Strona główna Sochaczew gmina Mieszkańcy chcą mieć wpływ na decyzje gminach

Mieszkańcy chcą mieć wpływ na decyzje gminach

323
0
PODZIEL SIĘ
Fot. Bogumiła Nowak Podpis. Elżbieta Maciejska, sołtys Kożuszek Parceli przedstawiła protest mieszkańców na sesji Rady Gminy
 Mieszkańcy gmin w powiecie sochaczewskim coraz bardziej domagają się udziału w podejmowaniu kluczowych decyzji dla gmin. Niestety zdarzają się przypadki, że przedsiębiorcy próbują ominąć drogę konsultacji społecznych i czasem negocjują swoje inwestycje poza plecami społeczności lokalnych. Na to, jak się okazuje, w gminach nie ma zgody. Mieszkańcy sprzeciwiają się takim praktykom w myśl zasady „nic o nas bez nas”.
Do praktyk ominięcia opinii społecznej dochodzi w sytuacjach, gdy w grę wchodzi problematyczna, a więc uciążliwa produkcja rolnicza lub przemysłowa, a także budowa masztów czy odbiorników sieci telefonii komórkowej. W tym ostatnim przypadku inwestorzy próbują wykorzystywać tereny prywatne, kusząc ich właścicieli zyskami. Gdy sprawa wypływa na powierzchnię, czasem okazuje się, że jest już za późno i mieszkańcy stoją przed faktem dokonanym – niechcianą inwestycją.
Jednak mieszkańcy zaczynają być coraz bardziej czujni i takie manewry coraz rzadziej się udają.
Nie ma zgody na maszt
W imieniu mieszkańców wsi Kożuszki Parcel zgłaszam stanowczy sprzeciw w sprawie budowy stacji bazowej telefonii komórkowej na działce nr 45. Tak nie może być, aby mieszkańców nie pytano o zgodę przed postawieniem takiego obiektu – mówi Elżbieta Maciejska, sołtys Kożuszek Parceli, przedstawiając pismo z protestem podpisane przez mieszkańców tej wsi. – Nikt nie rozmawiał z mieszkańcami, a przecież taka stacja bazowa to poważna sprawa. Są różne informacje na temat szkodliwości fal telefonii. Warto wyjaśnić i porozmawiać z mieszkańcami na ten temat. Ta droga została pominięta, bo nikt z mieszkańcami nie rozmawiał. A mieszkańcy powiedzieli w tej sprawie „nie”, jak tylko dowiedzieli się o budowie stacji bazowej.
Pani sołtys stwierdziła, że mieszkańcy chcieliby wiedzieć, jaki jest zakres tej budowy, jakie parametry i na ile inwestycja ta może wpłynąć na warunki życia mieszkańców wsi.
My tu mieszkamy, i mamy prawo wiedzieć to, co dla nas jest istotne – argumentowała Maciejska. Wskazując przy tym, że warunki mogą się znacznie pogorszyć, gdyż obiekt miałby powstać na działce, która jest w ciągu zwartej zabudowy.
Nie jest tak, że zupełnie z nikim nie rozmawiano. Inwestor, że tak to określę, robił rozpoznanie w terenie i „macał” innych gospodarzy, proponując im swoją inwestycję. Dwóch innych gospodarzy nie przystało na jego pomysł, ale trafili w końcu na młodych ludzi, którzy zgodzili się. To są dla nich niemałe pieniądze, dla nich mogą być przydatne, jako ludzi dopiero na dorobku. Zależy nam, mieszkańcom, aby inwestor odpowiedział na pytania, które nas interesują. Wystosowaliśmy do niego pismo i czekamy, jaka będzie odpowiedź – dodała sołtyska.
Chcą mieć wybór
W innych sołectwach, jak Zosin czy Andrzejów Duranowski, były podnoszone sprawy budowy masztów telefonii komórkowej. Nie jesteśmy przeciwko stawianiu anten. Są potrzebne, jeśli mamy komórki. Ale ta sprawa moim zdaniem została bardzo brzydko załatwiona i ludzie zostali postawieni przed faktem dokonanym. Tak się nie robi. Ludzie chcą mieć wybór i mają do tego prawo. Nie chcą, by im coś odgórnie narzucać, tak jak to stało się w tym przypadku – dodała radna Magdalena Krajewska.
Jestem przeciwny takiemu załatwianiu spraw. W kwestiach, które budzą sporo emocji – a takimi są właśnie maszty czy stacje bazowe telefonii komórkowej – trzeba sprawę rozpocząć od sołtysa, wysłuchać uwag mieszkańców, wyjaśnić im, o co chodzi, a dopiero potem można realizować inwestycje. Nie wcześniej. Powinny być opinie i uwagi mieszkańców – stwierdził Czesław Ćwikliński, przewodniczący Rady Gminy Sochaczew.
Ta sprawa moim zdaniem nie jest zakończona, ani rozstrzygnięta. Nie zostawimy tego swemu biegowi i będziemy tę sprawę rozpatrywać – zapewnił Mirosław Orliński, wójt gminy Sochaczew – Przyjrzymy się tej sprawie dokładnie jako urząd. Inwestorzy różnie podchodzą do tematu inwestycji na terenach gmin, ale nie możemy dopuścić do tego, aby mieszkańcy poczuli się skrzywdzeni jakimiś działaniami inwestorów. Jesteśmy i będziemy wyczuleni na wszystkie takie sprawy. Dotychczas udało się wiele spornych i trudnych kwestii rozwiązać ku zadowoleniu obu stron. Myślę, że dalej tak będzie.
Mieszkańcy zdecydują
Z kolei w gminie Brochów już na samym początku kadencji wójta, Piotra Szymańskiego, przyjęto zasadę szerokich konsultacji.
Każda sprawa, a już szczególnie dotycząca finansów i decyzji inwestycyjnych, jest z mieszkańcami dokładnie konsultowana. Moją ideą stały się spotkania gminne. Każdy mieszkaniec może przyjść i powiedzieć, jaki ma pomysł, co chciałby, aby się zmieniło. Zaś inwestycje są oczywiście ustalane i konsultowane w szerokim zakresie z naszą społecznością. Jestem za całkowitą przejrzystością działania – zapewnia Piotr Szymański.
Jako mieszkanka gminy jestem za takim postawieniem sprawy. Zawsze mogę wejść do urzędu i zapytać o każdą sprawę. Teraz wiem, że jednym z pomysłów będzie budowa wodociągów gminnych. Co prawda mam wodę z sieci, ale ta nie jest najlepsza i potrzebna jest modernizacja. To, co było naszą wspólną decyzją z inicjatywy wójta, to Centrum Medyczno-Rehabilitacyjne. Przyznam, że sama z początku nie wierzyłam w to, że się uda. Teraz jednak nawet przeciwnicy są za Centrum. Korzystamy z tego całymi rodzinami – mówi pani Kinga, mieszkanka gminy Brochów.
Jak zaznacza, świadomość decydowania o wielu gminnych sprawach, i to, że władze zmuszają do dokonywania wyborów, jest dla niej bardzo cenne. Wcześniej, jak zauważyła, nie była zainteresowana tym, co dzieje się w jej okolicy. Kiedy „zmuszono ją” do zajęcia stanowiska w kilku sprawach, zaczęła się różnymi tematami interesować.
Mieszkańców gminy cieszy, że przybywa inwestycji. Cieszy także to, że wszelkie pomysły gminnych władz są przez gminne gremium oceniane na spotkaniach. Taka demokracja bezpośrednia wielu mieszkańcom bardzo się podoba.
Kiedy wspólnie o czymś zdecydujemy, ustalimy, czujemy się bardziej odpowiedzialni i bardziej to cenimy. Trudno jest zmobilizować się czasem i pójść na takie spotkanie. Zwłaszcza, kiedy jest zimno i chlapa, ale jeśli wiem, że mój głos jest ważny, że coś znaczy dla władz gminy, która chce z nami rozmawiać, to czuję balast odpowiedzialności. Wcześniej bywało, że nie chciało mi się. Teraz czekamy na te spotkania, bo one przynoszą efekt. Tak powinno być. To władza ma słuchać naszego głosu, a nie odwrotnie – stwierdza Jan M. z Brochowa.
Metody różne, cel ten sam
W gminach na terenie powiatu sochaczewskiego wójtowie przyjmują różne metody zbierania uwag od mieszkańców. Brochów, jak widać, ma metodę najbardziej bezpośrednią, gdzie ideą jest wysłuchanie każdego chętnego w czasie spotkań czy w czasie wizyt urzędnika w domu mieszkańca.
W pozostałych gminach najbardziej typową formą są ustalone spotkania z mieszkańcami. Warianty ich są różnorodne. Są to albo spotkania na określony temat, lub tzw. sołeckie, czyli podsumowujące miniony rok, a przy okazji załatwiające różnorodne kwestie dotyczące inwestycji czy wydatków. Spotkania z radami sołeckimi są obowiązkowe, gdyż trzeba ustalić wykorzystanie w gminie tzw. funduszy sołeckich, wyodrębnionych z budżetu, o których przeznaczeniu decydują mieszkańcy gminy.
Jak zapewniają wójtowie w Młodzieszynie i Rybnie, jeśli mieszkańcy chcą spotkać się i porozmawiać na jakiś nurtujący ich temat czy problem, to zawsze jest taka możliwość.
W gminie Nowa Sucha zawsze w miarę możliwości staramy się wychodzić naprzeciw potrzebom mieszkańców, czy to dotyczy inwestycji, czy tak jak to było w 2015 roku, w sprawie zmiany obwodów szkolnych. Staramy się zawsze słuchać opinii mieszkańców. W przypadku zmiany obwodów były długotrwałe i bardzo burzliwe konsultacje społeczne. Nie było łatwo, bo my mieliśmy swoje argumenty, a mieszkańcy poszczególnych wsi swoje. W wyniku tych gorących dyskusji i argumentów mieszkańców, choć proponowana zmiana wydawała nam się korzystna, to ją wycofaliśmy. Uważam, że nie można podejmować decyzji wbrew opiniom mieszkańców. A inwestorzy rzeczywiście są czasem rozmaici i próbują wykorzystać różne kruczki prawne, czy czasem dobrą wolę jakiegoś mieszkańca lub jego niewiedzę w danym temacie – mówi Maciej Mońka, wójt gminy Nowa Sucha.
Nie wszędzie jest jednak zadowolenie mieszkańców z poczynań samorządowców i inwestorów. W gminie Iłów część radnych – głównie opozycyjnych – uważa, że władza gminna słabo wsłuchuje się w głosy mieszkańców i wiele spraw nie jest konsultowanych. Radny Marcin Cieślak na prawie każdej sesji rady gminy sygnalizuje, że o wielu sprawach w gminie nie mówi się mieszkańcom lub unika dyskusji na drażliwe tematy.
Która z gmin w powiecie sochaczewskim radzi sobie najlepiej z wsłuchiwaniem się w opinie mieszkańców? Trudno ocenić, gdyż tyle jest tych opinii, ile mieszkańców, a wszystkich trudno zadowolić.
Bogumiła Nowak