanie rzucił się na 58-letnią Annę Ł.
– Do końca zachowałam spokój. On robił to, co chciał zrobić. Wykrzyczałam mu, że ja mam groźne wirusy w sobie, i że on będzie chory, ale to nie przyniosło skutku. Nie uwierzył. Poza tym broniłam się rękoma i nogami. Mimo że jest mniej więcej mojej postury, ale jako mężczyzna jest silniejszy. Nie miałam szans. Jak już przewrócił mnie na podłogę i próbował zerwać ze mnie ubranie, zaczął mnie dusić, żebym uległa. Walczyłam, ile miałam sił. Zobaczyłam, że mam otwarte okno, a byłam kiedyś śpiewaczką operową. Wzięłam taki jeden duży oddech i zaczęłam krzyczeć na całe gardło. Niestety nikogo nie było na ulicy i on to okno zamknął, wcześniej rzucając mnie na łóżko. Nie miałam czasu na ucieczkę – wyznaje roztrzęsiona i zanosząca się od płaczu kobieta. – Pomyślałam, że przecież choruję na padaczkę i udałam atak. Na chwilę odpuścił. Ale był tak podniecony, że nie było mowy, żeby zakończyło się bez finału. Wiedziałam, że muszę się ratować więc zgodziłam się, żeby zaspokoić go ręką. Robiłam to, aż mi obydwie zdrętwiały. Cały czas byłam bardzo spokojna, bo inaczej to by się dla mnie źle skończyło. Powiedziałam mu, że mi w gardle zaschło i musimy zrobić przerwę. Wzięłam kubek, wyszłam na ganek. Padał wtedy deszcz, uciekłam z własnego domu bez butów i pobiegłam do mojej przyjaciółki. On w tym czasie wyszedł. To wszystko trwało z 30 minut – powiedziała, spuszczając wzrok.

To nie pierwszy raz

Kobieta zaraz po zdarzeniu wezwała policję, chciała zgłosić sprawę. Według informacji, jakich udzieliła nam poszkodowana, funkcjonariusze, z którymi rozmawiała, byli zdziwieni, że w ogóle to zgłasza. Obdukcję zrobiła parę dni później, przez te kilka dni nie mogła do siebie dojść. Miała posiniaczone ciało, ale najgorsza była obawa, że on będzie to robił innym kobietom.
Jak ustaliliśmy, Marcin D. miał w przeszłości zgwałcić dwie inne kobiety. Za co nie poniósł żadnej kary. Skontaktowaliśmy się z matką mężczyzny, która potwierdza te informacje.
– Mój syn jest zboczeńcem. On już kilka lat temu robił to innym kobietom. To były panie starsze ode mnie, a syn jest rocznik 1974 – wyznaje kobieta. – Musiał opuścić moje mieszkanie, bo mnie też dokuczał i bić chciał. Wymeldowałam go. Niedawno przyszedł i awanturę mi zrobił, żyrandol potłukł i do bicia leciał. Wezwałam policję i dopiero oni go przepędzili. Powinni go wsadzić, bo to niebezpieczny człowiek – stwierdza Maria D.

Niespokojne żądze

Po wielu próbach udało nam się dodzwonić do Marcina D., który najpierw był zmieszany pytaniami o to, czy zmusił Annę Ł. do innej czynności seksualnej, po czym wpadł w szał i wykrzyczał do słuchawki – To nieprawda!
I tak zakończył połączenie. Sprawę skomentowała również Agnieszka Dzik, oficer prasowy Policji Powiatowej w Sochaczewie. – Owszem, otrzymaliśmy informacje i w tej chwili jest prowadzone postępowanie w tej sprawie, ale materiały są w prokuraturze. Kobieta była przesłuchana – rzeczowo wyjaśniła policjantka.
Miejmy nadzieję, że Marcin D. odpowie wreszcie za przestępstwa, których się dopuszcza. Gdyż, jak widać, bezkarność pcha go do dalszych prób osiągnięcia chorej satysfakcji seksualnej.

Joanna Smacka