Strona główna Jerzy Szostak Wejście na wyższy poziom

Wejście na wyższy poziom

238
0
PODZIEL SIĘ
Pierwszy tegoroczny seans w sochaczewskim Kinie Letnim za nami. I można się spierać, czy dobrze się stało, że został on zorganizowany na miejskiej plaży, czy też nie. Chodzi mianowicie o to czy my, mieszkańcy Sochaczewa, umiemy i chcemy dbać o swoje miasto. Aby to sprawdzić, postanowiłem w sobotni poranek przejść się na plażę i zobaczyć, co pozostawili po sobie bywalcy piątkowego kina. I tu zaskoczenie.
Nie było żadnego bałaganu czy gór śmieci, które jeszcze do niedawna były wizytówką przystani. Dodajmy, do momentu otwarcia plaży. Fakt, gdzieniegdzie walały się pojedyncze papierki. Ale, jak na tak dużą liczbę osób, które oglądały film – można mówić o wzorowym porządku. Co ciekawe, podobny porządek panuje tu także w inne dni, lub bardziej noce, kiedy to plaża jest okupowana przez młodszą część sochaczewskiego społeczeństwa. Inaczej wygląda sprawa z wybudowanym niedawno umocnieniem skarpy. Tu również nie ma większego bałaganu. Nikt także nie wyrzuca, jak kiedyś na skarpę niepotrzebnych wiązanek czy wypalonych zniczy. Leży za to sporo butelek pozostawionych przez pijących, jakby trudno im było zabrać je ze sobą i wyrzucić do koszy znajdujących się na plaży czy przy ulicy Moniuszki.
Poraża natomiast co innego. A mianowicie spora liczba kamieni, które ktoś – jak sądzę dla zabawy – pozrzucał ze skarpy wprost na biegnąca pod murem oporowym ścieżkę. Tylko dużemu szczęściu ów „dyskobol” może zawdzięczać to, że nikt akurat nie przechodził dołem i nie został trafiony kamieniem. Gdyby tak się stało, miotacza czekałoby kilka lat izolacji. I niewykluczone, że w związku z rządowym programem szukania pracy dla więźniów spędziłby je na tłuczeniu kamieni w kamieniołomach.
Trochę inaczej na całą sprawę patrzą z kolei mieszkańcy ulicy Moniuszki, z którymi udało mi się porozmawiać. Ci nie mogą wyjść z podziwu nad swoistym fenomenem dotyczącym zachowania bywalców nocnych spotkań na plaży i przystani. Ci na dole zachowują się w miarę spokojnie. Przemiana, i to radykalna, następuje wraz z dotarciem na górę, czyli na ulicę Moniuszki. W tym momencie zaczynają się wrzaski i wycia. Niektórzy – jak powiedzieli nam mieszkańcy ulicy – urządzają sobie dodatkowe libacje i tańce na cmentarzu. Skąd ta nagła przemiana, aby nie powiedzieć zezwierzęcenie (choć to określenie w tym przypadku obraża naszych braci mniejszych)?
Przyczyna jest bardzo prosta. Otóż na dole przeważająca część osób przyjęła sobie do serca oczywistą prawdę, że lepiej i sympatyczniej jest spędzić czas, odpoczywając w czystym miejscu, a nie pośród tłuczonego szkła i śmieci. To z kolei powoduje, że do ogółu dołączają także jednostki, które tej oczywistej oczywistości jeszcze nie zrozumiały. Co prawda z miłą chęcią by sobie wyły i coś by stłukły, ale mają na tyle rozwinięty instynkt samozachowawczy i wiedzą, iż za takie zachowanie w tym miejscu mogliby sami zostać stłuczeni. Musi być to dla nich olbrzymi stres, który po osiągnięciu wyższego poziomu, czyli ulicy Moniuszki, próbują rozładować.
Ale czy o osiągnięcie takiego poziomu kultury chodzi?
Jerzy Szostak