Strona główna Jerzy Szostak Pokoloruj drwala

Pokoloruj drwala

262
0
PODZIEL SIĘ
Kilka tygodni temu jeden z sochaczewskich nauczycieli zadał mi zagadkę. Dotyczyła ona poziomu obecnej matury. Kiedyś – stwierdził – maturzysta dostawał pytanie: „Proszę obliczyć ilość metrów sześciennych i przestrzennych drewna, jaką drwal uzyskał w ciągu ośmiu godzin pracy, wycinając 100 sosen o długości 30 metrów i średnicy pnia w dolnym końcu 40 centymetrów, a w górnym 20 centymetrów. Przyjmując, że średnica pnia w środkowej jego części wynosi 30 centymetrów”. Obecnie, jak stwierdził mój znajomy, na maturze też jest zadanie o drwalu. Z tym tylko, że brzmi ono: „Pomaluj drwala”.
I tą anegdotą można byłoby skomentować poziom wypowiedzi Bogusława Kwiatkowskiego, który w lokalnym radiu oraz na jednym z portali społecznościowych odniósł się do mojej uwagi, że uchwalony w 1377 roku w Sochaczewie dokument, to nie „statuty”, ale „statut”.
Otóż Kwiatkowski stwierdza: „Szanowny Pan Redaktor krytykując mnie, skrytykował tym samym m.in. mieszkających w Sochaczewie autorów publikacji historycznych, czy też władze miasta Sochaczewa, które na wzgórzu zamkowym umieściły baner z nazwą „Statuty Mazowieckie”.
Po przeczytaniu tych słów powinienem paść na kolana i prosić wszystkich, których Kwiatkowski wymienia, o przebaczenie. Powiem tylko tyle, że nie mam zamiaru tego robić. Ale nie z czystej przekory. Po prostu z faktu, że zbiór praw uchwalonych w Sochaczewie przez Ziemowita III w 1377 roku nie był statutami, ale Statutem. I swojego zdania w tej materii nie zmienię.
Ale problem polega nie tylko na tym. Otóż Bogusław Kwiatkowski, jako historyk powinien wiedzieć, że „metoda pracy historyka, a za takiego się uważa, polega na badaniu zjawisk minionych poprzez krytyczną interpretację ich pozostałości i świadectw (źródeł), w celu dotarcia do pewnych faktów, które ułożone chronologicznie przedstawiane są w postaci narracji”.
Tymczasem z jego wypowiedzi można wnioskować, że wychodzi on z założenia, że o żadnej krytycznej interpretacji nie może być mowy, ponieważ ktoś powiedział – że to były Statuty, więc tak być powinno.
Najciekawszy jest jednak ostatni fragment wypowiedzi Kwiatkowskiego, w którym stwierdza on, że użycie przez niego sformułowania „średniowieczna Rzeczpospolita” było skrótem myślowym, ponieważ: „Na pierwszym miejscu stawiam na język zrozumiały dla przeciętnego słuchacza, wypowiadając się w radiu, gazecie, czy podczas prelekcji. Stąd ten skrót myślowy o średniowiecznej Rzeczypospolitej, rozumianej tu jako Polska, Ojczyzna. Nie użyłem przecież określenia I Rzeczypospolita, czy Rzeczypospolita Obojga Narodów. Ważne, aby przekaz był zrozumiały dla każdego. Nie dotrzemy z opowieścią historyczną do słuchacza, epatując językiem naukowym – historycznym czy prawniczym”.
Drogi panie Bogusławie, właśnie z szacunku do Polski, Ojczyzny oraz jej historii powinniśmy nazywać rzeczy po imieniu, i na Panu jako historyku spoczywa ten obowiązek. Jeżeli pan tego nie rozumie, to jedynie mogę współczuć i życzyć powodzenia w kolorowaniu drwala.
Jerzy Szostak
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWojna światów
Następny artykułPowrót nad rzekę