Strona główna Powiat Personel szpitala chce zarabiać godnie

Personel szpitala chce zarabiać godnie

858
0
PODZIEL SIĘ
Fot. Joanna Smacka
W Szpitalu Powiatowym w Sochaczewie 24 maja odbyło się spotkanie KZ NSZZ „Solidarność”, na które przyjechała  Maria Ochman, przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”.
 W spotkaniu oprócz związkowców wzięła też udział dyrekcja szpitala: Piotr Szenk – dyrektor oraz Wiesława Załuska – zastępca dyrektora do spraw administracyjnych.
 Walka o przeżycie
Impulsem do spotkania były niskie, wprost głodowe płace części personelu, które wielu pracownikom szpitala uniemożliwiają egzystencję na godnym poziomie.
Maria Ochman rozpoczynając spotkanie, stwierdziła: – Przyjechałam posłuchać o problemach, mam nadzieję, że rozmowa będzie szczera i konsekwencją tej szczerości nie będą problemy pracowników. Z panem dyrektorem widywaliśmy się podczas spotkań w pałacu prezydenckim, gdzie pojawiał się w charakterze eksperta i tę merytoryczną współpracę z dyrektorem bardzo sobie chwalę – powiedziała. Następnie skupiła się na meritum, czyli na niskich płacach. Pochwały przeplatały się z gorzką prawdą.
Przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność” zauważyła, że pod względem ilości personelu szpital w Sochaczewie jest wzorowy, lekarze i pielęgniarki mają bardzo mocne wsparcie w sanitariuszkach i salowych. Niestety solą w oku placówki, co bardzo trafnie podsumowała, jest położenie pracowników: Muszę powiedzieć, że jak zobaczyłam wysokość waszych wypłat, nie mogłam uwierzyć, że w odległości 50 kilometrów od Warszawy tyle się zarabia. Powiem szczerze, jeżeli ktoś na rękę bierze 1360 złotych, to ja myślę, że trzeba mieć dużą wyobraźnię, żeby za te pieniądze przeżyć – stwierdziła.
Patowe położenie
Najbardziej pokrzywdzeni są pracownicy niższego szczebla, między innymi salowe czy sanitariuszki. W imieniu pracowników głos zabrał Ryszard Kołucki, przewodniczący szpitalnego związku „Solidarność”;  Wydaje się, że dyrekcja szpitala nie widzi, lub nie chce widzieć naszych problemów. Być może uważają pracowników sekcji pomocniczej za zło konieczne, bo jak to można inaczej nazwać. Nie można dyskryminować nas płacowo, oszczędzając na nas. Regulacja płacy minimalnej, ta tak zwana podwyżka, mimo że zagwarantowana jest ustawą, została zastąpiona dodatkami do minimalnego wynagrodzenia.  W żaden sposób nie poprawiło to naszej sytuacji finansowej, a wręcz przeciwnie. Zwiększyła się liczba pracowników pobierających minimalne wynagrodzenie –  mówił wzburzony i twardo przedstawiał racje członków związku. – Uważamy, że postępowanie takie jest nieetyczne oraz niesprawiedliwe w stosunku do pracowników. Uwłacza to naszej godności i uderza w utrzymanie naszych rodzin. Dyskryminowanie pracowników z długoletnim stażem pracy i doświadczeniem zawodowym, między innymi poprzez włączanie dodatku stażowego do minimalnego wynagrodzenia, jest również praktyką, która powoduje frustracje. Czujemy się oszukiwani. Co powoduje brak motywacji do pracy. Biorąc pod uwagę takie zachowanie dyrekcji, nie dziwi fakt braku zaufania do niej oraz niskiej oceny – przyznał odważnie.
Także inni pracownicy zabierali głos, aby przedstawić swoje racje i potrzeby. Spotkanie związkowców przebiegło jednak spokojnie i każda ze stron wykazała się zrozumieniem.
Być albo nie być
Swoje stanowisko przedstawił również Piotr Szenk, dyrektor szpitala, który powiedział  między innymi: Bardzo mnie to zabolało, że straciłem szacunek załogi. Jak doskonale Państwo wiecie, jesteśmy jednym z nielicznych na Mazowszu szpitali, który nie ma możliwości korzystania z zewnętrznego finansowania. Pracownicy szpitala mają zapewnione wszelkie świadczenia, i mimo wielu nacisków nie ulega zmianie liczba personelu pomocniczego. Tak naprawdę najprościej jest oszczędzić na ludziach, czego ja nigdy nie zrobiłem. Dlatego wszyscy macie prace. Wszystkie nasze działania są zgodne z prawem, i pensja, którą państwo otrzymujecie, jest zagwarantowana przez rząd – starał się wyjaśnić. Moim obowiązkiem jest zachować płynność finansową i utrzymać zakład pracy. Musicie państwo zdać sobie sprawę, że jeśli załamie nam się płynność finansowa, to powiat nie będzie miał nam z czego pokryć tego zobowiązania, bo go na to nie stać. Trzeba będzie szukać rozwiązań naprawczych, a nimi będzie zmniejszenie ilości pracowników. Możliwość zewnętrznego finansowania przyniosłaby nam kilka milionów rocznie zysku – zauważył.
Szpital w Sochaczewie nie jest odosobniony, problemy, z jakimi borykają się też inne  szpitale powiatowe, są spowodowane poziomem ich finansowania, które uległo zmniejszeniu z 40 procent na 30 procent ogółu środków budżetowych. Główną przyczyną jest jednak rozdrobnienie kontraktów pomiędzy wiele podmiotów leczniczych. Z kolei braki w kadrze lekarskiej na rynku zmuszają do oferowania lekarzom intratnych stawek wynagrodzenia, aby móc w ogóle ich przyciągnąć do pracy w szpitalu powiatowym.
 Końca nie widać
Nie można łudzić się, że sytuację poprawi wprowadzenie zmiany w postaci „sieci szpitali”. Finanse szpitali powiatowych absolutnie nie ulegną poprawie, ponieważ kontrakty będą w dalszym ciągu rozdrobnione. Placówki też nie zmienią kosztów, jakie generują, i nie poprawi się kwestia tak niezbędnych inwestycji, bo dopuszcza się działanie szpitali nawet dwuoddziałowych, w których jeden oddział będzie zabiegowym z blokiem operacyjnym.
Świadoma skali problemu jest Wiesława Załuska, zastępca dyrektora do spraw administracyjnych i  jednocześnie konsultant wojewódzki w dziedzinie pielęgniarstwa dla województwa mazowieckiego i autorka raportu o stanie pielęgniarstwa: – W tej chwili naszemu szpitalowi brakuje około 5 milionów złotych. Nam powiat nie pomaga, w skali potrzeb i wydatków, to co daje, to grosze. W tamtym roku dostaliśmy 30 tysięcy i to ze składek. My nie mamy na odtworzenie aparatury medycznej, na infrastrukturę, na remonty, musimy sobie jakoś jednak radzić – wyliczała i starała się wytłumaczyć realne przyczyny ciężkiej sytuacji. – Zwiększenie finansowania ochrony zdrowia to jest pierwszy punkt do tego, abyśmy mieli środki finansowe na podwyżki. Każda dyrekcja, również i my chcielibyśmy dać podwyżki, a nie spotykać się tak jak dzisiaj, w sytuacji gdzie jesteśmy postawieni pod ścianą i jest nam przykro, że pracownicy, którzy na pewno czują się zażenowani, muszą od nas żebrać o godziwe wynagrodzenie – przyznała. Po czym wręczyła Marii Ochman raport o stanie pielęgniarstwa, aby mogła czarno na białym przyjrzeć się nieubłaganym statystykom. Dzięki wiedzy zawartej w raporcie, proces uleczania służby zdrowia może przebiegać znacznie sprawniej. Zwróciła się też do niej z prośbą w imieniu swoim i pracowników: – Mam nadzieję, że będzie pani lobbowała wszystkie nasze problemy, w tym również problemy personelu pielęgniarskiego, którego deficyt jest naprawdę realny, jak również personelu sekcji pomocniczej, który bardzo chcielibyśmy godziwie wynagradzać. Potrzebne jest zwiększenie finansowania na ochronę zdrowia, a zresztą proszę wierzyć, damy sobie radę – podsumowała.
Joanna Smacka