Strona główna Sochaczew miasto Czy jedzenie po weselu wyrzucić, czy oddać innym

Czy jedzenie po weselu wyrzucić, czy oddać innym

259
0
PODZIEL SIĘ
Lato to czas licznych uroczystości, na które przygotowywane są poczęstunki. Po skończonej biesiadzie najczęściej borykamy się z problemem nadwyżki jedzenia, którego nie zdołali skonsumować goście. Nie zawsze wystarczającym rozwiązaniem jest rozdanie jedzenia wśród rodziny, przyjaciół czy sąsiadów. Czy jedzenie możemy przekazać instytucjom pomocy społecznej?
Do naszej redakcji zgłosił się świeżo upieczony pan młody. Pytał, czy wiemy, komu może przekazać jedzenie, które zostało po uroczystości weselnej. Postanowiliśmy sprawdzić, jaki będzie odzew placówek oraz czy w ogóle można przekazać żywność placówkom opieki społecznej.
Chętnych nie ma
Zakazu przyjmowania nie ma, natomiast my nie przyjmiemy takiego jedzenia, gdyż po prostu boimy się infekcji żołądkowych. Na weselu wiadomo, to jedzenie stoi gdzieś na stole całymi godzinami, ludzie też są różni – mówi Joanna Majewska, dyrektor Środowiskowego Domu Samopomocy w Sochaczewie. – Komuś może wydawać się, że coś jest jeszcze dobre. Nie zaryzykowałabym, dając zgodę na podawanie – stanowczo oznajmiła. Po czym przedstawiła zasady panujące w jej placówce: – My, jeśli przyjmujemy jedzenie, to od profesjonalnych instytucji i prosto z chłodni, oni odpowiadają za jakość tego pożywienia, bo prowadzą działalność gospodarczą. Natomiast tak od prywatnej osoby, to może okazjonalnie, ale od rodziców podopiecznych. Nie podjęłabym decyzji, aby przyjąć jedzenie nieznanego pochodzenia. Wiem, że po weselach jedzenie się marnuje, ale najważniejsza jest odpowiedzialność – stwierdziła.
Zainteresowany propozycją był Caritas Diecezji Łowickiej w Sochaczewie oraz Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, niestety placówki mimo chęci skorzystania z oferowanej pomocy, nie mogłyby jedzenia przyjąć. W Caritas na stanie jest jedna lodówka, a w MOPS-ie, jak mówi Anna Kuzińska – kierownik działu: – Na chwilę obecną nie ma takiej możliwości. Takie rozwiązanie nie wchodzi w grę ze względów sanitarnych i braku odpowiednich warunków, musielibyśmy mieć specjalne lodówki, a tego nie mamy – przyznała.
Inaczej sprawa wygląda w Warszawie, tam, chcąc podzielić się przygotowanym jedzeniem, możemy spokojnie zgłosić się do odpowiedniej instytucji. Magdalena Krajewska, prezes Banku Żywności, wyjaśniła nam procedury: – Jeśli zgłosi się do nas osoba prywatna, która  chce przekazać żywność, to my skontaktujemy ją  z wybranym ośrodkiem, który jedzenie odbierze bezpośrednio. Natomiast my jako bank możemy odbierać żywność wyłącznie z firmy kateringowej.
 Przezorny ubezpieczony
Decydującą była opinia Sanepidu, który stoi na straży zdrowia. Wielkim zaskoczeniem było przyzwolenie na tego typu oferty, oczywiście z zachowaniem należytej ostrożności i całkowitą odpowiedzialnością.
Nie ma takiego przepisu prawa, który zabraniałby przyjęcia oferowanego przez osobę prywatną jedzenia, ale to musi być zgłoszone, sprawdzone. Zastrzec należy, że taka żywność musi być świeża, a nie przetrzymana do utraty przydatności i dopiero oddana, kiedy spożycie grozi powikłaniami. Ktoś to musi kontrolować – stwierdziła Maria Olędzka, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Sochaczewie. Jeśli taka jednostka, jak MOPS czy inna placówka, chciałaby skorzystać z takiej propozycji, to oczywiście istnieje taka możliwość, ale musi zgłosić się do właściwego inspektora sanitarnego. Każdy przypadek jest indywidualnym przypadkiem i rozpatrywany jest w sposób właściwy przez inspektora, zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie żywności i przepisami unijnymi – wyjaśniła.
Brak warunków sanitarnych czy weryfikacja przydatności jedzenia są najmniejszym problemem. Największym jest wciąż niska świadomość, że jeśli czegoś mamy zbyt wiele, to warto podzielić się z tymi, którzy nie mają nic.
Joanna Smacka