Strona główna Bez kategorii Radna mówi, że dziki wchodzą na podwórka

Radna mówi, że dziki wchodzą na podwórka

162
0
PODZIEL SIĘ

SOCHACZEW Radna Jadwiga Wódka już od kilku sesji Rady Gminy Sochaczew sygnalizuje problemy zgłaszane jej przez mieszkańców gminy, głównie rolników, a związane z niszczeniem upraw przez dzikie zwierzęta.

Zwierzyna łowna niszczy nie tylko uprawy zbożowe i ziemniaki, ale coraz częściej także przydomowe ogródki i obejścia gospodarcze. W ostatnich latach szczególnie dziki stają się bardzo niebezpieczne, gdyż zaczynają napastować ludzi o jedzenie. Radna sygnalizuje, że bliskość siedzib ludzkich przy wyprawach rodzinnych dzików jest też zagrożeniem szczególnie dla małych dzieci, które mogą zostać przez nie zaatakowane.
Rolnicy proszą mnie, aby coś z tym w końcu zrobić. Teraz sytuacja stała się alarmująca. Dziki coraz bardziej atakują gospodarstwa w naszej gminie. To już nie są pojedyncze sztuki, ale całe rodziny z małymi. Takie watahy stają się coraz bardziej agresywne. Nie boją się już człowieka. Podchodzą pod domy i wręcz zaczynają żebrać o jakieś jedzenie. Jeśli im się nic nie da, to same wchodzą w szkodę, ryją ile wlezie, i gdzie tylko się da – mówiła radna Jadwiga Wódka.
Apelowała, by coś z tym zrobić, gdyż robi się coraz mniej bezpiecznie. Apelowała, aby rada gminy zajęła się tym tematem i zgłosiła sprawę ministrom ochrony środowiska i rolnictwa. Sugerowała, że być może koniecznym stanie się wniosek, aby jesienią zwiększono limity odstrzałów dzików, lub je odłowiono i przesiedlono w miejsca nieco oddalone od gospodarstw rolnych. Nawet na drugi koniec Polski, np. do jakiegoś parku narodowego lub puszczy.
Sama interweniowałam w sprawie dzików w biurze poselskim Marka Jakubiaka i przedstawiłam ten problem. To ważna dla rolników sprawa. Skala strat jest obecnie tak duża i tak mocno odbija się na ich domowych budżetach, że wielu z nich ledwo wiąże koniec z końcem. Problem dzików i w ogóle innych dzikich zwierząt, które podchodzą pod siedziby ludzkie, jest jednym z większych na naszym terenie. Ci, co sadzą kukurydzę i ziemniaki, mają prawie w całości zniszczone uprawy. Nie można ich z tym zostawić samych i w nieskończoność czekać z załatwieniem sprawy – zaznacza radna.
Czesław Ćwikliński, przewodniczący rady gminy, stwierdził, że rzeczywiście sprawa  nie jest nowa, ale w najbliższym czasie zostanie podjęta po zebraniu odpowiedniej ilości materiałów i potrzebnych danych. Na spotkanie zostaną zaproszeni również leśnicy i poproszeni o głos w tym temacie.
BN