Strona główna Sport KOLEJNY WYCZYN WIKINGA

KOLEJNY WYCZYN WIKINGA

226
0
PODZIEL SIĘ

TAEKWONDO Krzysztof Buczyński od około czterdziestu lat szkoli swoje ciało i ducha poprzez azjatyckie sztuki walki. W 1978 roku założył w Sochaczewie pierwszą w naszym mieście sekcję Tae Kwon Do. Od tego czasu trwa nieprzerwanie jako nauczyciel kolejnych pokoleń adeptów sztuk walki.

Pod koniec czerwca Wiking uczestniczył w Otwartych Mistrzostwach Europy Taekwondo, które zostały zorganizowane w Częstochowie przez ZS Polską Unię Taekwondo i Taekwondo Internationale. Klub UKS Wiking wyjechał w składzie: Krzysztof Buczyński, Radosław Brodecki, Artur Kaźmierski i Małgorzata Burzyńska.

Tak o tych zawodach opowiedział sochaczewski Wiking: – W mistrzostwach wystartowało ponad 500 zawodników z 13 państw, reprezentujących trzy kontynenty. Na otwarte mistrzostwa może przyjechać każdy, dlatego też zawsze występują najlepsi mistrzowie sztuk walki z całego świata. Zawodnicy taekwondo należą do najlepszych techników, a tę sztukę walki trenuje ponad 20 milionów ludzi. Zwyciężyć z najlepszymi na świecie graniczy z niemożliwością i nie jechaliśmy po medale”.

Jadąc na zawody, Krzysztof Buczyński miał postawiony przed sobą jasny cel: – Chciałem na tych prestiżowych zawodach zakończyć sportowe występy i zejść z maty z honorem. Ale dostaliśmy niesamowity prezent od Pana Boga. Zaraz na początku zawodów Radek, startując w układach tradycyjnych, wywalczył srebrny medal i tytuł wicemistrza Europy. W oczach miałem łzy szczęścia.

Nasz wojownik wystartował w zawodach, jednak na wiele nie liczył, ale sukces Radosława Brodeckiego dodał sił, wiary oraz mocno wyluzował. W tym momencie liczyło się przede wszystkim doświadczenie, a tego Krzysztofowi Buczyńskiemu nie brakuje.

– Pomimo 59 lat też startowałem w seniorach. Moi przeciwnicy mieli od 25 do 35 lat i byli u szczytu formy. Widać to było wizualnie i po wyjątkowo wysoko punktujących sędziach. Padały oceny 9,8 i 9,9 na 10 możliwych. Nie mogłem pokonać nawet jednego. Wyszedłem na matę całkowicie rozluźniony i spokojny. Mieliśmy już wielki sukces. Zdobyliśmy srebrny medal Mistrzostwo Europy. Czułem smak zwycięstwa. Byłem szczęśliwy, jak nigdy. I właśnie ze stoickim spokojem, a nawet uśmiechem, wykonałem Kata Suparinpej niemal całkowicie bezbłędnie. Byłem zadowolony. Ze zdumieniem patrzyłem na sędziego głównego, który pokazał 9,9 a drugi 9,8, ale nie liczyłem na medal. Pokonać najlepszych mistrzów taekwondo na świecie było niemożliwością, ale stał się cud. Zdobyłem wicemistrzostwo Europy. W wieku 59 lat pokonałem najlepszych na świecie. Nikt przede mną tego nie dokonał. Jeszcze raz zupełnie niespodziewanie udało mi się dokonać niezwykłego wyczynu. To prezent od Pana Boga za moją pracę, wysiłek i trud.

Czy sukces ten doda sił naszemu Mistrzowi i postanowi jeszcze przez kolejne lata zdobywać medale? Być może wybierze inną drogę. Odejdzie ze sportowego świata w glorii i chwale. Nie zaprzestając samodoskonalenia i podróży do Boga.

Tomasz Ertman

Fot. UKS Wiking TKTK