Strona główna Powiat Gminom grozi wielki potop śmieci

Gminom grozi wielki potop śmieci

123
0
PODZIEL SIĘ
Wprowadzenie ustawy śmieciowej miało rozwiązać definitywnie narastający problem śmieci i ich nielegalnego wyrzucania. Teoretycznie wszystko wygląda idealnie. Jednak w praktyce niewiele się zmieniło, a nawet czasami dzieje się wprost przeciwnie. Śmieci zamiast lądować na legalnych składowiskach, gdzie zostaną zutylizowane, trafiają na łąki, do lasów i przydrożnych rowów.
Na taki stan rzeczy skarżą się wójtowie gmin, którzy zwracają jednak uwagę na to, że wiele odpadów nie jest „autorstwa” mieszkańców ich gmin. Sporo śmieci dowożonych jest czasem z dość daleka i porzucanych w workach przez zamiejscowych.
Gdy sprzątamy dwa razy w roku pobocza dróg, to można zauważyć, że wiele z tych odpadów jest wyrzucanych przez jadących drogą kierowców i podróżnych. Takich zaśmiecających trudno jest złapać na gorącym uczynku – mówił wójt Roman Kujawa na jednej z wiosennych sesji Rady Gminy Iłów – Niektórzy z przyjezdnych potrafią całą wywrotkę zawieźć nam do lasu. Czasem łatwiej jest ustalić, kto tego dokonał po przeglądzie odpadów. Jednak najczęściej, o ile uda się znaleźć takie dzikie wysypisko, to nasze działania sprowadzają się jedynie do usuwania śmieci.
W gminie do utrzymania porządku przy drogach wytypowani są pracownicy z robót publicznych. Jak zaznacza wójt, gdyby nie oni, to pobocza wyglądałyby jeszcze gorzej. Z kolei w akcji sprzątania lasu wykorzystywane są dzieci i młodzież uczestnicząca w programie Sprzątania Świata.
 Śmieciarze to przejezdni
W naszej gminie nie widać nowopowstających dzikich wysypisk śmieci. Staramy się tę sytuację jakoś opanować i bacznie obserwować okolicę przez cały rok. Reagujemy natychmiast na najmniejsze nawet sygnały. Jednak pozostały nam jeszcze stare, wcześniejsze wysypiska, które staramy się powoli usuwać. To długotrwała praca na całe lata – mówi Maciej Mońka, wójt gminy Nowa Sucha.
O wysypisku koło Kozłowa Biskupiego – o którym poinformował portal sochaczewianin.pl, gdzie znaleziono fragmenty samochodu  z tablicami rejestracyjnymi – wójt wie i jak dodaje, sprawą zajmuje się policja.
Stare, dzikie śmietniska są jeszcze w Szeligach, w pobliskim lesie. Wójt Maciej Mońka zaznacza, że i tam władze gminy starają się nakłonić mieszkańców, by w miarę możliwości usuwali zalegające las śmieci.
Dla nas największym problemem ostatnio są wędkarze i kierowcy dużych samochodów transportowych. W pierwszym przypadku nie mogę wyjść ze zdziwienia, że osoby, które chcą sobie odpocząć w naturze, nad Bzurą, do tego stopnia zaśmiecają jej brzegi i okolice. Mieszkańcy gminy skarżą się, że bardzo często znajdują tam porzucone resztki jedzenia i worki z odpadkami – dodaje Maciej Mońka – Drugi problem stwarzają kierowcy tirów, którzy w okolicach swych postojów zostawiają brzydkie pamiątki po sobie. Najczęściej wrzucają je do przydrożnych rowów lub do lasów. I tak tworzą się te dzikie wypiska. Czasem trudno się z tym uporać. Największy problem jest właśnie w Kozłowie Biskupim nad Bzurą.
Większość samorządowców uważa, że przepisy dotyczące gospodarki śmieciowej są za mało restrykcyjne w stosunku do zaśmiecających i nawet jeśli złapie się jakichś śmieciarzy, to najczęściej udaje im się unikać płacenia kar, lub są one niewysokie. Gorzej jest, gdy trafi się na kogoś, kto z własnej posesji robi sobie składowisko odpadów.
Wysypiska szybkiego ruchu
Jednym z największych problemów śmieciowych są drogi przebiegające przez gminy, a wiodące w kierunku Warszawy. Przy nich i w bliskim ich sąsiedztwie, jak grzyby po deszczu wyrastają sterty śmieci. Bywa, że z samej drogi ich nie widać, ale wystarczy zagłębić się nieco w przydrożne chaszcze lub lasek. Wtedy trafi się na porzucone opakowania po produktach spożywczych, napojach, a nawet całe wory odpadków, często szkodliwych. W rejonach leśnych jest to o tyle uciążliwe, gdyż zwierzyna zwabiona zapachem jedzenia rozrywa i rozrzuca po okolicy te śmieci.
– Staram się śledzić na bieżąco najbliższą okolicę i objeżdżać ją w miarę możliwości jak najczęściej, aby szybko usunąć odpady z lasu – mówi Dariusz Sączewa, radny gminy Młodzieszyn i prezes Spółki Wodno-Gruntowej w Kamionie – Czasem jednak trafiam na wyrzucone sterty odpadów wprost na leśną drogę. Trzeba by dokładnie przejrzeć te śmieci i na  podstawie jakichś starych rachunków czy kopert po listach może udałoby się ustalić śmieciarza. Tylko, kto będzie grzebał w takich stertach. Czasem, jak od razu zauważy się takie „zaadresowane” odpadki, to wiadomo kogo oskarżyć. Jednak najczęściej usuwanie tych śmieci, choć ich nie wyrzucaliśmy, spada na nas, czyli  mieszkańców – dodaje.
Na bezinteresownych śmieciarzy przydrożnych skarży się też Mirosław Orliński, wójt gminy Sochaczew.
Staramy się jako gmina zbierać jak najszybciej te porzucone reklamówki ze śmieciami przy drogach i w sąsiadujących z drogami lasach. Mamy do tego odpowiedni sprzęt. Wyznaczone są też specjalne kontenery, które są w Kątach. Tam trafiają zebrane, przydrożne śmieci, a także z miejsc, które nam zgłaszają mieszkańcy – mówi wójt gminy Sochaczew – Nie można odpuścić sobie tego na potem, gdyż jeśli szybko nie sprzątnie się tych kilku reklamówek, to za kilka dni rodzi się w danym miejscu dzikie wysypisko i problem jest znacznie większy. Wtedy trzeba sporej pracy, by teren doprowadzić do porządku.
W gminie Sochaczew sprzątają jedynie przy drogach gminnych. W przypadku powstających śmietnisk przy powiatówkach i krajówkach zawiadamiają zarządcę drogi. Utrzymaniem czystości w gminie i sprzątaniem niemal od początku zajmuje się Gminny Zakład Gospodarki Komunalnej. Na razie udaje mu się w miarę opanować sytuację związaną z dzikimi wysypiskami, choć te likwidowane w jednym miejscu, pojawiają się bardzo szybko w następnym.
Nie bogata ale czysta
Nie ukrywam, że dla naszej gminy problem zaśmiecania okolic dróg i pojawianie się dzikich wysypisk jest sporym wyzwaniem. Jednak staramy się na bieżąco usuwać wszelkie odpady z rowów i lasów. Jeśli tylko ktoś z mieszkańców nas zawiadomi o tym, natychmiast kierujemy tam pracowników zakładu komunalnego. Po każdej zimie przeprowadzamy też kompleksowe sprzątanie naszej gminy – mówi Monika Ciurzyńska, wójt gminy Kampinos.
W tym roku w gminie Kampinos uprzątnięto pobocza i przydrożne rowy wzdłuż drogi nr 580 oraz dróg powiatowych i gminnych. Jak dodaje Monika Ciurzyńska, wysiłek by doprowadzić te miejsca do porządku jest duży, ale jednocześnie, jeśli gmina nie jest bogata, to jednak powinna być czysta i zadbana. Z drugiej strony utrzymanie gminy w porządku jest niezmiernie trudne.
Mieszkańcy starają się, ale bywa tak, że właśnie przejezdni i to często kierowcy tirów zaśmiecają nam trasę swego przejazdu, wyrzucając wszystko co im zbędne, za okno. A przecież przy parkingach, przy drogach są pojemniki na odpadki dla podróżnych – dodaje pani wójt.
– Również w naszej gminie dzikie wysypiska pojawiają się co i rusz. Wystarczy chwila zmniejszonej czujności i można natrafić na pełne wory porzucone przy drogach lub w lesie. Pracownicy urzędu gminy zostali uczuleni na to, aby jak tylko dostrzegą gdzieś śmieci, podjęli odpowiednie działania. Zakład Gospodarki Komunalnej monitoruje te sprawy na bieżąco – dodaje Piotr Szymański, wójt gminy Brochów – Dwa razy do roku jest u nas gminna akcja zbierania śmieci. W tym roku po zimie doprowadziliśmy do porządku rowy i pobocza. To przynosi efekty, a ponadto ma wymiar edukacyjny, gdyż uczy mieszkańców dbałości o swoje posesje i najbliższą okolicę.
Wysypiska też płoną
Z opinii strażaków wynika jednak jeden pocieszający fakt. W znacznie mniejszym stopniu niż przed laty płoną wysypiska. Niegdyś były bardzo częste pożary w tych miejscach i to zarówno na tych legalnych, jak i na dzikich.
– Jednak nie można powiedzieć, że jest już bezpiecznie. Ogień nadal się pojawia. I to najczęściej na dzikich wysypiskach. Mamy takich zdarzeń kilkanaście w ciągu roku. Nie są to ustalone i powtarzające się miejsca. Raczej przypadkowe zdarzenia, ale są. Pożary te nie są też codziennością, choć są dużo groźniejsze niż w przypadku legalnych wysypisk  – stwierdza Rafał Krupa, rzecznik prasowy Komendy Państwowej Powiatowej Straży Pożarnej w Sochaczewie.
Kilka lat temu, jak dodaje, dużym problemem było nieczynne, zamknięte wysypisko śmieci w Kuznocinie, które ciągle stawało w ogniu. Jednak po pracach zabezpieczających pożary w tym miejscu się skończyły. Na terenie powiatu teraz najczęściej płoną śmietniki przycmentarne oraz składowisko odpadów w Topołowej. Pożary na dzikich wysypiskach najczęściej trafiają się na obrzeżach lasów. Wtedy zdaniem Rafała Krupy zagrożenie potęguje się, bo ogień – poprzez szybkie rozprzestrzenianie przez ściółkę leśną – może spowodować znaczne straty.
Na razie wójtowie i szefowie GZGK nie kryją, że likwidowanie dzikich wysypisk to czasem beznadziejna walka z wiatrakami. Jednak odpuszczenie sobie tej kwestii choćby na moment może spowodować, że gminy utoną w śmieciach i cały wysiłek włożony w rozwój oraz promocje tym samym pójdzie na marne.
Pomimo wszystko trzeba robić swoje i dbać o własne miejsce zamieszkanie – stwierdza Monika Ciurzyńska.
Bogumiła Nowak
Fot. Na śmietnisko   nieopodal  mostu w Kozłowie Biskupim ktoś wyrzucił części samochodu wraz z tablicami rejestracyjnymi