Strona główna Sochaczew miasto PSY TERRORYZUJĄ OSIEDLE

PSY TERRORYZUJĄ OSIEDLE

2257
0
PODZIEL SIĘ

Mieszkańcy osiedla czują się zagrożeni, obawiają się o swoje życie i zdrowie. Kilkadziesiąt osób zwróciło się o pomoc do policji. Boją się swojej sąsiadki i jej psów. Jednej z kobiet pies wygryzł kawałek uda. Tymczasem właścicielka twierdzi, że krzywda dzieje się jej czworonożnym przyjacielom.

Do naszej redakcji z prośbą o interwencję zwróciła się Mirosława W. Mieszkanka bloku na ulicy Korczaka w Sochaczewie z żalem opowiedziała o tym, jak policja zabrała jej trzy psy, które towarzyszyły jej w samotnym życiu. Bulwersujący był szczególnie fakt, że sytuacja dotknęła starszej, schorowanej osoby.
Postanowiliśmy sprawdzić, jakie były okoliczności tego zdarzenia.
Wersja pani Mirosławy jest bardzo subiektywna, inne spojrzenie mają sąsiedzi, którzy od kilku lat żyli w ciągłym stresie, sterroryzowani przez agresywne psy – wilczury.
Mirosława W., opowiedziała nam swoją wzruszającą historię. Zapomniała jednak wspomnieć, że przyczyną interwencji policji był fakt wygryzienia – przez jednego z wilczurów – kawałka uda sąsiadki.
– Oni nie powinni mi tych piesków zabrać. Niech tu się ludźmi zajmą, a nie moimi psami. Zwierzątko się po to trzyma, żeby z nim wychodzić, to jest dla zdrowia. Ja dzisiaj się boję wychodzić, jestem w domu zamknięta jak więzień. Kazali mi podpisać dokumenty, że zrzekam się praw do psów. Nie podpiszę – stwierdza wzburzona sytuacją.

Wilczury w ataku

Psów najbardziej bały się dzieci; rozemocjonowane opisywały nam sytuacje zagrożenia, do jakich doszło w przeszłości: – Mnie kiedyś zaatakowały, ale na szczęście nie pogryzły. Uratował mnie wujek. Nie chcę, żeby te psy wróciły, bo one mojego pieska prawie zabiły – opowiada jedno z dzieci.
Chociaż strach najmłodszych mieszkańców ulicy Korczaka jest jak najbardziej uzasadniony, dziwić nie można się również dorosłym, którzy w starciu z wielkimi psami nie mieliby żadnych szans.
– Pogryzły panią Alę, wygryzły jej kawał nogi, krwawiła strasznie. Wszystko na oczach dzieci, płakały przerażone. Ala akurat gdzieś się spieszyła, psy były jak zwykle luzem i ją dopadły. Dobrze, że tętnicy nie rozszarpały, bo skończyłoby się zgonem. Kobieta teraz ledwo chodzi, jest hospitalizowana – relacjonuje jeden z mieszkańców i kontynuuje, przybliżając obraz ponurej sytuacji – Ta pani ma trzy duże psy, one już ze dwa razy były wywożone, ale po tygodniu znowu były jej oddane. W przeszłości też rzucały się na ludzi. Tu nikt nie chce, żeby te psy wróciły, bo ona często wypuszcza je na klatkę. My z żoną, żeby przejść z dziećmi, musimy zwracać jej uwagę, żeby je zamknęła w mieszkaniu. Ona zamiast rozumieć problem, to wyzywa człowieka i złośliwie puszcza te bestie luzem. Twierdząc, że pieski chcą się bawić z dziećmi. My mieszkańcy bloku złożyliśmy pismo na policję, z informacją, że jesteśmy terroryzowani. Szczęście w nieszczęściu, że padło na dorosłego człowieka, bo gdyby wtedy dzieciaka dopadły, to by go zagryzły. Teraz od rozwiązania tej sprawy jest sąd. Jedyne czego chcemy, to żeby psy już tu nie wróciły, i żeby był święty spokój. Tydzień wcześniej przed tą tragedią było o włos od kolejnej. Psy zaatakowały 6-letnie dziecko, sąsiadka rzuciła się na pomoc. Stanąć przeciwko takim wściekłym psom, to straszny stres dla człowieka, ale tym razem się udało – stwierdza bardzo zdenerwowany mężczyzna.

Policja w akcji

Mieszkańcy ulicy Korczaka na szczęście mogą liczyć na wsparcie policji. Funkcjonariusze, jak się okazuje, wielokrotnie interweniowali w sprawie agresywnych psów niepokornej kobiety.
Stanowisko stróżów prawa przybliża nam Agnieszka Dzik, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Sochaczewie: – Od pewnego czasu docierały do nas informacje, że jedna z mieszkanek tej ulicy posiada trzy duże psy, które są wyprowadzane na spacery bez smyczy i kagańców. Kobieta lekceważyła prośby mieszkańców oraz policjantów, aby psy były wyprowadzane tak, by nie stwarzały zagrożenia dla innych.  W związku z tym jest prowadzone postępowanie w sprawie o wykroczenie. Z informacji jakie posiadamy wynika, że psy są agresywne w stosunku do ludzi i innych zwierząt. Nikogo nie trzeba przekonywać, że trzy agresywne psy stanowią zagrożenie dla ludzi, a zwłaszcza dla małych dzieci, które bawią się przed blokiem. Jedna z kobiet mieszkających na ulicy Korczaka została pogryziona. Mieszkańcy czują się zagrożeni, obawiają się o swoje życie i zdrowie. Zwrócili się również o pomoc do kierownika rewiru dzielnicowych. Z pisma, które podpisało kilkadziesiąt osób, wynika, że pies rzucił się również na dziecko. Na szczęście nie doszło do pogryzienia.
Jak mówi Agnieszka Dzik, do podobnej, niebezpiecznej sytuacji doszło 20 lipca. Policja została wezwana, ponieważ psy zaatakowały na klatce schodowej kobietę z dziećmi. Na miejscu mundurowi zastali właścicielkę i jej zwierzęta – bez kagańców i smyczy. Psy były agresywne również w stosunku do mundurowych. Kobieta nie reagowała na polecenia policjantów, żeby zamknąć czworonogi w mieszkaniu, lub założyć im kagańce i smycze. Z powodu agresji zwierząt wezwano na miejsce lekarza weterynarii, który musiał podać środek nasenny, aby zabrać zwierzęta na obserwację.
– Materiały w sprawie psów zostały już przekazane do Prokuratury Rejonowej w Sochaczewie, ponieważ nie może dochodzić do sytuacji, gdzie przez nieodpowiedzialne zachowanie właściciela zwierząt jest zagrożone ludzkie życie – dodaje Agnieszka Dzik.
Dzięki interwencji policji, koszmar mieszkańców tymczasowo został przerwany. Machina ruszyła. Jak poinformowała nas Prokuratura Rejonowa w Sochaczewie, na podstawie zebranych materiałów dowodowych wszczęto postępowanie o czyn z artykułu 160 § 1 kk wobec Mirosławy W., która wyprowadzała psy bez smyczy i kagańca. Nieodpowiedzialnej kobiecie grozi teraz kara pozbawienia wolności na okres nawet trzech lat. Być może tym razem psy nie wrócą już do właścicielki, która nie wyciąga wniosków z błędów popełnionych w przeszłości.

Joanna Smacka