Strona główna Jerzy Szostak Zapomniana tożsamość

Zapomniana tożsamość

133
0
PODZIEL SIĘ
Kolejne Dni Sochaczewa za nami. I jedno jest pewne, obecna ich formuła już się wyczerpała. Nie chodzi tylko o dobór wykonawców czy miejsce, gdzie się odbywa ta impreza. Problem leży zupełnie gdzie indziej.
Obecnie jest to jedynie festyn, który wypada zorganizować. Gdy tymczasem powinno to być święto mieszkańców. Święto, które powinno nie tylko jednoczyć mieszkańców, ale przede wszystkim pokazywać ich dorobek, a tym samym tożsamość. I nie chodzi o tożsamość regionalną, bo o takiej w przypadku Sochaczewa – w przeciwieństwie do pobliskiego Łowicza – trudno mówić. Tym bardziej, że w wyniku różnych zbiegów okoliczności na przestrzeni wieków nie udało się jej stworzyć. Duży wpływ na to, co trzeba otwarcie powiedzieć, miał także przekrój społeczny miasta. O ile wyznawcom judaizmu, którzy stanowili ich większość, ową tożsamość udało się osiągnąć, to pozostałej części mieszkańców już nie. Natomiast próby jej stworzenia w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku, przerwała II Wojna Światowa. Z kolei po jej zakończeniu władze komunistyczne robiły wszystko, aby do tego nie dopuścić. Może już pora, aby ową tożsamość zacząć budować.
Zwrócił na to uwagę –  podczas uroczystej sesji Rady Miejskiej, która zapoczątkowała tegoroczne Dni Sochaczewa – burmistrz Piotr Osiecki. Odnosząc się do przypadającej w tym roku 640. rocznicy uchwalenia Statutu Sochaczewskiego, pierwszego zbioru praw na Mazowszu. Burmistrz stwierdził, że w historii miasta jest także wiele małych, zapomnianych rocznic i ludzi, którzy swoimi działaniami przyczynili się do jego rozwoju. Zaś podjęte przez nich przed laty decyzje mają wpływ na obecny kształt miasta i życie jego mieszkańców. I właśnie o tych małych rocznicach i zapomnianych mieszkańcach należy pamiętać, na nich i na obecnych mieszkańcach budować tożsamość miasta.
W podobnym duchu wypowiadali się także inni uczestnicy sesji, odmieniając frazę „praca na rzecz miasta i bezinteresowne zaangażowanie na rzecz jego rozwoju” na wszelkie możliwe sposoby. Trudno się temu dziwić.  Gdyż w ostatnich latach rzeczywiście mamy z czymś takim do czynienia. Z sytuacją, gdzie wzajemne animozje i uprzedzenia odstawiono na bok, a ich miejsce zajęła współpraca. Miejmy nadzieję, że tak już pozostanie. Tym bardziej, że powrót do tego, co było wcześniej, nie przyniesie nic dobrego.
Co zaś się tyczy historii. Otóż jednym z punktów uroczystej sesji Rady Miejskiej był wykład zatytułowany „640. rocznica uchwalenia statutów w Sochaczewie”. Od razu prostuję – nie Statutów a Statutu. Podobnie jest z kolejnym stwierdzeniem zawartym w wydanej z tej okazji publikacji, że w średniowiecznym Mazowszu oraz na obszarze Rzeczypospolitej prawo oparte było przede wszystkim na prawie zwyczajowym. Przypomnę autorowi owej odkrywczej tezy, że nazwa Rzeczypospolita odnosi się do nazwy państwa polsko-litewskiego i była używana  od drugiej połowy XVII wieku. A za symboliczne daty jej powstania uważa się: 1454 rok – wydanie Przywilejów Cerekwicko – Nieszawskich, 1505 rok – ogłoszenie Konstytucji Nihil Novi lub 1569 rok – zawarcie Unii Lubelskiej. Co więcej, na terenie Rzeczypospolitej nie obowiązywało prawo zwyczajowe, co każdy, kto zdał maturę, powinien wiedzieć.
Jerzy Szostak

 

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSkarpa nie spłynie Bzurą
Następny artykułGra do jednej bramki