Strona główna Mazowsze Konserwator powinien być apolityczny

Konserwator powinien być apolityczny

108
0
PODZIEL SIĘ
Z Ewą Jaszczak, Konserwatorem Zabytków, byłym kierownikiem Delegatury w Płocku Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Warszawie, jurorem konkursu dla studentów architektury Politechniki Warszawskiej na zagospodarowanie przestrzeni miejskiej Sochaczewa, rozmawia Bogumiła Nowak
Wybór zawodu był w Pani przypadku  świadomy, czy raczej to kwestia przypadku?
Zdecydowanie to był świadomy wybór. Na pewno zawdzięczam to mojemu Tacie, dla którego monografia Płocka, którą chyba znał na pamięć, a napisana przez arcybiskupa Antoniego Nowowiejskiego, była jego najważniejszą lekturą. Tata oprowadzał nas po Płocku, gdyż był przewodnikiem po tym mieście. Ja zresztą też jako młoda osoba zostałam przewodnikiem. W liceum wstąpiłam do Klubu Młodzieżowego przy Muzeum Mazowieckim. W niedzielne przedpołudnia odbywały się tam spotkania z muzealnikami, historykami sztuki. Latem wyjeżdżaliśmy na obozy etnograficzne organizowane wspólnie przez Muzeum Mazowieckie i Katedrę Etnografii z Uniwersytetu Warszawskiego. Razem ze studentami zbieraliśmy eksponaty i przeprowadzaliśmy wywiady z najstarszymi mieszkańcami wsi na temat kultury materialnej i duchowej. Te materiały były potem pozyskiwane dla powstającego działu etnografii Muzeum Mazowieckiego. Klubowicze uczestniczyli również w organizowanych przez Muzeum Mazowieckie wykopaliskach archeologicznych. W latach 1967-71 byłam prezesem Klubu Młodzieżowego przy Muzeum Mazowieckim w Płocku. Ta moja przygoda z historią zaczęła się więc 50 lat temu.
 I wybrała Pani życie ściśle związane z przeszłością?
Po maturze bardzo chciałam studiować historię sztuki w Toruniu. Niestety to był 1971 rok. Trzeba było wtedy idąc na studia, mieć punkty za tzw. pochodzenie. Akademik też był płatny, a rodziców nie było na to stać. Miałam jeszcze czworo rodzeństwa. Postanowiłam zatem studiować na Politechnice Warszawskiej, w jej filii w Płocku, na kierunku chemia. Nieźle sobie z tą chemią radziłam. W przyszłości planowałam, aby pracować jako chemik w pracowni konserwatorskiej. Potem byłam na Studiach Podyplomowych na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, na kierunku konserwacja zabytków architektury.
Uzyskałam dyplom w pierwszej edycji konkursu „Dyplom dla Płocka” organizowanym przez Prezydenta Miasta Płocka w 1976 roku. Praktykę studencką odbywałam też w urzędzie konserwatorskim. Po studiach dostałam przydział do pracy w Biurze Dokumentacji Zabytków Województwa Płockiego, przekształconego następnie w Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków. W latach 1972-1984 byłam sekretarzem, a następnie skarbnikiem Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego w Płocku. Zajmowałam się też dziennikarstwem historycznym. Pracowałam jako redaktorka wydawnictw m.in. „Materiały Źródłowe do dziejów Ziemi Płockiej” oraz „Skarby Tysiąclecia – Województwo Płockie”. Byłam również współautorką wielu opracowań naukowych z dziedziny konserwacji i ochrony zabytków.
Miałam szczęście do wspaniałych wykładowców i szefów. Wówczas Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków był Kazimierz Arciszewski, a szefem Biura Olgierd Puciata. Wtedy, kiedy zaczynałam, trwały prace w zespole architektonicznym Ojców Salezjanów w Czerwińsku. Wiele się tam nauczyłam. Nadal przez cały czas udzielałam się społecznie w Towarzystwie Przyjaciół Muzeum Mazowieckiego.
 Najtrudniejszy był zapewne dla Pani okres Solidarności i stanu wojennego.
Rzeczywiście to nie były łatwe dni i bardzo burzliwe. W okresie Solidarności byłam członkiem komisji kultury, a w czasie stanu wojennego aktywną działaczką opozycji. Zajmowałam się organizacją pomocy prawnej dla represjonowanych, internowanych i aresztowanych. Uczestniczyłam we wszystkich procesach politycznych w tym czasie. Ściśle współpracowałam też z Prymasowskim Komitetem Pomocy osobom represjonowanym i aresztowanym. A także pracowałam z Fundacją Kongres Ochotników Specjalistów „Ocalić od zapomnienia”. Uczestniczyłam też w projekcie tej Fundacji „Ocalić od zapomnienia” – konferencji w Norwegii na temat emigracji patriotycznej. Wygłosiłam tam, w Lillehamer odczyt na temat pomocy charytatywnej dla polskich związkowców w czasie stanu wojennego w Polsce. Niewiele osób wie, że związkowcy z Norwegii w tym czasie dochód z jednej godziny pracy w miesiącu przeznaczali w całości na wsparcie organizacji związkowych w Polsce. Pieniądze były skrupulatnie przekazywane poprze Komitet Prymasowski. Teraz przekazana została pełna dokumentacja z tej działalności do Archiwum Akt Nowych w Warszawie.
 Potem Pani nadal aktywnie działała zawodowo jako konserwator zabytków.
W 1996 roku  powołana zostałam na stanowisko Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. To było jeszcze w dawnym układzie administracyjnym. Po reformie administracyjnej zostałam wyznaczona na kierownika Delegatury w Płocku w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Warszawie. Lata 1996-1998 to dla mnie był okres bardzo intensywnej pracy, uznanej za czas, który zaowocował opracowaniem i wdrożeniem szerokiego programu prac rewitalizacji Starego Miasta w Płocku. Fakt ten został dostrzeżony przez jury konkursowe, które przyznało mi nagrodę Ministra Budownictwa nie tylko za kompleksową modernizację płockiego Starego Rynku, ale w szczególności za proces współpracy samorządu, konserwatora i społeczeństwa miasta. Zresztą bardzo chwalę sobie współpracę z samorządowcami. Najbardziej tymi z Płocka i Sochaczewa.
 Przyglądając się Pani działalności, nietrudno zauważyć, że była ona wypełniona bardzo aktywną pracą zawodową.
Rzeczywiście zajęć mi przez te lata nie brakowało. Udzielałam się i nadal udzielam jako konserwator. Zostałam m.in. członkiem powołanych przez marszałka Województwa Mazowieckiego Rad Muzealnych – w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu, gdzie pełniłam funkcję przewodniczącego oraz Muzeum Mazowieckiego w Płocku.
Organizowałam też wiele konferencji i sympozjów naukowych związanych z ochroną zabytków, m.in. takie jak: „Ochrona zabytków sztuki sakralnej w Diecezji Płockiej i Łowickiej”, „100-lecie rekonsekracji Katedry Płockiej”, „100-lecie Muzeum Diecezjalnego” i „650-lecie Fary Płockiej”. Od 2000 roku systematycznie organizowałam szkolenia dla proboszczów zabytkowych kościołów w zakresie opieki i ochrony zabytków. Prowadziłam i nadal organizuję co cztery lata tzw. kursy i egzaminy proboszczowskie, przygotowujące kandydatów do działalności administracyjnej i pomagające w zdobywaniu wiedzy na temat jak sporządzać wnioski, dokumentację i inne pisma potrzebne w prowadzeniu pracy proboszcza, zwłaszcza w starych parafiach. Byłam w grupie założycieli Stowarzyszenia „Starówka Płocka” i współorganizatorem akcji „Ratujmy Płockie Powązki”.
Bycie konserwatorem zabytków nie jest łatwym zadaniem. Wiele osób odbiera ten zawód jako utrudnianie życia mieszkańcom i inwestorom. Z jakimi, najtrudniejszymi sprawami spotkała się Pani w swej karierze?
Na pewno jest to zadanie niełatwe. Jest to wręcz bardzo trudne i odpowiedzialne wyzwanie. Konserwator Zabytków musi posiadać umiejętność rozmowy z inwestorami, umiejętność przekonania do powierzonej mu misji. Pomimo wielu sukcesów muszę przyznać, że nie brakowało mi porażek. Rzucania mi przysłowiowych kłód pod nogi. Tych porażek zawodowych było wiele. Nie sposób je wyliczyć, wszak w ubiegłym roku minęło 40 lat mojej pracy zawodowej. Jednak pomimo to, nie zmieniłabym nic w moim życiu, gdybym miała wybierać ponownie moją drogę zawodową. Z tych ostatnich porażek, to co mnie szczególnie dotknęło, to że nie udało mi się zablokować rozbiórki dawnej mleczarni w Sochaczewie, doprowadzania do rozbiórki Jutexu w Sochaczewie w zamian za usytuowanie tam dobrej architektury, odpowiadającej randze miejsca, czy też translokacji wyłączonego z użytkowania drewnianego kościoła w Zawidzu. Bywa i tak, że przegrywa się z inwestorami, ze stratą dla miasta, czy okolicznych miejscowości. Nie sposób tego uniknąć.
Co jednak w tej pracy daje Pani największą satysfakcję? Co napawa największą dumą?
Zawód ten daje mi ogromną satysfakcję, bo robię w życiu to, co jest moją prawdziwą pasją. Co napawa największą dumą? Rewaloryzacja Zespołu Pałacowego w Łącku, letniej rezydencji marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, kompleksowe prace konserwatorskie, restauratorskie i roboty budowlane przy obiektach chopinowskich w miejscowościach Brochów, Żelazowa Wola, Sanniki, Rościszewo. To były największe w moim życiu zawodowym inwestycje, w których Delegatura Płocka sprawowała nadzór konserwatorski. Właśnie Złoty Krzyż zasługi dostałam za realizację tych zadań. Odznaczona zostałam także za swoje osiągnięcia Złotą Odznaką za Opiekę nad Zabytkami i  jako Zasłużony Działacz Kultury.
W końcu również za sukces swój uważam prace przy ruinach zamku i w Kramnicach Miejskich w Sochaczewie. Co ciekawsze, te prace mają ścisły związek z corocznym konkursem dla młodych architektów, studentów Politechniki Warszawskiej, w którym mam swój udział od początku. To tam pojawiły się pomysły na realizacje tych obiektów i sporo pomysłów młodych ludzi przy tych konserwacjach i rewaloryzacjach wykorzystano. Nie sposób wymienić tu wszystkie realizacje. Każde wykonane zadanie jest w jakimś stopniu sukcesem. Dają one takiego „pałera” do pracy, zwłaszcza przy trudnych obiektach, gdzie na przykład trzeba dawać odmowy.
Czy zdaniem Pani zawód konserwatora zabytków ma rację bytu i przyszłość przy obecnej technologii i możliwościach naukowych?
Oczywiście, że ten zawód cały czas ma przyszłość. Konserwator zabytków w świetle nowych technologii i odkryć naukowych musi jednak przede wszystkim przez cały czas się dokształcać. Rolą konserwatora jest uczestniczenie w procesie prac konserwatorskich nie tylko merytorycznie, ale przede wszystkim w kontekście procedur administracyjnych. Konieczne jest uczestniczenie m.in. w opracowywaniu różnych dokumentów formalno-prawnych, studiach kierunków, zagospodarowaniu przestrzennym, wydawaniu wytycznych i zaleceń konserwatorskich do planowanych prac. Uważam jednak, że konserwator powinien być apolityczny i ekumeniczny, czyli nie kierować się w pracy związkami z partiami politycznymi oraz być otwartym na wszystkie kultury i religie.

 

Jak wspomnieliśmy, Pani działania są dość mocno związane z ziemią sochaczewską. Jakie sukcesy Pani zdaniem związane są z tym terenem, Pani jako konserwatora?
Po reformie administracyjnej, już jako delegatura urzędu konserwatorskiego w Warszawie, przejęliśmy powiat sochaczewski. To było dla mnie duże wyzwanie. Wiele obiektów znałam tylko z literatury, a wielu historię musiałam dopiero poznać m.in. na podstawie przekazanych nam materiałów ze Skierniewic, kwerend archiwalnych oraz wizji terenowych.
Na początku nie było łatwo, zarówno mnie, jak i inwestorom. Sukcesy konserwatora to wspólne działanie właścicieli i samorządowców. Jednak muszę zaznaczyć, że współpracę z samorządem Sochaczewa cenię sobie bardzo wysoko. To właśnie nasze wspólne działania doprowadziły do rewaloryzacji ruin zamku w Sochaczewie. Przede wszystkim jest to ogromna zasługa samorządu Sochaczewa. Bardzo ceniłam sobie też współpracę z lokalnymi samorządowcami. Szczególnie cenię to, jak mi się pracowało z panem wójtem Andrzejem Fijołkiem przy rewaloryzacji brochowskiej świątyni. Tam udało się m.in. odtworzyć pieczołowicie z kawałków ołtarz oraz polichromię. Jednak bez zaangażowania samorządu z Brochowa i byłego proboszcza nie udałoby się osiągnąć takiego sukcesu i otworzyć w pełni kościoła św. Rocha. Również dobrze mi się współpracowało z panią wójt Joanną Szymańską przy renowacji cmentarzy wojennych na terenie gminy Młodzieszyn. Te prace, co warte podkreślenia, w tej gminie godnie przejęła obecna pani wójt Monika Pietrzyk i je kontynuuje. Nadal doskonale układa mi się współpraca z Piotrem Osieckim, burmistrzem miasta Sochaczew. Moim zdaniem jest on wzorem samorządowca, dbającego o miasto i jego zabytki. Inni powinni brać z niego przykład, z jego zaangażowania i otwartości w tym temacie.
Czy i jak widzi pani rolę konserwatora zabytków w Sochaczewie? Czy jest tu jeszcze coś do ochrony pod względem kulturowym?
Nadal uważam, że sporo jest do zrobienia pod względem ochrony zabytków na terenie ziemi sochaczewskiej. Mnie cieszy to, że miałam udział w zadbaniu o ruiny zamku, których obecny kształt i forma znakomicie świadczą o dbałości o ten obiekt. Cieszę się, że udało się zrewaloryzować prawdziwą perłę, jaką są Kramnice Miejskie, gdzie również dokonano zadaszenia obiektu, uzyskano możliwość nowej zabudowy od ulicy Wąskiej. W odrestaurowanym obiekcie znalazły miejsce placówki kulturalne.
Rola konserwatora zabytków nadal jest ważna w dbaniu o dziedzictwo kulturowe. Konserwator jest urzędnikiem i ma wdrażać procedury administracyjne. Jego rolą jest pogodzenie interesów inwestora z procedurami administracyjnymi, co nie jest łatwym zadaniem. Na pewno są jeszcze miejsca warte ocalenia w Sochaczewie, np. baszta tatarska.
Pani działania w Sochaczewie mają też związek z konkursem dla młodych studentów architektury z Politechniki Warszawskiej. Jak na przestrzeni lat ocenia Pani wkład młodych ludzi w kształtowanie wizji miasta?
Od samego początku uczestniczę w tym konkursie wraz z grupą pasjonatów. Spory swój udział ma w tym przedsięwzięciu profesor Ceazary Głuszek z Sochaczewa. Bez niego zapewne by ten konkurs się nie udał. Ważnym jest też to, że szukałam wśród samorządowców możliwości takiego działania i tylko miasto Sochaczew zdecydowało się zaangażować w takie przedsięwzięcie. Przy pierwszej edycji, która odbywała się w Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą brak było jeszcze pewności i liczne były obawy, co do sensu konkursu. Jednak kolejne lata pokazały, jaki potencjał tkwi w młodych ludziach. Na pewno bez tego konkursu nie byłoby rekonstrukcji terenu zamku i odnowy Kramnic. To w trakcie konkursu powstały projekty i symulacje, z których czerpano pomysły przy remontach i odbudowie.
 Wkroczyła Pani ostatnio w nowy etap życia, czyli jest już Pani na emeryturze. Jednak nie zmniejsza to Pani aktywności. Czym wypełnia Pani swój czas?
Tak już mam, że nie potrafię nic nie robić. Na emeryturę trafiłam nie z własnego wyboru, a tak się ułożyły okoliczności. Jednak nie jestem typową emerytką i nadal jestem aktywna zawodowo. Ostatnio zostałam powołana, dekretem biskupa Piotra Libery, do Rady Naukowej ds. konserwacji kaplicy królewskiej Katedry Płockiej. Nadal prowadzę radę Muzeum Ziemi Mazowieckiej w Sierpcu, jestem też członkiem Rady w Muzeum Mazowieckim w Płocku, członkiem Towarzystwa Naukowego Płockiego. Jednak teraz najbardziej wciąga mnie sprawa Kaplicy Królewskiej w Płocku. Trafiłam na kwerendy, które nie były otwierane od ponad 70 lat.
Wielkim wyróżnieniem było dla mnie uznanie mych zasług przez Urząd Miasta Sochaczewa przy pracy konserwatora dla powiatu, oraz przyznane właśnie parę dni temu wyróżnienie władz Płocka za moją pracę dla tego miasta. Jednak niewiele bym zdziałała, gdyby nie wspaniali współpracownicy – Jolanta Sobieraj, Dorota Zaremba, Andrzej Tucholski, czy ostatni nabytek – Karolina Pachole. Im dziękuję bardzo za współpracę dotychczasową i obecną, przy realizacji aktualnych pomysłów. Mam ich cały ogrom. Byle by tylko zdrowie dopisało. A jeśli o pisaniu mowa, to chcę spisać „Pamiętnik konserwatora” i przedstawić w nim całe moje życiowe batalie, których nie brakowało.
Zatem tego Pani życzę i realizacji kolejnych planów. Dziękuję za rozmowę.