Strona główna Kronika kryminalna Dla zabawy wzywają straż i policję

Dla zabawy wzywają straż i policję

749
0
PODZIEL SIĘ
 Choć na terenie powiatu sochaczewskiego nie ma zbyt wielu fałszywych alarmów i wezwań, to jednak trafiają się od czasu do czasu żartownisie wzywający policję i straż do nieistniejących wypadków oraz pożarów. Na szczęście te wezwania nie miały przykrych konsekwencji, bo w tym samym czasie nie zabrakło interweniujących do prawdziwego zdarzenia.
Na terenie powiatu nie mamy praktycznie wezwań do fikcyjnych pożarów. Co prawda fałszywe alarmy pożarowe zdarzają się, jednak nie są tu winni żartownisie – zaznacza Rafał Krupa, rzecznik Komendy Państwowej Powiatowej Straży Pożarnej w Sochaczewie. – Fałszywe alarmy najczęściej spowodowane są przez automatyczne czujniki przeciwpożarowe. Na terenie powiatu sochaczewskiego mamy 28 obiektów wyposażonych w takie czujniki, które reagują nawet na sytuacje niby pożarowe. Na przykład może to być unosząca się para wodna, co myli taki czujnik, lub nawet kurz. To nie są doskonałe urządzenia, i nie potrafią sklasyfikować zdarzenia.
Trzeba sprawdzać
W przypadku, jeśli na miejscu zdarzenia obsługa nie zweryfikuje, czy doszło do pożaru, czy też nie, wówczas udaje się tam ekipa strażaków. Jak zaznacza Rafał Krupa, żadnego z takich automatycznych sygnałów nie można lekceważyć, choć niemal w stu procentach są fałszywe.
Był niedawno jeden przypadek, kiedy pojechaliśmy na sygnał czujnika i okazało się, że rzeczywiście pojawił się ogień w zakładzie przemysłowym. Szybka akcja zdusiła pożar w zarodku i obyło się bez większych strat – stwierdza Rafał Krupa.
Jak dodał, czasem sygnały o pożarach okazują się fałszywe, choć nie dostrzega w nich złośliwości.
Wiele z tych zgłoszeń jest w dobrej wierze. Ktoś zauważył jakieś dymy, opary pożaropodobne, które wydawały mu się śladem dymu. Złośliwe wezwania są sporadyczne. Raptem kilka w roku – zauważa rzecznik straży.
W ostatnim weekend samych pożarów na szczęście było niewiele. Tegoroczna aura sprzyja bezpieczeństwu i mniej jest zagrożeń. Jednak Rafał Krupa przypomina, że jeśli komuś po głowie chodzi wzywanie strażaków do fikcyjnego pożaru, to może to przypłacić grzywną około 1500 złotych, a nawet wyrokiem od 6 miesięcy do 8 lat. Wysokość kary zależna od tego, jak wielkie było zaangażowanie służb i zagrożenie bezpieczeństwa publicznego.
Cięci na żartownisiów
Z kolei sochaczewska policja nie notuje prawie wcale fałszywych alarmów. W minionym roku nie było zgłoszeń o podłożeniu ładunków wybuchowych. Moda na takie alarmy raczej nie działa na terenie naszego powiatu. Żartownisi – bombiarzy policja zwykle wychwytuje niemal błyskawicznie i konsekwencje, jakie ich spotykają są poważne. Rok temu zdarzyły się jednak fałszywe pogróżkami na skrzynki mailowe. Wrzucane one były na adresy urzędów w całej Polsce. Taki alarm dotknął również Urzędu Miejskiego w Sochaczewie, gdzie na kilka godzin zablokowało to pracę urzędników z powodu ewakuacji. Sprawa nadal jest wyjaśniana.
Parę lat temu na terenie Sochaczewa był jeden telefon zgłaszający fikcyjny wypadek drogowy na drodze krajowej nr 50. Jak informuje Agnieszka Dzik, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji, w nocy 23-letnia mieszkanka gminy Młodzieszyn powiadomiła policję o groźnym wypadku na obwodnicy w okolicach Młodzieszyna. Wezwanie zostało potraktowane z powagą, gdyż żadne zgłoszenie o wypadku nie jest przez policję lekceważone. W miejsce zgłoszenia wysłano 3 zastępy pogotowia i straży pożarnej. Jednak po dojechaniu na miejsce i przejechały wskazanego odcinka drogi nr 50, ratownicy nic nie znaleźli, co by wskazywało na wypadek na tej drodze lub w bliskim jej sąsiedztwie. Policja bardzo szybko ustaliła sprawczynię fałszywego wezwania. Kobieta przyznała się do czynu i poddała karze. Została ukarana grzywną w wysokości 1500 złotych i nawiązką na rzecz oddziału ratunkowego szpitala w wysokości 1000 złotych.
Tacy ludzie, którzy bezpodstawnie wzywają do wypadku nie zdają sobie sprawy z tego, że ktoś może w tym samym czasie, kiedy policja sprawdza wezwanie, potrzebować pomocy. Na szczęście na razie nie mamy teraz takich zgłoszeń – informuje Agnieszka Dzik.
Wezwanie to nie pomoc
Owszem zdarzają się przypadki bezpodstawnego wzywania pogotowia ratunkowego. Najczęściej są to wezwania do osób, które gdzieś leżą przy drodze lub ktoś zauważył leżącego nieprzytomnego. Kiedy jednak karetka pojedzie do takiego kogoś, okazuje się, że już tam nikogo nie ma, bo na przykład był to jakiś pijany osobnik, który ocknął się i poszedł sobie. Zatem zanim się wezwie pogotowie, to kierowca lub inny wzywający powinien sprawdzić, co z takim delikwentem się dzieje, czy oddycha i udzielić mu pierwszej pomocy. Ratownik z pogotowia poinstruuje go telefonicznie co robić, jak ułożyć taką osobę i co z nią zrobić. W tym czasie na pewno karetka z ratownikami pojedzie – informuje dyżurny Pogotowia Ratunkowego Mazowsze Zachód.
Zaznacza, że samo wezwanie służb medycznych nie wystarczy, gdyż w przypadku, kiedy ratownicy pojadą i nie zastaną nikogo, to taka karetka jest na około 30 minut zablokowana. W tym samym czasie ktoś naprawdę chory może jej pilnie potrzebować.
Takie działanie nie jest w dobrej wierze, a raczej to bezmyślne postępowanie kogoś kto myśli, że pomaga. Jest wprost przeciwnie. Takim postępowaniem wprowadza się tylko zamęt, który dezorganizuje naszą pracę i może być powodem, że ktoś naprawdę potrzebujący nie dostanie pomocy – stwierdza ratownik pogotowia.
Nawet 1500 zł grzywny

Tymczasem nawet 1500 zł grzywny lub areszt będzie grozić osobie blokującej numery alarmowe – zakłada prezydencki projekt nowelizacji kodeksu wykroczeń.

Celem przygotowanego przez prezydenta Andrzeja Dudę projektu nowelizacji Kodeksu wykroczeń jest zapewnienie społeczeństwu łatwiejszego i skuteczniejszego dostępu do telefonicznych numerów alarmowych – 112, 984, 985, 986, 997, 998 i 999, poprzez wprowadzenie wyraźnego zakazu bezzasadnego blokowania tych numerów, w szczególności rozłączania połączenia przed podjęciem czynności przez operatora numerów alarmowych.

Zgodnie z projektem kto umyślnie, bez uzasadnienia, blokuje telefoniczny numer alarmowy, utrudniając lub uniemożliwiając prawidłowe funkcjonowanie systemu powiadamiania ratunkowego będzie podlegał karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1 500 zł.

Obecnie wykroczeniem jest wprowadzanie w błąd (fałszywa informacja) z zamiarem wywołania niepotrzebnej czynności instytucji lub organu (art. 66 § 1 Kodeksu wykroczeń). Grozi za to kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

Bogumiła Nowak
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKoperty uratują życie seniorów
Następny artykułLetni hummus