Strona główna Janusz Szostak Nie płaczę po Opolu

Nie płaczę po Opolu

342
0
PODZIEL SIĘ
Od bardzo dawna nie słuchałem takiej muzyki, jaka była wykonywana na festiwalu opolskim. To po prostu nie moje klimaty. Jednak wiem, że jest sporo osób, które lubią tego typu piosenki i ich wykonawców. Wygląda jednak na to, że jest to uczucie bez wzajemności. Gdyż część wykonawców postanowiła zbojkotować Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, a zatem i swoich słuchaczy.
Nagle okazało się, że festiwal w Opolu jest widowiskiem o podłożu politycznym. Za komuny ci sami ludzie nie bojkotowali Opola, Kołobrzegu czy innej Zielonej Góry. Nawet stan wojenny im nie przeszkadzał, i nie robili wówczas podobnego cyrku. Bo zapewne strach na to nie pozwalał. Teraz zebrało się im na odwagę.
Myślę, że wielu z tych wykonawców już dawno powinno zejść ze sceny. I teraz ma ku temu doskonałą okazję. I przy tej okazji artyści bojkotujący Opole powinni również zrezygnować ze wszystkich występów na festynach, które organizowane są przez urzędy miast i gmin, gdzie władzę ma PiS.
Swoją drogą bojkot festiwalu piosenki przez piosenkarzy, to jak bojkotowanie kiosków „Ruchu” przez wydawców prasy. Idiotyzm, krótko mówiąc.
I ten kretynizm udzielił się też wielu polskim mediom. Miałem ostatnio nieodparte wrażenie, że bardziej przejęły się one odwołaniem festiwalu w Opolu, niż kolejnymi zamachami w Europie.
Cieszmy się, że mamy tylko takie problemy, jak los festiwalu szansonistów. I dziękujmy Bogu, że rządzą nami ludzie, którzy – wbrew skretyniałej opozycji i aroganckim kacykom europejskim – chronią nas przed problemami, które dotykają teraz znaczną część Europy.
Leo
PS. Tak sobie przy tej okazji myślę, że skoro wyścig Paryż-Dakar może odbywać się w Argentynie, to świat nie zawali się po opolskim festiwalu w Kielcach.