Strona główna Nowa Sucha PIĘĆSET METRÓW BŁOTNEGO NIESZCZĘŚCIA

PIĘĆSET METRÓW BŁOTNEGO NIESZCZĘŚCIA

169
0
PODZIEL SIĘ
Próby odkopania się z błota na nic się zdały, samochód zapadał się w błotnej mazi na drodze wiodącej do domu pani Piotrowskiej
Od ponad 20 lat Maria Piotrowska, mieszkanka wsi Szeligi w gminie Nowa Sucha, zmaga się z obojętnością urzędników, którzy nie dostrzegają jej problemu. Sprawa dotyczy półkilometrowego odcinka drogi, jedynej trasy umożliwiającej kobiecie komunikację ze światem. Wystarczy jednak większy deszcz, a ta gruntowa droga staje się trzęsawiskiem. O czym przekonaliśmy się, próbując dotrzeć do pani Marii. Nasz samochód na dobre ugrzązł w błocie.
Od ponad 20 lat błagam właściciela, czyli Lasy Państwowe, aby coś z tą drogą zrobili. Ja sama nie jestem w stanie nic zrobić, gdyż mój stan zdrowia na to nie pozwala. Wcześniej sama woziłam taczkami gruz, kamienie i cegły pustaki. Teraz jestem w takim stanie, że już nie daję rady, gdyż mam potrójną dyskopatię, co w każdej chwili może mnie sparaliżować. I jak wtedy dojedzie do mnie pogotowie? – żali się 62-letnia Maria Piotrowska.
Pułapka na drodze
Niektórzy sąsiedzi uważają, że nasza rozmówczyni  jest osobą nieco konfliktową, bo ciągle ma pretensje o tę drogę. Jeden z rolników uważa, że mogła nie decydować się na zakup leżącej na uboczu nieruchomości. Jednak Maria Piotrowska zaznacza, że nie miała zbyt wielkiego wyboru. Poprzedni jej dom, stary i drewniany, spłonął. Nie chciała mieszkać ze swoim rodzeństwem i dwójką małych dzieci, a tu trafiła się okazja. Prawie 100-letni dom  i gospodarstwo. Zadłużyła się i kupiła nieruchomość. Droga była jeszcze w miarę znośna. Teraz z każdym rokiem jest coraz gorzej. Wystarczy większy deszcz i na drodze robi się trzęsawisko. Przy długotrwałych opadach jej dom zostaje całkowicie odcięty od reszty wsi.
Decydujemy, aby pojechać na miejsce i przyjrzeć się sytuacji. Z pozoru wszystko wygląda normalnie. Parę kałuż i w miarę solidny trakt. Jednak po przejechaniu 200 metrów samochód wpada w bagnistą maź aż po osie. Teraz dopiero można zrozumieć skalę problemu mieszkanki Szeligów.
Nie dojeżdża do mnie firma, aby wymienić mi butle z gazem. Śmieci mam w workach od lutego. Nie jestem w stanie przeciągnąć kosza do drogi, a samochód od odbioru odpadów nie wjedzie. Nie dojedzie też do mnie karetka  pogotowia ratunkowego – dodaje pani Maria.
Maria Piotrowska wskazuje, jak zapadający się i podmokły jest grunt przy drodze, która zaczyna zapadać się pomimo wcześniejszych napraw
Nie dam rady dojechać. Tam nie wjedzie się absolutnie w żaden sposób. Teren niestabilny, bagienny. Zakopię się i żadna siła mnie stamtąd potem nie wyciągnie – mówi pracownik odbierający odpady na terenie gminy, do którego zwracamy się z prośbą o wyciągniecie z błota. Od dawna, jak mówi, nie odbiera śmieci z numeru 13, czyli od pani Piotrowskiej, gdyż nie może do niej wjechać. Nasz samochód stoi na drodze zakopany w błocie ponad godzinę. Nie pomaga wypychanie go. Wpada coraz mocniej w bagienną maź. Błoto bryzga, ochlapując nas od stóp do głów. Samochód ani drgnie. Pułapka jest więc skuteczna.
 Obiecują naprawę
Problem nie jest nowy. Sprawą tej pechowej drogi  Express Sochaczewski zajmował się równo trzy lata temu. Już wtedy droga była w fatalnym stanie. Obiecywano jej wzmocnienie i utwardzenie. Gmina niewiele może tu zdziałać, poza próbami nacisku na właściciela, gdyż teren wokół nieruchomości Marii Piotrowskiej w tym i droga należą do Nadleśnictwa Radziwiłłów. Tu jednak okazuje się, że leśnicy wcześniej informowali, że w ostatnich latach nie zwożą tą drogą drewna, więc jej nie użytkują. Problem drogi zostaje więc na głowie mieszkanki Szeligów.
To rzeczywiście trudna sprawa i niewiele jako gmina możemy jej pomóc. Ona ma trochę żal do nas o to, że nic w tej sprawie nie robimy. A my tak naprawdę za bardzo nie możemy, gdyż droga należy do Lasów Państwowych. Możemy tylko zwrócić się do nadleśnictwa, by jakoś uwzględnili jej prośby – mówi Maciej Mońka, wójt gminy  Nowa Sucha.
O tym, że problem nie jest wydumany, przekonuje się sam na miejscu – jak niewiele trzeba, aby samochód ugrzązł w miałkiej, ciastowatej mazi. Pan wójt z pomocą dwóch okolicznych rolników próbuje wydobyć nasze auto. Znów bryzga błoto, ale auto udaje się w końcu wyciągnąć. Można ruszyć w dalszą drogę.
Tyle razy pisałam do nadleśnictwa, aby coś zrobili z tą drogą. I nie tylko do nich, ale też do spółki wodnej w Nowej Suchej, gdyż sprawa staje się coraz bardziej alarmująca. To dlatego, że uszkodzone są dreny melioracyjne i pozarastane kanały odwadniające. Ze spółki nawet nie pofatygowali się odpowiedzieć na moje pismo. A nadleśnictwo nadal mi składa obietnice, i tak to trwa – dodaje pani Piotrowska.
Przed trzema laty droga była bardziej błotnista, ale na krótko pomogło jej utwardzenie i ubicie, które wykonało nadleśnictwo. Teraz stale nasiąka wodą, gdyż na polach – z powodu uszkodzonych drenów – stoi cały czas woda. W studzience melioracyjnej poziom wody jest prawie taki sam, jak na podmiękłym polu. A wystarczyłoby, jak zaznacza mieszkanka wsi Szeligi, przekopać zarośnięty rów melioracyjny i zrobić przekop od stawu do głównego rowu melioracyjnego. Woda spłynęłaby z pól i problem zmniejszyłby się znacznie. Jednak pani Piotrowska od ponad 5 lat nie może doprosić się, aby przekopy powstały. Droga jest więc zalewana, podtapiana wraz z terenem gospodarstwa i jej sąsiadów.
Spółka od lat zasłania się wysokimi kosztami inwestycji. Ostatnie pismo w marcu tego roku Marcin Kubiak, prezes spółki wodnej w Nowej Suchej przyjął, ale czy spełni oczekiwania mieszkanki Szeligów, trudno powiedzieć.
Musi być naprawiona
Ostatnie pismo do nadleśnictwa Maria Piotrowska wysłała na początku tego roku. Znów zabiegała o to, by zabezpieczono jej lepszy dojazd. Odpowiedź przyszła do niej na początku marca. W liście czytamy: „W związku z pani podaniem  w sprawie naprawy drogi zlokalizowanej w Szeligach informuję, że w ostatnich latach nadleśnictwo nie prowadziło żadnych prac gospodarczych w drzewostanie, do którego przedmiotowa droga prowadzi, dlatego zniszczenia drogi, o którym wspomina Pani w podaniu, nie są skutkiem działalności leśnictwa a są wynikiem stałego użytkowania drogi przez Panią jako dojazdu do miejsca zamieszkania”.
Maria Piotrowska jednak oponuje przeciw temu: – Nie mam samochodu. Do mnie przyjeżdżają osoby bardzo rzadko. Chodzę na piechotę i jeżdżę rowerem, a to nie jest ciężki sprzęt, więc nie dewastuje drogi – zaznacza.
Jednak w ostatnim piśmie Nadleśnictwo Radziwiłów obiecuje jej naprawę: „(…) w związku z planowaniem w bieżącym planie urządzania lasu i prac związanych z odnowieniem drzewostanu sąsiadującego z Pani posesją, zostaną przeprowadzone prace naprawy i konserwacji przedmiotowej drogi, w miarę możliwości uzależnionych od pozyskania materiału do naprawy, jeszcze w bieżącym roku” – obiecuje nadleśniczy Konrad Grzybowski z Nadleśnictwa Radziwiłłów.
Ze swej strony sprawy nie zostawi swemu biegowi leśniczy z Zakrzewia: – Oczywiście, że naprawimy tę drogę. Rozumiem, że pani Piotrowska ma problem z dojazdem, szczególnie wtedy, gdy jest mokry rok. Nadleśnictwo wysłało do niej pismo, że nie pozostawi sprawy niezałatwionej. Jednak teraz jest zbyt mokro i nie bardzo możemy tam wjechać. Trzeba poczekać, aż obeschnie ziemia. Nie można teraz tego robić w obecnych warunkach pogodowych – wyjaśnia Jan Szczurek, leśniczy z terenu Zakrzewia z Nadleśnictwa Radziwiłłów. – Ten rok jest wyjątkowo trudny ze względu na długotrwałe deszcze. Czasem ludzie nie potrafią tego zrozumieć, że nie jesteśmy w stanie wykonać pewnych spraw od ręki. Kilka lat temu wspólnie z gminą Nowa Sucha zaczęliśmy naprawiać tę drogę. Jednak w międzyczasie zmieniły się przepisy odnośnie kruszywa. Tego, co stosowaliśmy wcześniej, nie możemy już  wykorzystać do napraw dróg. Jesteśmy w trakcie załatwiania nowego pozwolenia na możliwość wbudowania kruszywa w lesie.  Musimy stosować się do obowiązujących przepisów. Na pewno pani Piotrowska nie jest przez nas lekceważona i droga będzie zrobiona najszybciej, jak jest to tylko możliwe.
Czy w końcu po latach uda się naprawić tę drogę, o którą zabiega Maria Piotrowska? Miejmy nadzieję, że nie będzie na to czekać przez kolejnych kilka lat.
Bogumiła Nowak
Fot. Bogumiła Nowak, Joanna Smacka
 Dziękujemy Maciejowi Mońce, wójtowi gminy Nowa Sucha, oraz innym osobom, które pomogły wyciągnąć nasz samochód z błotnej mazi. Bez ich pomocy nie dalibyśmy rady wyjechać z Szeligów.