Strona główna Teresin Teresińskie ślady Chełmońskich

Teresińskie ślady Chełmońskich

155
0
PODZIEL SIĘ

Co by tu dużo nie mówić, to ziemia teresińska miała w swej historii dużo szczęścia do wybitnych postaci. Byli to więc min. Maksymilian Maria Kolbe, książę Władysław Drucko-Lubecki, Stanisław Glezmer, właściciel dób Strugi czy malarz Władysław Ślewiński, związany z Mikołajewem i Białyninem. O dwóch ostatnich wspominałem w moim ostatnim artykule. Pora napisać o jeszcze jednej postaci. Równie ważnej, choć  z tymi stronami jeszcze mało kojarzonej.

Pawłowice i Szymanów, to dwie małe miejscowości położone na ziemi teresińskiej. Oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów, mają jednak wiele cech wspólnych; obie były i nadal są siedzibami parafii, w obu są zabytkowe pałace               ( choć w przypadku tego w Pawłowicach, to jest to określenie mocno przesadzone, z racji postępującej ruiny). Łączy je również położenie nad rzekami; w Pawłowicach jest to Utrata, w Szymanowie zaś Pisia. Tymczasem , gdy nieco bardziej zagłębimy się w ich bardzo bogatą historię, zobaczymy, że łączy je także postać znakomitego malarza przełomu XIX i XX wieku Józefa Mariana Chełmońskiego oraz jego ojca Józefa Adama Chełmońskiego. Zanim jednak wspomnę, jakiego rodzaju są to koligacje, parę słów o rodzinie Chełmońskich.Józef Adam Chełmoński herbu Ślepowron, urodzony 17 grudnia 1814 r. w Nieborowie.  Po ukończeniu szkoły pijarskie w Warszawie otrzymał posadę urzędnika w Komisji Przychodów i Skarbu. Był także wójtem we wsi  Boczki pod Łowiczem. Oprócz rysunku Józef Adam pasjonował się grą na skrzypcach. Rodzina nie była zamożna ,często cierpiała głód i nie dostatek, ale było w niej pełno ciepła i dobroci. Nią obdarowywała swoje dzieci w tym Józefa Mariana, który urodził się 7 listopada 1849 roku we wspomnianej wsi Boczki. W łowickich księgach parafialnych znalazł się taki oto zapis dotyczący chrztu Józefa Mariana, pieszczotliwie zwanego Ziunkiem:

Działo się w mieście Łowiczu dnia dwudziestego siódmego kwietnia tysiąc osiemset pięćdziesiątego roku o godzinie dwunastej w południe. Stawił się: Józef Adam dwóch imion Chełmoński, posiadacz folwarku Boczki, lat trzydzieści pięć liczący, we wsi Boczkach zamieszkały, w obecności księdza Józefa Rojewskiego, wikariusza Kolegiaty Łowickiej z Łowicza, la trzydzieści dwa, i Stanisława Kurackiego, włościanina, gospodarza z Boczek, lat pięćdziesiąt liczących, i okazał nam dziecię płci męskiej, urodzone w tejże wsi dnia siódmego listopada roku tysiąc osiemset czterdziestego dziewiątego o godzinie dziesiątej w nocy z Jego małżonki Izabeli z Łoskowskich, lat dwadzieścia cztery liczącej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym odbytym w dniu dzisiejszym nadane zostały imiona Józef Marian, rodzicami zaś Jego chrzestnymi byli: Antoni Chełmoński i Florentyna Łoskowska. Akt ten, którego spisanie z okazji słabości ojca dziecięcia opóźnione zostało, przeczytany został stawiającym i przez nich podpisanym, oprócz Kurackiego, który pisać nie umie.

Można spokojnie zaryzykować stwierdzenie że Ziunicio miał miłość do sztuki we krwi. Jego dziadek, Józef Antoni, interesował się literaturą i rysunkiem. Miał styczność z czołowymi polskimi rysownikami i malarzami przełomu XVIII i XIX wieku, takim jak  Janem Norblinem, Aleksandrem Orłowskim czy Michałem Płońskim. Gdy  Ziunicio ukończył 11 lat postanowiono posłać go do szkoły. Wówczas Ziuncio zmienił się na Józia, i od tej pory rodzice tak go nazywali. Edukacja w Łowiczu a potem w Warszawie  trwała do 1867 roku, to 20 maja podszedł do matury. Ciekawe, że przyszły twórca „Babiego lata czy „Żurawi”  nim oddał się pasji malarskiej pasjonował się zoologią i przyrodą. Ponoć impulsem do zarzucenia przyrodniczych upodobań było zobaczenie obrazu Józefa Simmlera „Śmierć Barbary Radziwiłówny”, który to obraz bardzo oglądał. Gdy wrócił z wystawy maił krzyknąć (…) ”  Niech będzie co chce! Fruda nauki ja będę  malarzem!  No i został… Głownie dzięki pomocy Wojciecha Gersona, który otworzył dlań swoja pracownię przy ulicy Brackiej w Warszawie. Gersona fascynował wiejski krajobraz i tą fascynacje zaszczepił młodemu Chełmońskiemu. Ten w wolnych chwilach między nauką w Klasie Rysunkowej – jedynej w Kongresówce szkole artystycznej, wyjeżdżał na plenery  na wieś, by podglądać tamtejsze życie . Często wraca także  do rodzinnych Boczek i okolic Teresina, gdzie w Serokach jego ojciec był wójtem.  Już w 1869 r. za sprawą  Wojciecha Gersona na wystawie w Zachęcie pojawiły się dwa pierwsze obrazy Józefa –„ Czarny koń unoszący sanki” oraz „Chłopiec i dziewczyna”. Oba ciepło przyjęte przez artystyczną krytykę. Tymczasem u progu doskonale zapowiadającej się kariery Józefa Chełmońskiego dotyka rodzinna tragedia;  14 kwietnia 1870 roku umiera jego ojciec Józef Adam Chełmoński. Pogrzeb odbył się  na cmentarzu w Pawłowicach. Wymiary 0,3 × 0,6 × 1,2 m. Grób o wymiarach 0,3 × 0,6 × 1,2 m.   znajduje się przy drugiej od bramy alei poprzecznej nekropolii w Pawłowicach. Do dziś zachowała się tylko luźno leżąca płyta z napisem. Na niej jest napis:

Józef Adam
Chełmoński
17 XII 1814 – 14 IV 1870
TU SPOCZYWA
WÓJT BOCZEK I SEROK
ZWIĄZANY Z POWSTANIEM STYCZNIOWYM 1863 R
OJCIEC
JÓZEFA CHEŁMOŃSKIEGO

„NAJWIĘKSZEGO MALARSKIEGO TALENTU POLSKIEGO
WIELKIEGO POETY, WSŁUCHANEGO W POLSKĄ NATURĘ”

I tu zastanowiła mnie jedna kwestia : czy tą miejscowość autor „Babiego lata” odwiedzał już wcześniej? Czy bywał we wspomnianym wcześniej pałacu, którego w końcówce wieku właścicielem był Jan Brzeziński, lekarz i ordynator Oddziału Chorób Nerwowych Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie? Wspominam o  tym pałacu dlatego, że w owym czasie bywali tu min. inni znani polscy malarze jak Teofil Axentowicz czy Julian Fałat. Ba, był tu sam Henryk Sienkiewicz. Tak czy inaczej chyba Pawłowice mu przypadły do gustu, bowiem postanowił namalować do miejscowego kościoła obraz. Nim jednak się to stało, malarz wraz ze swoją matką Izabelą zamieszkał, prawdopodobnie przez rok od 1887 do 1888 roku w niewielkim drewnianym domku znajdującym się w Szymanowie, przy dzisiejszej ulicy Zielonej 10.Udało mi się dzięki życzliwości obecnych właścicieli dotrzeć do tego domu, który dziś rzuca się w oczy bielą ścian zewnętrznych. Mimo swego ponadczasowego wyglądu wątpliwe, że ten dzisiejszy dom wygląda tak jak wczasach, gdy w jego wnętrzu przechadzał się Chełmoński. To dobrze jednak, że przed budynkiem umieszczona jest mała tabliczka informująca o tym sławnym lokatorze, Wróćmy jednak do Pawłowic. Tu na niewielkim wzgórzu, nad urokliwie sunącą rzeka Utratą wznosi się kościół pod wezwaniem św. Bartłomieja. Sama parafia powstała już w XIII wieku a kościół ( w miejsce pierwszego, drewnianego z I połowy XV wieku) wzniesiono w latach 1802- 1805  z fundacji Józefa Rusieckiego, miecznika sochaczewskiego , w formie jednonawowej budowli na planie prostokąta. Wyróżnia go z zewnątrz zwłaszcza elewacja mocno nawiązująca do awangardowego nurtu klasycyzmu. To właśnie w  tej świątyni znajduje się obraz Józefa Mariana Chełmońskiego ” Święty Bartłomiej”. Obraz pełni funkcję zasuwy ołtarza z rzeźbami świętych biskupów i męczenników, w sercu którego jest, datowany zapewne na pierwszą połowę XVI wieku krucyfiks. Chełmoński obraz namalował w 1905 roku. To dzieło pokaźnych rozmiarów; przedstawia scenę kaźni św. Bartłomieja, a dokładnie moment przed obdarciem go ze skóry. Wedle opowieści najstarszych mieszkańców, Bartłomiej z obrazu ma twarz samego Józefa Chełmońskiego. Zagadką jest natomiast fakt, czy przed tym jak w ołtarzu umieszczono obraz Chełmońskiego, znajdował się tam wcześniej inny obraz. Warto podkreślić, że o pamięć związku rodziny Chełmońskich z tą ziemią dbają władze gminy Teresin, organizując min. okolicznościowe rajdy rowerowe.  Po wyjeździe z Szymanowa Chełmoński osiadł w sierpniu 1888 roku w Kuklówce w  pobliskiej gminie Radziejowice. Zmarł 6 kwietnia 1914 roku, zupełnie zapomniany. Pochowano go na cmentarzu  w Ojrzanowie.

Marek Orzechowski

Fot.1. Dom Chełmońskiego w Szymanowie.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSpływ Bzurą
Następny artykułPlażówka już rozstrzygnięta