Strona główna Janusz Szostak W lato nie pracujemy

W lato nie pracujemy

1418
0
PODZIEL SIĘ
Spotykamy ich każdego dnia, i niestety – na sochaczewskich ulicach – jest ich coraz więcej. Zwłaszcza gdy aura jest sprzyjająca. Kloszardzi, żule, menele – jak kto woli – letnią porą zapełniają niemal wszystkie ławki na sochaczewskich skwerach oraz na Placu Kościuszki. Można powiedzieć, że niektóre punkty centrum miasta skutecznie opanowali menele.
Prawdopodobnie osoby te nie znoszą zamkniętych przestrzeni, dlatego wybierają przebywanie na świeżym powietrzu, i sypianie w miejscach publicznych, głównie na ławkach, wokół których gromadzą imponujące ilości reklamówek z puszkami po piwie i innym dobytkiem.
Menele, to głównie panowie, chociaż w Sochaczewie jest w tym gronie także kilka pań. Jedna z nich dołączyła chyba niedawno, gdyż nie zdążyła się jeszcze do końca dopasować wyglądem i zapachem do reszty towarzystwa, na którego tle wygląda podejrzanie schludnie. Widać nawet ślady jej nie tak dawnej urody, nie do końca zabitej przez alkohol. I te gasnące resztki kobiecego piękna przyciągają do niej meneli. Kilka dni temu dwaj z nich pokłócili się o nią. Nie wiem dokładnie o co poszło, bo słyszałem tylko końcówkę dialogu:
– Ch… ci w du.. i vice versa! – wrzasnął wysoki menel w stronę zarośniętego typa przytulającego jego dotychczasową wybrankę serca.
– Ja ci ku… dam vice versa! – obruszył się aktualny adorator na taką wiązankę. I po tych słowach skoczyli do siebie na chwiejnych nogach. Niestety, ze względu na ich niewielką stabilność pionową, walka nie należała do pasjonujących. Gdyż obaj szybko przeszli ze stanu wertykalnego w stan horyzontalny, w sumie bardziej dla nich naturalny.
Już odchodziłem z Placu Kościuszki, gdy usłyszałem za plecami znaną wszystkim frazę: – Kierowniku kopsnij dwa złote na browara.
Odwracam się i widzę odtrąconego zalotnika.
– A nie możesz zapracować? Wszędzie potrzebują ludzi do prac sezonowych  – pytam, sam nie wiem po co.
– Nie no kierowniku, są wakacje. W lato nie pracujemy  – stwierdził z nieukrywanym oburzeniem. Co było robić. Kopsnąłem.
Koleś spojrzał na monetę, potem na mnie i ze zbolałą miną oświadczył: –  Mistrzu, ale za dwa złote to ja piwa nie kupię. No i kobita mnie rzuciła. Muszę się napić, bo mnie żal rozsadzi.
Cóż, tak mnie tym ujął, że mu dołożyłem.
Janusz Szostak
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTanie grzanie
Następny artykułZgadli bez trudu