Strona główna Powiat WATAHY MASZERUJĄ NA SOCHACZEW

WATAHY MASZERUJĄ NA SOCHACZEW

1995
0
PODZIEL SIĘ

Niewykluczone, że już niedługo widok dzików spacerujących po osiedlowych uliczkach na terenie Sochaczewa stanie się codziennością. Może do tego dojść w wyniku wypowiedzenia umowy współpracy pomiędzy jednostką wojskową w Bielicach a Wojskowym Kołem Łowieckim „Przyszłość”.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że jednostka w Bielicach to nie tylko stacjonująca tam 3 Warszawska Brygada Rakietowa Obrony Powietrznej. To także ostoja dzikich zwierząt. Na obszarze 340 hektarów byłego lotniska, które nie jest obecnie użytkowane przez wojsko, żyje według szacunków myśliwych około 10 łosi, kilkadziesiąt saren i trudna do oszacowana liczba dzików. Tych podczas ostatniego liczenia odnotowano 70, ale obecnie szacuje się, że ich liczba wzrosła do 140 –170.
Tak raptowny skok populacji spowodowany jest tym, że dziki znalazły tam dogodne warunki. Na teren jednostki, która jest częściowo porośnięta lasem, nikt się nie zapuszcza. Natomiast wokół niej znajdują się pola porośnięte kukurydzą, którą dziki uwielbiają. Do tej pory ich populacja była corocznie przetrzebiana przez myśliwych z Wojskowego Koła Łowieckiego „Przyszłość”, którzy od kilkudziesięciu lat dbają o to, aby dziki nie rozryły lotniska i jednostki.

Atak na lotnisko

Ale ta sytuacja zmieni się z początkiem sierpnia. Wtedy to dziki staną się panami Bielic. Stanie się tak za sprawą Ministra Obrony Narodowej, który wypowiedział Polskiemu Związkowi Łowieckiemu umowę na dzierżawę terenów jednostek wojskowych. A to oznacza, że myśliwi nie będą mogli na nie polować.
– Rzeczywiście, mogę potwierdzić, że w związku z decyzją ministra obrony narodowej dowództwo jednostki w Bielicach zmuszone było do wypowiedzenia naszemu kołu zawartego porozumienia, na mocy którego mogliśmy dokonywać polowań na terenie jednostki – powiedział nam Paweł Gałaj, łowczy Wojskowego Koła Łowieckiego „Przyszłość” w Sochaczewie.
Wypowiedzenie porozumienia oznacza nie tylko zakaz polowań, ale również prowadzenia jakiejkolwiek gospodarki łowieckiej. Tym samym myśliwi musieli oprócz ambon zlikwidować również paśniki dla zwierząt, dzięki którym te mogły przetrwać podczas zimy. Jednak zakaz ministra powoduje problem nie tylko dla samych myśliwych.
– Brak możliwości prowadzenia gospodarki łowieckiej w tym kompleksie powoduje, że tereny leśne Jednostki Wojskowej w Bielicach staną się istnym „rezerwatem” dla żyjących tam zwierząt, a szczególnie dla dzika. Co spowoduje nasilenie się szkód w uprawach rolnych na okolicznych gruntach oraz na użytkach zielonych w kompleksie wojskowym. Niekontrolowany wzrost populacji spowoduje również trudne do oszacowania szkody – mówi łowczy.
Kolejnym problemem są działania zapobiegawcze rozprzestrzenianiu się afrykańskiego pomoru świń (ASF). Zgodnie z wytycznymi Ministra Środowiska, Polski Związek Łowiecki jest zobowiązany do kontroli pogłowia dzików i osiągnięcia docelowo zagęszczenia na poziomie 5 sztuk dzika na 1000 ha.
Decyzja Ministra Obrony Narodowej, który zabrania polowania w wojskowym mateczniku, stoi w sprzeczności do założeń i planów Ministra Środowiska.

Nadciąga wataha

Na całe szczęście w naszej części Mazowsza nie odnotowano ognisk ASF. Jednak Mazowiecka Izba Rolnicza apeluje do ministra rolnictwa i ministra środowiska o zwiększenie odstrzału dzików, w tym na terenie naszego powiatu.
– Nie mówimy tutaj o depopulacji, czyli wybiciu wszystkich dzików na naszym terenie. Jest to po prostu niemożliwe ze względu na to, że dziki potrafią się przemieszczać i w miejscu wybitych pojawią się nowe. Chodzi nam o zmniejszenie ich populacji do poprzedniego stanu. Tymczasem ich obecna populacja, tylko na terenie 4 tysięcy hektarów obejmującym obszar koła łowieckiego „Przyszłość”, może się wahać do 500 sztuk. Tym samym możemy mówić o klęsce. Tym bardziej, że jak wynika z naszych informacji, około 150 sztuk to lochy, (z których większość żyje na terenie jednostki) które dwa razy w roku mogą mieć młode. W jednym miocie jest to od 5 do 8 warchlaków. To pokazuje skalę zagrożenia – powiedział nam Sławomir Tomaszewski, przewodniczący Rady Powiatowej Mazowieckiej Izby Rolniczej w Sochaczewie. Jak dodał, wzrost liczby populacji dzików powoduje z kolei, że tworzą się nowe watahy, składające się od kilku do dwudziestu osobników obu płci. A wataha musi znaleźć sobie swój własny teren. W jego poszukiwanie, z powodu zajęcia dotychczasowych obszarów przez inne gromady, nowe watahy zaczną zajmować zalesione tereny na obrzeżach miasta.
Już teraz stada dzików można spotkać na pograniczu miasta i gminy Sochaczew, a dokładnie w zagajnikach w miejscowościach Orły Cesin, Feliksów czy w Nowych Mostkach. Małe stado dzików było ostatnio widziane także w Lesie Kożuszkowskim.

Dzik w fontannie

W podobnym tonie wypowiedział się także Mirosław Orliński, wójt gminy Sochaczew, której połowę terenu obejmuje obszar łowiecki koła „Przyszłość”.
– Nie chciałbym komentować decyzji ministra obrony. Faktem jest jednak, że z roku na roku obserwujemy na terenie naszej gminy wzrost populacji dzików. A tym samym wzrost liczby szkód wyrządzanych przez nie w uprawach. Większość z nich ma miejsce na polach położonych wokół jednostki wojskowej w Bielicach, na terenie której populacja dzików wzrasta w zastraszającym tempie. Teraz, po wypowiedzeniu porozumienia pomiędzy wojskiem a kołem, może dojść do niekontrolowanego wzrostu ich populacji. Tym bardziej, że dziki będą miały na terenie jednostki bezpieczną ostoję, w której mogą odpoczywać w ciągu dnia, a nocą wychodzić z niej na żer – powiedział nam Mirosław Orliński.
Podobnie jak Sławomir Tomaszewski, wójt jest przekonany, że już niedługo populacja dzików będzie tak duża, że zaczną pojawiać się nie tylko na osiedlach mieszkaniowych znajdujących się wokół jednostki. – Część z nich zawędruje do Sochaczewa. Nie mówię, że dziki będą spacerować po Placu Kościuszki. Ale tego, że już niedługo pojawią się na peryferyjnych osiedlach w poszukiwaniu jedzenia, możemy być pewni – stwierdza wójt Orliński. Dlatego według niego, aby do tego nie doszło, dziki na terenie jednostki trzeba przetrzebić, a to oznacza wpuszczenie na jej teren myśliwych.

Najazd warszawiaków

A o tym, że już wkrótce możemy spotkać dziki na ulicach miasta, świadczyć może sytuacja, jaka panuje na warszawskich osiedlach graniczących z Puszczą Kampinoską. Tam buszujące między domami dziki są codziennym widokiem. Władze Warszawy radzą sobie z tym problem poprzez ich odławianie. Problem jednak w tym, że warszawskie dziki nie są zabijane. Większość z nich jest wywożona i trafia między innymi na teren gmin: Iłów, Młodzieszyn i Brochów, co powoduje zwiększenie liczby watah. A te z kolei muszą znaleźć sobie swój teren.
– Problem z „warszawiakami” nie polega tylko na tym, że są przywożone do nas. Stołeczne dziki są przyzwyczajone do widoku człowieka oraz hałasu. Nie boją się także psów ani wystrzałów. To z kolei powoduje, że trudno je przegonić. Z podobną sytuacją możemy mieć także do czynienia i na terenie Sochaczewa – mówi Sławomir Tomaszewski.
Tym bardziej, że dziki to inteligentne zwierzęta i bardzo szybko się uczą. Jeżeli „warszawska” locha, która trafiła na teren naszego powiatu nie boi się ludzi, to – jak zaznaczają nasi rozmówcy – wychowa swoje potomstwo tak, aby i ono nie bało się człowieka. A gdy tak się stanie, to widok dzika spacerującego po Sochaczewie nie będzie już czymś nadzwyczajnym.

Jerzy Szostak